IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Prudence&Alexander #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Prudence&Alexander #1 Empty
PisanieTemat: Prudence&Alexander #1   Prudence&Alexander #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:09 pm

Alexander mógł wreszcie wrócić do domu po ciężkim dniu pracy. Wydawać by się mogło, że jako właściciel interesu powinien mieć mniej pracy, jednak żeby biznes dobrze się kręcił i przynosił zyski, potrzebna jest przede wszystkim ciężka praca właściciela. Alex nie mógł narzekać na brak klientów. Jego sklep z markowym sprzętem do quidditcha cieszył się powodzeniem, bo zawsze oferował dużo nowości. Dzisiaj w sklepie było wyjątkowo tłoczno, głównie za sprawą rzeszy młodych klientek, które chyba jednak interesował inny rodzaj sprzętu... Dziewczyny ciągle chichotały i posyłały Alexowi znaczące uśmiechy, co trochę działało mu na nerwy, więc kiedy opuściły sklep, unosząc ze sobą pudła pełne miotlarskich kompasów, kasków i ochraniaczy, Fawley mógł odetchnąć z ulgą. Kiedy wreszcie nadeszła godzina zamknięcia, rzucił parę czarów zabezpieczających i deportował się do domu. Przezornie sprawdził, czy kominek w salonie jest nadal zablokowany - Alexander naprawdę kochal swoją matkę, Yolandę, ale gdy fiukała do niego dziesięć razy dziennie o różnych porach, miał ochotę wsadzić jej sekator w du... to znaczy w oko. Sprawdziwszy, czy wszystko w mieszkaniu jest w jak najlepszy porządku, Alex złapał nowe wydanie Proroka i wygodnie rozsiadł się na kanapie.


/ z: sypialnia Louise


Po naradzeniu się z Louise co do słuszności swojego planu i otrzymaniu od niej niejako błogosławieństwa, a także i środków do powodzenia jej misji, Pru wyszła z sypialni siostry, udając się do siebie. Ten krótki czas przeznaczyła na ostatnie powtórzenie sobie własnego planu w głowie. Na co liczyła? Na to, że jednak okaże się, że Alex wcale nie jest zainteresowany Lou i miała pomysł na to jak w szybki sposób może to sprawdzić. Tuż przed "wyjściem" zerknęła jeszcze przelotem w lustro by sprawdzić, czy faktycznie wygląda jak Louise, po czym teleportowała się prosto do wnętrza domu Alexandra, specjalnie jednak lądując na korytarzu, a nie w salonie, w którym jak podejrzewała aktualnie się znajdował. Wiadomo, zawsze i wszędzie musiała robić dobre wejście, poza tym to dawało jej możliwość by jakoś rozpocząć rozmowę. Tak właśnie to sobie wyobrażała i wolała nie odstępować od planu, bo jeszcze wyjdzie z roli, lub co gorsza, zacznie niepotrzebnie się mątać i całość legnie w gruzach, a tego by nie chciała. Zbyt długo już żyła w tej niepewności. Chciała poznać prawdę i to dzisiaj. Wzięła jeszcze krótki wdech, potem wydech i starając się przybrać minę własnej siostry, jak gdyby nigdy nic wkroczyła bez zapowiedzi do salonu Fawley'a.
- Cześć - przywitała się, nawiązując w końcu kontakt wzrokowy z Alexandrem i choć gdzieś w środku pewnie denerwowała się przed poznaniem wyniku jej misternego planu, starała się zachowywać względne opanowanie. Tak, jak by to zrobiła jej kochana siostrzyczka. Podeszła bliżej kanapy, ostatecznie siadając gdzieś obok niego.
- No nareszcie sami - odparła z zadowoleniem, skupiając na nim swój wzrok. - Już myślałam, że to się nie uda - tutaj uśmiechnęła się delikatnie. Cóż, nie było na co czekać, więc już delikatnie, albo i nie, zaczęła nawiązywać do tego, po co tutaj przyszła.


Alexander podniósł wzrok znad gazety, kiedy usłyszał, że ktoś wchodzi do salonu. Jego oczom ukazała się jedna z Rosierówien. Szybko otaksował ją wzrokiem i wnioskując po czerwonej sukience, doszedł do wniosku, że była to Louise. Trochę się zdziwił, bo chociaż się przyjaźnili, to Louise rzadko wpadała do niego w odwiedziny bez towarzyszącej jej Pru.
- Cześć - przywitał się, posyłając jej uśmiech. Zastanawiał się, jaki był cel jej wizyty, ale podejrzewał, że za chwilę dostanie odpowiedź na to pytanie.
- Nareszcie sami? - spytał głupio, marszcząc brwi. Coś mu tutaj nie pasowało. Dziewczyna była ubrana jak Louise, ale nie zachowywała się jak ona. Była zbyt mało zdystansowana, jak na młodszą z bliźniaczek. Alex zastanowił się przez chwilę. Czy to możliwe, że miał do czynienia z Pru, która właśnie wprawiała w życie jeden ze swoich szalonych pomysłów?
- Miło z twojej strony, że wpadłaś z wizytą, Lou - zaczął, niby przypadkowo chwytając ją za rękę. Szybko zerknął w dół - żadnej blizny, a zatem jego przypuszczenia były trafne i koło niego na kanapie siedziała Pru, a nie jej siostra bliźniaczka. Postanowił jednak zagrać w jej grę, żeby zobaczyć, o co jej chodziło.


Pru liczyła na to, że wreszcie dowie się czy jej przypuszczenia były słuszne. Tylko co dalej zrobi z tym fantem? Chyba sama jeszcze nie próbowała się nad tym zastanawiać, bo wystarczająco trudnym było podejrzewać, że jej ukochany upodobał sobie osobę, wyglądającą identycznie jak ona... Jej własną siostrę bliźniaczkę! Nie chciała nawet myśleć co będzie, jak dostanie już co do tego ostateczne potwierdzenie.
- No wiesz, bez tych wszystkich ludzi... Bez Pru, która zawsze przychodzi tutaj za mną - rzuciła przeciągle. To nie tak, że jej siostrzyczka jej przeszkadzała, ba, w końcu sama była tą Pru, no ale jakoś musiała dać mu do zrozumienia, że liczyła na jakieś sam na sam. Jej plan pewnie byłby bardziej udany, gdyby jednak zachowywała się bardziej jak Lou, ale z drugiej strony, chciała wiedzieć jak jest. Teraz.
- Miło... - tutaj zawiesiła na chwilę głos, zbliżając się możliwie jeszcze bardziej niego. Nie sądziła, że jej plan już legł w gruzach, bo zdradziła ją tak banalna rzecz jak blizna, a raczej jej brak. Tylko kto by przypuszczał, że Alexander zwracał uwagę na takie drobnostki?
- to dopiero będzie - dodała, pokonując ostatnie milimetry dzielące ich twarze i po prostu go pocałowała. Teraz nie miała już nic do stracenia, co będzie, to będzie!


Pru chyba raczej niczego się nie dowie, ale póki co Alexander trochę poudaje, że jej plan działa zgodnie z zamierzeniem. W końcu Pru natrudziła się trochę, żeby go przygotować, więc nie można tego tak od razu zrujnować, prawda?
- Tak, jesteście nierozłączne, jak przystało na bliźniaczki - przyznał, żeby podtrzymać rozmowę. Czuł się trochę głupio, nie wiedząc do czego ona dąży. Może powinien przestać stwarzać pozory, ale ciekawość wzięła nad nim górę.
Wątpliwości Alexandra co do zamiarów Pru zostały szybko rozwiane, gdy bez zbędnych wstępów dziewczyna zbliżyła się do niego i go pocałowała. Niewiele myśląc Alex oddał pocałunek, niezbyt zastanawiając się nad tym, czy postępował właściwie czy nie. W końcu kimże on był, by oprzeć się takiej pokusie? Na myślenie przyjdzie czas później, toteż tymczasem przyciągnął Pru do siebie, żeby było im wygodniej.


Pru na pewno się czegoś dowie. W końcu nie robiła tego eksperymentu na darmo! Jakieś wnioski z niego z całą pewnością wyciągnie, ale jakie, to już należy poczekać na wynik. Pru nie chciała dłużej pozostawać w niepewności, więc dosyć szybko zabrała się do głównej części swojego planu. Teraz albo nigdy! Gdy Alexander oddał pocałunek, mogła już na tej podstawie stwierdzić, że jednak miała rację, bo chciał całować się z Lou... Ale jej mózg był w tym momencie skupiony na innej, bardzo przyjemnej czynności, by wyłapać tak zbędne szczegóły jak to, że miała rację. Dosyć szybko Rosierówna znalazła się na jego kolanach, napierając na niego tak, że plecy miał wygodnie oparte o kanapę. Niepostrzeżenie, starając się nie przerywać pocałunków, oplotła go jeszcze rękoma za szyję, aby było jej wygodniej. Taką scenę wyobrażała sobie zapewne wiele razy, ale musiała przyznać, że "na żywo" wszystko to było o wiele bardziej intensywne i przyjemne. Na chwilę zupełnie uciekł jej z głowy jej przebiegły plan, a górę nad jej zachowaniem wzięła chęć zaspokajania przyjemności.


Nie oszukujmy się, Alexandrowi bardzo podobały się eksperymenty tego rodzaju i gdyby mógł wybierać, z pewnością zadbałby o to, żeby Pru wykonywała je częściej. Ale przecież się nie przyzna, nie znając do końca jej intencji. Za duże ryzyko, nie naraziłby się w ciemno na utratę jej przyjaźni. Chociaż to co teraz robili trudno by było nazwać przyjacielskim...
Gdy Pru objęła go za szyję, przystał na to bardziej niż chętnie i w odpowiedzi objął ją w talii. W końcu stabilność to podstawa, ot co. Ręce Alexandra zamajaczyły nieśmiało w okolicy zamka od sukienki Pru, ale ociągał się z odpięciem go, bojąc się, że przekroczy pewną granicę, zwłaszcza że udawał, że myśli że całuje się z siostrą bliźniaczką Pru. Bądź co bądź Yolanda wychowała go na dżentelmena i gdyby zawiódł jej oczekiwania, w czasie spotkania z sekatorem mógłby stracić coś cenniejszego niż tylko swoją godność...


Nie da się ukryć, że Pru również byłaby chętna na częstsze przeprowadzanie tego typu eksperymentu. No, może z wyjątkiem tego, że całkiem teoretycznie udawała teraz swoją siostrę bliźniaczkę... O wiele bardziej wolałaby, gdyby Alex leciał na nią, a nie na Lou, ale co zrobić? Jak się nie ma co się lubi, to trzeba brać, co dają, prawda?
- Śmiało - szepnęła, czując, że jego palce wędrują w okolicach zamka od jej sukienki. Można by powiedzieć, że była całkowicie zawładnięta chwilą, nie obchodziło jej nawet to, że sama go do tego sprowokowała, a Olek nie wiedział kim naprawdę była. Starając się nie przerywać całowania, w przypływie chwili dłońmi powędrowała do zakończenia jego bluzki i sprawnie zaczęła podciągać ją do góry i aż sapnęła cicho z tego wszystkiego. Kto by pomyślał, że niewinny eksperyment może aż tak się rozrosnąć? Cóż, tak czy siak Pru nie narzekała.


Gdyby tylko Pru wiedziała, że tak naprawdę Alex woli ją, a nie jej siostrę, pewnie by jej ulżyło. Ale jak widać jej logika zadziałała pokrętnie. Alexander od pewnego czasu wysyłał jej różne znaki i starał się z nią spędzać dużo czasu, ale widocznie odebrała jego zainteresowanie jako czysto przyjacielskie.
Słysząc słowa Pru, Alexander postanowił spełnić jej życzenie. W końcu kimże był on, nieszczęsny, żeby jej odmawiać w takiej chwili? Czuł, że potem to się na nim zemści, ale w tym momencie średnio go to obchodziło. Rozpiął suwak jej sukienki i odsunął się na chwilę, by pozwolić jej zdjąć swoją bluzkę, do czego najwyraźniej dążyła. Przestał się zastanawiać nad tym, czy powinni to robić czy nie, bo eksperyment był bardzo przyjemny i grzechem byłoby go przerywać.


Gdyby Pru znała prawdę, z pewnością już dawno zrobiłaby coś w tym kierunku. Jak widać jednak oboje, niepewni tego co czuje druga strona, zwyczajnie bali się stracić to, co już mają. Dlatego właśnie ten cały eksperyment Pru można by nazwać szczęśliwym trafem dla nich obojga! Na chwilę oderwała się od jego ust, w mig pozbawiając go koszulki i rzucając ją gdzieś za kanapę, zupełnie nie przejmując się tym, gdzie dokładnie wylądowała. Zamruczała cicho, kiedy jej oczom ukazała się klata Olka w pełnej okazałości. Swoje dłonie z jego szyi położyła na jego torsie i powróciła do przerwanej wcześniej czynności, jaką było całowanie go. Skoro było jej, ba, im obojgu!, przyjemnie, to dlaczego miałaby to przerywać? Całowanie Olka najwyraźniej poczyniło spustoszenie w jej głowie, bo nie mogła myśleć w tym momencie o niczym innym.


Gdyby ogarnęli się już dawno, to teraz żyliby długo i szczęśliwie, no, na tyle szczęśliwie, na ile pozwoliłaby im na to Yolanda. Ta kobieta jest nieobliczalna, jeśli chodzi o jej ukochanego syneczka. Ale Yoli tu nie ma, więc eksperyment może trwać bez zastrzeżeń, przynajmniej na razie.
W kilka chwil oboje znajdowali się w różnych stopniach negliżu tzn. Pru w bieliźnie, Alexander bez koszulki i wszystko zmierzało w bardzo przyjemnym kierunku. Alex nie mógł myśleć o niczym innym niż o Pru, i w sumie nawet nie chciał.
- Szkoda, że zaczęliśmy dopiero teraz, Pru... - wyrwało mu się, gdy oderwał się na chwilę od całowania ust dziewczyny, by przerzucić się na jej szyję. Był tak zamroczony przyjemnością, że chyba nawet nie zwrócił uwagi na to, że zwrócił się do niej prawdziwym imieniem...


Niestety tak to już jest, że jak do przyjaźni wkradają się głębsze uczucia, to potem trudno wydostać się z friend zone, zwłaszcza, jak się nie jest pewnym co czuje druga strona. Nikt nie chce stracić przyjaźni i koło się zamyka. Czasami można przez to stracić coś naprawdę wartościowego. Pru, zajęta bardzo przyjemną czynnością, jaką było smyranie Olka po umięśnionym torsie w pierwszym momencie nie zwróciła nawet uwagi na to, że nazwał ją po imieniu. Po JEJ imieniu. Dopiero po chwili, jakby w zwolnionym tempie dotarł do niej sens jego słów.
- Ty wiesz? - spytała, nie ukrywając zdziwienia, ściągając z niego swoje dłonie. Nagle poczuła się dosyć zawstydzona swoim zachowaniem. Od jak dawna wiedział, że to jednak ona? Czy to wszystko było prawdziwe, czy może to była tylko gra? Momentalnie zeskoczyła z jego kolan, rozglądając się za swoją sukienką, która leżała na podłodze, kawałek dalej od kanapy.
- Eksperyment się udał... Eem... - rzuciła, podnosząc z podłogi sukienkę, a zarazem i resztki swojej godności, czując jak jej policzki zaczynają przybierać różowy kolor, co u niej było dosyć rzadko spotykane. Szybko włożyła na siebie sukienkę, zwinnym ruchem zapięła ją, po czym wymamrowała, średnio zrozumiale:
- Eee, tego, gratuluję - po czym szybko teleportowała się do siebie, nie chcąc tam dłużej stać i jeszcze bardziej się upokarzać. Miała ochotę strzelić fejspalma, i to takiego konkretnego...

/zt


Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy.
- Tak jakby? - odpowiedział pytaniem na jej pytanie, wreszcie zdając sobie sprawę, że się zdradził. Teraz przyszedł czas na karę niebios.
- Eksperyment? - spytał, dziwiąc się. Brawo, Alex właśnie zmienił się w mistrza głupich pytań. Ale nie należy się dziwić, w końcu nie codzień znajduje się w takiej sytuacji, jak teraz. W odrętwieniu obserwował jak Pru się ubiera. Pewnie powinien się odwrócić, ale w sumie był zbyt skonfundowany, żeby to zrobić.
- Yyym... Dzięki? - odparł automatycznie, czując się jak idiota. Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w puste miejsce, w którym deportowała się Pru. A pomyśleć, że dzisiejszy dzień zaczął się tak nudno...

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Prudence&Alexander #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: