IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Alexander&Yolanda #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Alexander&Yolanda #1 Empty
PisanieTemat: Alexander&Yolanda #1   Alexander&Yolanda #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:09 pm

Alexander uznał, że czas najwyższy powrócić na łono rodziny i w tym celu teleportował się do rodzinnej posiadłości w Newcastle upon Tyne. Wiedział, że czeka go konfrontacja z najmilejszą rodzicielką, do czego, szczerze mówiąc, zbytnio się nie palił. Musiał jednak podjąć męską decyzję i zmierzyć się z tym, co go czekało. Dla pewności strzelił sobie kielicha przed drogą, co było dosyć nierozważne. Jak to mówią - piłeś, nie teleportuj się! Zawsze bowiem istnieje niebezpieczeństwo, że wylądujesz w miejscu docelowym nie mając palców u rąk i tylko z jednym pośladkiem.
Była ładna pogoda, toteż Alexander nawet nie kłopotał się wchodzeniem do domu, bo doskonale wiedział, gdzie zastanie swoją matkę. Yolanda mogła być tylko w jednym miejscu - w swoim umiłowanym sanktuarium, w swojej prywatnej Arkadii, czyli krótko mówiąc w swoim ogrodzie. Przypuszczenia Alexa potwierdziły się, kiedy wszedł między krzewy i ujrzał swoją rodzicielkę w znajomym słomkowym kapeluszu. Nadawał jej on dosyć niewinny wygląd starszej pani, ale Alexander nie dawał się zwieść pozorom.
- Dzień dobry, mamo - przywitał się ostrożnie.


Dzień był wyjątkowo pogodny, jak na tę porę roku, Yolanda więc od rana zajmowała się swoim ogrodem. Mogłaby co prawda zwołać na dziś zwyczajowe spotkanie przy herbatce z koleżankami, ale te stare france działały jej ostatnio na nerwy, a Yola wiedziała, że denerwowanie się jest niedobre dla zdrowia. A ona musiała być zdrowa, nie mogło być inaczej, w końcu miała nadzieję, że wkrótce będzie mogła bawić wnuki! Ale wszystko po kolei, najpierw musiała znaleźć swojemu ukochanemu Alexandrowi odpowiednią narzeczoną.
Yolanda przycinała właśnie swoje Hydrangea arborescsens i Hydrangea macrophylla, kiedy usłyszała kroki na ścieżce. Zerknęła w tamtą stronę i jej oczom ukazał się jej umiłowany jedynak.
- Och, witaj, Olku, witaj! - zawołała radośnie, uśmiechając się do syna. - Wybacz, że Cię nie uściskam, ale nie chciałabym Cię pobrudzić - dodała, bo przez swoje hobby była cała uwalana ziemią. - Co Cię sprowadza?


Alexander mógł się spodziewać takiego entuzjastycznego powitania ze strony matki. Yolanda nigdy nie szczędziła okazywania uczuć po adresem swojego jedynego syna. Normalnie nie miał nic przeciwko temu, chyba że akurat postanowiła go wycałować przy wszystkich jego znajomych.
- Stęskniłem się za domem - odpowiedział, mając nadzieję, że to ją udobrucha. Nie było to do końca kłamstwo, chociaż tak naprawdę nie odwiedzał matki już jakiś czas, a w takich przypadkach zawsze robiła się drażliwa i pojawiała się w jego domu bez zapowiedzi, a tego wolał uniknąć. - A co słychać u Ciebie?


- Och, to słodkie z Twojej strony - zagruchała, słysząc jego wyznania. W międzyczasie zdążyła rzucić na siebie zaklęcie czyszczące i odrzuciwszy rękawice ogrodowe, porwała swojego syna w objęcia. - Jesteś takim dobrym dzieckiem, że odwiedzasz swoją starą matkę - dodała po chwili, wyraźnie ucieszona. Tak, tak, nigdy nie mogłaby o Olku powiedzieć złego słowa.
- Ech, u mnie nic ciekawego, bardziej jestem ciekawa, co u Ciebie. Zamęczy Cię ta praca - stwierdziła z troską. - Całe dnie spędzasz w tym sklepie, to nie może być zdrowe. Zresztą, zawsze powtarzam, że to nie jest prawdziwa praca. Powinieneś pozwolić ojcu, żeby znalazł Ci pracę w Ministerstwie.
Yolanda, jak każda matka zapatrzona we własne dziecko, zawsze uważała, że Alexander marnuje się sprzedając miotły i inne takie. Poza tym, Yola miała inne plany dla syna...
- Poza tym, uważam, że najwyższy czas, żebyś się ustatkował - wypaliła wreszcie, z właściwą sobie subtelnością ręcznego granatu. - Powinieneś znaleźć sobie narzeczoną.


Alexander z pokorą zniósł zachwyty matki nad swoją osobą. Nie, żeby uważał, że nie zasługuje na zachwyty, ale Yolanda miała dość osobliwy sposób wyrażania swoich matczynych uczuć, a mianowicie specjalizowała się w zaduszaniu Alexa swoją matczyną miłością.
- Tak, tak, zawsze to powtarzasz - powiedział, powstrzymując się od przewrócenia oczami. W pracy w ministerstwie nie widział nic ciekawego, zdecydowanie bardziej wolał prowadzić swój sklep. - Może w przyszłości - dodał pojednawczo, żeby Yola nie obraziła się na niego, bo konsekwencje mogłyby być bardzo nieprzyjemne.
A skoro o przyszłości mowa...
- Narzeczoną? - powtórzył z zaskoczeniem. No tak, mógł się spodziewać, że matka wyskoczy z czymś takim. W końcu był już taki stary, 23 lata - prawie czas kłaść się do trumny! Czemu by więc nie założyć przed tym rodziny? Doprawdy, logika Yoli była dziwną logiką. Wiedział jednak, że matka nie ustąpi i że prawdopodobnie ma już przygotowaną liste potencjalnych kandydatek. Nagle wpadł na pomysł, jak się od tego wykręcić.
- Ale ja mam już narzeczoną! - wypalił wreszcie, licząc na to, że jego wymówka zadziała.


- No dobrze, skoro tak... - mruknęła, nieco uspokojona. Przynajmniej zobaczyła, że Olek nie ma zamiaru zmarnować reszty życia w tym sklepie i chociaż trochę myśli o przyszłości. Tak, zdecydowanie dobrze go wychowała. Zawsze starał się brać pod uwagę zdanie matki, kochany chłopak.
- Narzeczoną? - spytała, dublując pytanie syna sprzed paru chwil. - Ale jak to? Dlaczego nic wcześniej nie powiedziałeś? Trzymałeś to przede mną w sekrecie? - zasypała go lawiną pytań, wyraźnie urażona. Jej ulubiony sekator, na dźwięk tych rewelacji, błysnął złowrogo zza krzaka. Doprawdy, Yolanda poczuła się urażona zachowaniem syna. Że też nie dopuścił jej do informacji w tak ważnej sprawie... Nie miała jednak serca mówić mu, że ją rozczarował.
- Oj, synku, synku i po co było się z tym ukrywać? - pokręciła głową ze zrezygnowaniem. - No dobrze, to mów szybko, kim ona jest - zażądała po chwili, niebezpiecznie mrużąc oczy. Niech Olek sobie nie myśli, że tak szybko się wywinie.


Widząc urazę w oczach Yolandy, Alexander zrozumiał, że plan nie wypalił w stu procentach i że trochę spieprzył sprawę. Mimo wszystko musiał jednak przyznać, że jego małe kłamstewko było lepszym pomysłem niż potencjalne randki z kandydatkami na narzeczoną.
- Tak jakoś wyszło? - próbował się bronić, jednak chyba słabo mu to wychodziło. - To świeża sprawa, sprzed kilku dni, naprawdę - zapewnił, starając się przekonać swoją rodzicielkę. - Poza tym, chciałem Ci powiedzieć osobiście, a nie mogłem się wybrać tutaj wcześniej - zełgał na poczekaniu, mając nadzieję, że Yolanda to kupi. Obawiał się matczynego gniewu, zwłaszcza gdy miała sekator na podorędziu.
- Wiesz co? Mam pomysł, jak Ci to wynagrodzić - powiedział szybko. Gdyby Yola była na niego obrażona, mógłby spodziewać się dziesiątek nękających go wyjców, co byłoby uciążliwe, więc wolał zawczasu temu zapobiec. Doskonale wiedział, czego matka teraz od niego oczekuje i chcąc nie chcąc, musiał jej to zapewnić.
- Zaproszę moją narzeczoną tutaj, żebyście mogły się poznać, na pewno Ci się to spodoba - zapewnił. - Przyślę Ci sowę z terminem naszej wizyty, dobrze? - dodał jeszcze, po czym pocałował Yolę w policzek na pożegnanie i na wszelki wypadek jak najszybciej się deportował.

#Olek out
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Alexander&Yolanda #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: