IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Alexander Fawley

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Alexander Fawley Empty
PisanieTemat: Alexander Fawley   Alexander Fawley Icon_minitimePią Cze 28, 2019 4:46 pm






Alexander Fawley






Imiona
Fitzwilliam Alexander


Nazwisko
Fawley


Data urodzenia
27.04.1953


Miejsce urodzenia
Newcastle upon Tyne


Wiek
23 lata


Zawód
właściciel sklepu z wyposażeniem do quidditcha


Czystość krwi
czysta


Różdżka
11 i ½ cala, włókienko ze smoczego serca, sosna


Kogo popiera
generalnie nikogo






Notka biograficzna
Yolanda Carmichael i Kennith Fawley, Gryfonka i Krukon, ogień i woda, czyli ogólnie rzecz biorąc dwójka przeciwieństw, poznali się bliżej na swoim piątym roku w Hogwarcie i od razu sobą zainteresowali. Chociaż Kennith kocha swoją żonę, czasem myśli, że lepiej dla niego byłoby, gdyby nie wybrał się na nocną przechadzkę po błoniach i nie wpakował na jadowity bluszcz, skąd uwolniła go filigranowa, energiczna osóbka z sekatorem. Kontrast pomiędzy niewinnym wyglądem Yolandy, a ostrym narzędziem, które trzymała w ręce i zdecydowaną osobowością, sprawił, że Kennith poczuł się zainteresowany i to uczucie nie minęło aż do końca ich nauki w Hogwarcie. Kennith zawsze zastanawiał się, jak to się stało, że taka osobowość jak panna Carmichael zwróciła na niego uwagę, ale ona rozpraszała jego wątpliwości, całując go w czubek nosa i powtarzając, że jego skłonność do filozofowania i gapienia się w nocy na gwiazdy jest po prostu urocza. Kiedy oboje skończyli szkołę, Kennith uznał, że to, że wytrzymali ze sobą już dwa lata, dobrze rokuje na przyszłość i oświadczył się Yolandzie, co ona naturalnie przyjęła z entuzjazmem. Wzięli ślub w kwietniu, jak tylko zakwitły ulubione kwiaty Yoli i zaraz po weselu sprowadzili się do rodzinnej rezydencji Fawleyów w Newcastle upon Tyne. Kennith dostał pracę w Departamencie Magicznych Gier i Sportów, a Yolanda wprowadziła w domu rządy kobiecej ręki i zajęła się rearanżacją roślin w wielkich ogrodach ich dworku, przede wszystkim zasadzając tam w wielkiej ilości swoje ulubione Rosa micrantha, Rosa inodora, Rosa gallica i wiele innych gatunków. Naturalnie, oprócz ogrodu pełnego kwiatów, Yolandzie marzył się dom pełen dzieci, dlatego zachęciła Kennitha i zabrali się do dzieła. Niestety, nie zawsze ludzie dostają to, czego najbardziej pragną i przez dłuższy czas ich starania pozostały bezowocne. Czas mijał, Kennith dostawał awanse, ogród Yolandy wypełniał się różami… Aż wreszcie, w pięć lat po ślubie, na świecie pojawił się od dawna wyczekiwany syn. Kennith nie posiadał się z radości, dlatego pozwolił wybrać żonie imię dla dziecka. O tym, że był to błąd, przekonał się dopiero, gdy Yolanda, jak przystało na fanatyczną miłośniczkę twórczości Jane Austen, oznajmiła mu, że ich syn będzie nosił imię Fitzwilliam. Kennith, jak to miał w zwyczaju, pokręcił tylko głową na pomysły swojej żony i zdecydował, że chłopiec dostanie na drugie Alexander, by trochę załagodzić szkody poczynione przez Yolandę.



Fitzwilliam, pardon, Alexander, jak zgodnie z przewidywaniami ojca kazał się nazywać już od najmłodszych lat, dorastał otoczony rodzicielską miłością. Nigdy niczego mu nie brakowało, bo też i Yolanda niczego nie potrafiła mu odmówić. Syn był dla niej oczkiem w głowie. Kennith również miał dobry kontakt z synem, jednak trzymał się trochę na dystans, dla równowagi, by nie zaduszać syna swoją miłością, jak czyniła to Yola. Jakby samej matczynej nadopiekuńczości było mało, Alexander wychowywał się w domu pełnym kobiet. Codziennie był odwiedzany przez rozliczne ciotki, kuzynki i przyjaciółki Yolandy, które uwielbiały wpadać na herbatkę i zostawać na dłużej, mówić do Alexandra różnymi śmiesznymi zdrobnieniami, targać mu włosy i szczypać w policzki. Takie dzieciństwo mogłoby być traumatyczne dla kogoś o słabszym charakterze, ale młody Fawley szybko znalazł na to sposoby. Wymigiwał się od spędzania czasu z ciotkami, mówiąc matce, że musi iść poczytać, na co Yolanda tylko kiwała głową zachwycona, ciesząc się, że jej jedynak wykazuje taki głód wiedzy. Prawdą jest, że Alexander bardzo lubił książki, ale największą zaletą rodzinnej biblioteki była dla niego i tak cisza i spokój, jakie to miejsce oferowało. Nie był jednak typowym molem książkowym, wręcz przeciwnie, rozpierała go energia. Uwielbiał biegać po ogrodzie, co często kończyło się tragicznie dla ulubionych róż Yolandy, ale rezolutny Alexander szybko zrzucał winę na dzieci sąsiadów. Nic więc dziwnego, że gdy przyszedł czas i Alexander odjechał do Hogwartu (żegnany na peronie przez zalaną łzami Yolandę i jak zwykle opanowanego Kennitha), jego spryt i zaradność zostały dostrzeżone przez Tiarę przydziału, która bez wahania umieściła go w Slytherinie. Naturalnie, gdy napisał o tym do domu, wszystkie ciotki były oburzone – bo jak to, potomek Gryfonki i Krukona w Slytherinie? W takim razie co z niego wyrośnie? Yolanda jednak dumnie oznajmiła, że jej syn nie jest zły, jest po prostu ambitny i zaradny, nie ma nic w tym złego, a dzięki temu na pewno wiele w życiu osiągnie. Po jej przemowie pokątne szepty ucichły tak szybko jak się zaczęły. No, może miało to coś wspólnego z tym, że nikt nie lubi się kłócić z kimś, kto trzyma w dłoni sekator, ale to już inna historia.



Alexander spędził swój czas w Hogwarcie owocnie i przyjemnie. Nigdy nie zależało mu na popularności, otaczał się więc tylko tymi, których uważał za godnych swojej uwagi i z którymi po prostu dobrze się rozumiał. Był dobrym uczniem, chociaż przykładał się tylko do nauki tych przedmiotów, które uważał za przydatne w dalszym życiu. Mimo to, także z nielubianych przedmiotów starał się uzyskać niezbędne minimum, bowiem jego duma nie zniosłaby oblania jakiegoś przedmiotu tylko dlatego, że uważał go za nudny. Jak większość chłopców w jego wieku, interesował się quidditchem. Dostał się do drużyny, gdy był w trzeciej klasie, natomiast trzy lata później został kapitanem. Traktował to jednak bardziej w kategoriach zabawy, bo wiedział, że w przyszłości musi zająć się czymś pewniejszym. Po ukończeniu Hogwartu dostał od ojca sporą sumkę pieniędzy, za którą wykupił jeden z budynków na Pokątnej i otworzył w nim sklep z wyposażeniem do quidditcha.



Rodzina
Yolanda Carmichael – jak przystało na byłą mieszkankę Domu Lwa, matka Alexandra jest osobą niezwykle energiczną i żywiołową, czasami nawet aż za bardzo. Jej rozpasany instynkt macierzyński wzbudził w niej chęć posiadania gromadki potomstwa, jednak mimo wielu lat prób, Alexander pozostał jedynakiem, przez co kumuluje się na nim cała matczyna miłość. Nie pracuje zawodowo, ale dzięki temu może zajmować się domem. Jej wielkim hobby jest ogrodnictwo.



Kennith Fawley – ojciec Alexandra jest całkowitym przeciwieństwem swojej żony. W Hogwarcie był Krukonem i wzorowym uczniem. Jest wzorem opanowania i spokoju, zazwyczaj z dystansu biernie przygląda się coraz to dziwniejszym poczynaniom swojej małżonki. Nigdy nie próbuje powstrzymać jej przed głupstwami, bo mogłoby się to dla niego skończyć tragicznie. Pracuje w Departamencie Magicznych Gier i Sportów.



Charakter
Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy podczas obcowania z Alexandrem, jest to, że nie jest on typowo stereotypowym Ślizgonem, chociaż należy zaznaczyć, że cechuje go ślizgońska ambicja i spryt, w końcu coś musiało zadecydować o jego przydziale do takiego, a nie innego domu. Wrodzona ambicja Alexandra sprawia, że źle znosi on porażki i ma tendencje do nieustannego dążenia do bycia najlepszym. Spryt jest czymś, czego nauczył się w dzieciństwie. Wychowany w otoczeniu zachwyconych nim matki i ciotek, szybko nauczył się owijać je sobie wokół palca oraz wypracował wiele sztuczek, które pozwoliły unikać mu kary za zbyt swawolne zachowania. Kiedy przypadkiem zniszczył jedną z wypielęgnowanych rabatek matki, wystarczyło uśmiechnąć się uroczo i powiedzieć, że widział zakradające się do ogrodu dzieci sąsiadów, a już wszystkie podejrzenia rodzicielki względem osoby Alexandra szły w zapomnienie. Kolejną istotną cechą Alexandra jest jego iście krukońska inteligencja, odziedziczona po ojcu. Młody Fawley już od wczesnego dzieciństwa przejawiał niezwykłą ciekawość świata i głód wiedzy. Spędzał dużo czasu w rodzinnej bibliotece, wertując opasłe tomy i dowiadując się coraz to nowych rzeczy o otaczającym go świecie. Chociaż większość dzieci w jego wieku woli czytać baśnie i inne historie, Alexander preferował wertowanie encyklopedii, które wydawały mu się po stokroć ciekawsze niż wymyślone opowieści, pełne magicznych stworzeń. Wychodził z założenia, że po co komu interesować się czymś, co nie ma żadnego przełożenia na realne życie? Poznawanie właściwości nowych eliksirów czy zaklęć zdecydowanie budziło większe zainteresowanie małego Alexandra. Wiedza ta, wyniesiona z rodzinnego domu, zaprocentowała zresztą, gdy Fawley trafił do Hogwartu. W przeciwieństwie do większości uczniów z jego roku, był już przyzwyczajony do czytania opasłych podręczników i o wielu magicznych zjawiskach czytał już wcześniej, co pozwalało mu błyszczeć na zajęciach i mile łechtało jego ambicję. Alexander jest nieco zarozumiały, a szkolne sukcesy dodatkowo utwierdzały go w przekonaniu, że jest lepszy od innych. O dziwo, w przeciwieństwie do większości Ślizgonów, nie uważał za gorszych od siebie tylko osób mugolskiego pochodzenia. Status krwi czarodzieja tak naprawdę nie ma dla niego żadnego znaczenia. Być może wpływ na to ma jego wychowanie i to, że nie pochodzi z typowo czystokrwistej ślizgońskiej rodziny, wręcz przeciwnie, sam jest pierwszym Ślizgonem w rodzinie. Ocenia ludzi, biorąc pod uwagę ich charakter i zachowanie, a nie pochodzenie. Jeśli kogoś nie lubi, nie ma znaczenia czy jest czystej krwi, półkrwi, czy mugolakiem, Alexander i tak będzie traktował go z góry bądź ignorował. Na ogół nie zaprząta sobie głowy nielubianymi osobami, chyba, że ma gorszy dzień lub straci panowanie nad sobą, wtedy lubi się na kimś wyżyć, najlepiej rzucając kilka „przyjemnych” klątw. Jest w tym niezwykle podobny do swojej matki, z którą też lepiej nie zadzierać, gdy jest zdenerwowana. Poza tymi nielicznymi przypadkami, Alexander nie lubi otwartych konfrontacji. Na co dzień woli trzymać się na uboczu i pogardzać ludźmi z oddali. Wpływ na to ma głównie jego praktyczne podejście do życia. Po co miotać klątwą cały czas, skoro zamiast tego można dosypać czegoś do eliksiru, żeby wyskoczyły komuś paskudne brodawki? Na pewno jest to mniej męczące. Praktycyzm zresztą towarzyszy Alexandrowi od najmłodszych lat, kiedy to wybierał encyklopedie zamiast czarodziejskich baśni. Podobnie postąpił przy wyborze dorosłej drogi życiowej. Chociaż kocha quidditcha, nie został zawodowym graczem. Taka kariera trwa bowiem może z dziesięć lat, piętnaście przy dobrych wiatrach, Fawley natomiast wolał zajęcie, które ustawiłoby go do końca życia, dlatego otworzył sklep z wyposażeniem do quidditcha.



Zainteresowania
Pierwszą miłością jego życia były książki, chociaż nigdy nie traktował ich jako zwykłych lektur do poduszki, ale jako źródło niezbędnej życiowej wiedzy. Uważa, że nie ma w nich niepotrzebnych informacji, w końcu nigdy niewiadomo, co zdarzy się w przyszłości, a nawet sto sposobów przyrządzenia zupy pomidorowej może się do czegoś przydać. W swoich szkolnych czasach oprócz czytania zajmował się także quidditchem, grał jako ścigający i w końcu został kapitanem. Wiedział jednak, że nie może tego zajęcia rozważać jako ścieżki kariery, ale nie mógł ostatecznie rozstać się z quidditchem, dlatego założył sklep z wyposażeniem do quidditcha. Jeśli chodzi o umiejętności, których nikt się po nim nie spodziewa, Alexander całkiem nieźle zna się na zielarstwie i ogrodnictwie, oczywiście za sprawą matki. Chociaż nie chwali się tym na prawo i lewo, potrafi niemalże każdą roślinę zidentyfikować po jej łacińskiej nazwie. Dzięki temu może udawać znajomość języka obcego, czym próbuje zaimponować dziewczynom na randkach, które są przekonane, że łacina jest taka trudna i Alexander jest taki zdolny.






Ciekawostki
- uważa, że jego matka musiała być nietrzeźwa, wybierając mu imię, dlatego powszechnie używa swojego drugiego imienia

- na randkach lubi popisywać się tym, że zna łacinę, chociaż tak naprawdę wymienia tylko łacińskie nazwy kwiatów, których w dzieciństwie nauczyła go matka

- jest współwłaścicielem kota o imionach Adalbert Commodore III, w skrócie Bert. Tak, jemu też imię wybierała matka Alexandra.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Alexander Fawley
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Poza grą :: Kosz :: Oddział lublińskiej mafii imienia Natalii-
Skocz do: