IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Prudence&Alexander #2

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Prudence&Alexander #2 Empty
PisanieTemat: Prudence&Alexander #2   Prudence&Alexander #2 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:09 pm

Od przeprowadzenia swojego cudownego eksperymentu Pru zapewne a) udawała, że nic się nie stało, b) za nic nie chciała wyjawić Olkowi o co jej wtedy chodziło i c) pewnie starała się też unikać jego sklepu, żeby znów się do niej nie przyczepił, chcąc wyjaśnień. W takich sytuacjach jak ta, Pru żałowała, że Alex nie jest osobą, której może po prostu powiedzieć "było minęło, na chuj drążysz temat" i by go zmienił. No, ale pewnie ten upór poniekąd też ją w nim zainteresował...
Rosier była akurat zmęczona po jakimś swoim kolejnym wypadzie na miasto, więc kiedy tylko wróciła, udała się pod prysznic. Jak to każda kobieta, wyszła zapewne po około pół godziny, jak nie więcej, bo w międzyczasie z pewnością znalazła jeszcze mnóstwo czynności, które musiała tam wykonać. Kiedy wreszcie opuściła łazienkę, owinięta jedynie w ręcznik, który zakrywał tyle, co kusa sukienka, dostrzegła, że w jej sypialni ktoś jest. I to nie byle jaki ktoś.
- Nie wiesz, że nie powinno się wpadać do czyjejś sypialni bez pozwolenia? - spytała, krzyżując ręce na piersiach i unosząc jedną brew do góry. No jak ta Yola go wychowała! Chociaż byłby jeden wyjątek, gdyby mieli znów się przemacać, Pru z pewnością nie miałaby nic przeciwko takiemu "wpadaniu" do niej!


Od pamiętnego eksperymentu Pru, Olek znajdował się w stanie permanentnej konsternacji (dobrze, że nie czego innego…Chociaż, nie oszukujmy się. Ale cicho sza, bo Yola słucha). Nie wiedział, co nagle napadło dziewczynę, że zachciało jej się bawić w udawanki i to jeszcze z jego osobą! Zazwyczaj obiektami żartów Rosierówien padali jacyś frajerzy, na tyle naiwni, że można było się nimi łatwo zabawić. Był ciekawy, co Pru chciała przez to osiągnąć, nie mógł jednak jej o to zapytać, bo najzwyczajniej w świecie zaczęła unikać jego i jego sklepu. Z braku innych pomysłów, postanowił ją odwiedzić i zażądać wyjaśnień.
Gdy dotarł na miejsce, Pru najwyraźniej brała prysznic, więc postanowił zaczekać na nią w jej sypialni, w końcu była najbliżej łazienki i tutaj Pru najszybciej go zauważy, jak już stamtąd wyjdzie, o. Kiedy wreszcie to nastąpiło, Alexander zamarł na jej widok, bowiem Rosier była odziana jeno w skąpy ręcznik, który nie zostawiał zbyt wiele dla wyobraźni. Fawley poczuł, że krew odpływa mu z twarzy i kieruje się, cóż, w inne miejsce. Weź się w garść, chłopie! Nie, nie w ten sposób… Oj, dobrze, że Yola nie widzi!
- Zniosło mnie przy teleportacji – powiedział bez mrugnięcia okiem, chociaż oboje wiedzieli, że kłamie. Ale nie ma co, szybko się chłopak pozbierał, biorąc pod uwagę widoki, jakie miał przed sobą.
- Kim jesteś dzisiaj, Pru czy Lou? – spytał bez ogródek, w końcu przyszedł tu zrozumieć, o co chodzi.


Prudence z pewnością sama miała niemały problem po ostatniej sytuacji. Wynik jej eksperymentu był właściwie niejasny. Z jednej strony, cieszyło ją, że Alex ją rozpoznał, ale z drugiej, dalej mógł lecieć na Lou, w końcu obie wyglądają niemalże identycznie, jeżeli nie patrzeć na ubiór. W dodatku nie miała pojęcia jak się teraz zachować w obecności Alexa, więc wybrała opcję omijania go. Tak było jej zdaniem łatwiej, dopóki nie wpadnie na jakiś genialny pomysł jak się z tym obejść. Niestety została wzięta z zaskoczenia, bo Fawley zjawił się w jej domu bez zapowiedzi, żądając wyjaśnień.
- Jestem sobą - odparła, starając się być opanowaną. Zdenerwowanie w takiej sytuacji nie było wskazane, bo mogłaby przypadkiem z czymś się zdradzić. Powinna pogadać z Gawem, on dobrze wie, że friendzone is a bitch.
- Nie rozumiem o co Ci chodzi - wybrała opcję ze zgrywaniem głupka. Bo co innego miała zrobić? Gdyby wyjaśniła mu to ze swojej perspektywy pewnie wszystko by zepsuła. Była przekonana, że Alex widział w niej tylko dobrą przyjaciółkę, nikogo więcej. Mimo tego, że czasami bywało to trudne, wolała udawać, że wszystko jest jak dawniej, niż zaryzykować utratę ich kontaktów.
- Chciałeś czegoś?


Alexander skupił się na okiełznaniu małego Olka, co nie było łatwym zadaniem, zważywszy na to, że Pru nadal stała przed nim w samym ręczniku. Nie, żeby miał coś przeciwko podziwianiu takich widoków, ale przyszedł tutaj uzyskać pewne informacje i dlatego potrzebował trzeźwo myśleć. Głową, nie inną częścią ciała. Usilnie starał się myśleć o czymś innym niż o sekretach, jakie Pru skrywa pod ręcznikiem. Ogarnij się, Fawley. Pomyśl o kolekcji sekatorów, które wiszą w szopie twojej mamusi i o tym, co Yola może zrobić, jeśli się zdenerwuje. Tak myślałam, od razu lepiej.
- Jesteś sobą – powtórzył jak głupi. Czyżby myślała, że wystarczy mu taka odpowiedź? – Teraz jesteś sobą, a czy zawsze tak jest? Czy będziesz sobą jutro? Czy byłaś sobą parę dni temu? – zasypał ją serią pytań. Brawo Alexandrze, jak tak dalej pójdzie, to popełnisz jakiś traktat filozoficzny.
- Oczywiście, że nie rozumiesz, o co mi chodzi. Bo to przecież nie Ciebie dotyczy. Ktoś inny najwyraźniej wypił eliksir wielosokowy i zmienił się w Pru udającą Lou i odwiedził mnie w moim mieszkaniu – powiedział sarkastycznie i przewrócił oczami. – Podoba Ci się taka teoria spiskowa? A chcę odpowiedzi na jedno pytanie – dlaczego?
Alex był może trochę za ostry. On też nie chciał zepsuć ich przyjaźni, ale Pru zawsze mu się podobała i nie mógł znieść myśli, że stał się jednym z obiektów jej gierek. Jeśli było inne wytłumaczenie, chciał je poznać.


Całe szczęście Alex był w kompletnym ubraniu, więc Pru nie miała aż takich problemów z zachowaniem opanowania. W przeciwnym wypadku prawie na pewno zdradziłaby się z czymś, co w normalnych okolicznościach nie powinno ujrzeć światła dziennego.
- Spróbowałeś grzybków z hodowli Twojej matki? - spytała, spoglądając na niego jak na wariata. Owszem, miał prawo się wkurzać i nie wiedzieć o co jej chodziło w tamtym rzekomym eksperymencie, ale jednak zaczął mówić bardzo dziwne rzeczy. I to było trochę nienormalne. - Mówiłam, że to raczej nie jest bezpieczne - Yola pewnie od czasu do czasu bawiła się w hodowanie różnego rodzaju warzywek, z których potem robiła sałatki podrzucała na spotkania swoich kółek, bo nikt z domowników nie odważyłby się ich spróbować. Na pewno nie świadomie.
- Mówisz zupełnie od rzeczy. Może powinieneś się przespać? - zaproponowała, jakże uprzejmie. Wcale, a wcale nie zgrywała teraz głupka, żeby się go pozbyć. Była świadoma, że to ciężkie zadanie, bo Alex był równie uparty co ona, ale musiała spróbować. Dla dobra ich relacji. Nie sądziła, by Alex chciał poznać PRAWDZIWĄ odpowiedź na pytanie dlaczego przeprowadziła tamten eksperyment.


Tak swoją drogą, nasze kinky umysły także nie powinny ujrzeć światła dziennego, ale między innymi za to je kochamy.
- Nawet jeśli, to najwyraźniej też się ich nałykałaś i najwyraźniej wpłynęły na Twoją pamięć – stwierdził z irytacją, widząc jak Pru wszystkiego się wypiera. Doprawdy, ile można? Jak długo będzie szła w zaparte? Znając ją, pewnie długo, ale już Alexander coś na to poradzi. Upór odziedziczył po mamusi.
Swoją drogą, jak już Pru wyciągnęła temat Yoli, to niech lepiej uważa, bo Olek zawsze może podwędzić coś z ogródka mamusi i wrzucić Pru do zupy, jak nie będzie patrzyła, a wtedy mogą stać się różne rzeczy. Ktoś może stracić ubrania, wyśpiewać wszystkie swoje sekrety albo stracić nos i zostać kolejnym Lordkiem Voldkiem.
- Przespać? Serio? – powtórzył z niedowierzaniem. Czy Pru nie zorientowała się jeszcze, że niebezpiecznie jest używać tego słowa przy Alexandrze, kiedy stoi się przed nim w samym ręczniku i obmacało się go jak Merlin przykazał zaledwie parę dni wcześniej? Jeśli tak, to czas wytknąć jej błąd w rozumowaniu.
Alexander zastanawiał się przez chwilę, czy powinien zrobić to, co właśnie zamierzał, ale szybko pozbył się zbędnych wątpliwości.
- Zobaczymy, czy to pomoże na Twoją pamięć – rzucił tylko, jakby w ramach ostrzeżenia, po czym, co tu dużo mówić, rzucił się w kierunku Pru i pocałował ją tak, że gdyby Yola to widziała, wylądowałaby w Mungu na ostrym dyżurze.


Lepiej, żeby nic z ogródka mamci Yoli jej nie podawał, bo potem może się okazać, że będzie miał narzeczoną bez nosa... Cóż, to nie wyglądałoby zbyt pociągająco. Wtedy pewnie friendzone by mu odpowiadała.
- Sam, zboczeńcu - warknęła. Na Merlina, teraz i jej włączyły się brudne myśli, które zwykle towarzyszyły jej podczas spotkań z Alexandrem. I jak tu trzeźwo myśleć, skoro on ma takie brudne myśli? Gdyby wszystko było prostsze rzuciłaby go na łóżko i zajęła się ich potrzebami, ale co zrobić...
Miała nadzieję się go pozbyć, dla dobra ich relacji, ale niestety Fawley był nieugięty. Przyszedł tutaj z pewną misją i najwyraźniej nie miał zamiaru wyjść bez odpowiedzi ze strony Rosierówny. Wziął ją jednak z zaskoczenia (po raz kolejny), gdy po następnych słowach ją pocałował. W pierwszej chwili był zbyt zaskoczona na reakcję, ale szybko się zrehabilitowała, oddając pocałunki, które stawały się coraz bardziej zachłanne. Czyżby powtórka z rozrywki? Prudence chyba całkowicie wyłączyło się myślenie. Pewnie skarciłaby siebie za tą bezmyślność i to, że tak łatwo dała się podejść, ale z drugiej strony, kto wie kiedy przyjdzie następny raz jak będą się tak całować? Musiała skorzystać z okazji! Przyciągnęła go jeszcze bliżej siebie, nie zwracając uwagi na to, że jak będzie nieostrożna, to ręcznik łatwo może się usunąć, robiąc Olkowi tym samym szybszy prezent gwiazdkowy. Very Happy


Cóż, gdyby Pru została następną Lady Voldemort, raczej nie uszczęśliwiłoby to Yoli, która i tak będzie miała duży problem z zaakceptowaniem życia uczuciowego swojego najdroższego syneczka. Może więc zostawmy ogródek Yolandy w spokoju, niech mu ziemia lekką będzie i kwiatki wysoko rosną.
- Samemu to żadna zabawa – odparł z rozbawieniem. Samodzielne struganie różdżki podobno grozi ślepotą. Albo można sobie nadwyrężyć nadgarstek. Poza tym, to byłoby samolubne, a Ślizgoni w stosunku do innych Ślizgonów zawsze kierują się altruizmem i dobrem bliźniego.
Zapewne gdyby myślał rozsądnie, miałby takie same obawy, co Pru, ale jak to mówią – chcesz myśleć rozsądnie, nie rozstawiaj namiotu. Ktoś powinien o tym przypomnieć Alexandrowi następnym razem kiedy zechce wbić do czyjejś sypialni z zaskoczenia i bez zaproszenia. A teraz cóż, słowo się rzekło, mleko się rozlało, kości zostały rzucone, czyli innymi słowy cielesne potrzeby Alexa wzięły nad nim górę i oto znowu całował się z Prudence wbrew wszelkiemu rozsądkowi, zupełnie jak ostatnio. Cóż, pewni ludzie nigdy niczego się nie nauczą… Wszystko wymaga jednak pewnego urozmaicenia, więc żeby było mu wygodniej, Alex przyparł Pru do ściany, nie przerywając całowania. Gdyby oboje wcześniej wychynęli z friendzona i bardziej się ogarnęli, mogliby się spodziewać, że lata ich przyjaźni i wzajemnej frustracji znajdą ujście w taki oto sposób. Skoro nie mogli się dłużej oszukiwać, Fawley porzucił wszelkie zahamowania, jakie miał do tej pory i przeniósł się z pocałunkami na szyję Pru. Wreszcie oderwał się od niej na chwilę.
- Lepiej uważaj na swój ręcznik, byłaby szkoda, gdybyś go zgubiła – ostrzegł ją żartobliwie, ale jednocześnie dał im obojgu chwilę na trzeźwy osąd sytuacji.


Po co mieli się uczyć i opanowywać, skoro to było takie miłe i przyjemne? Rozsądek wyszedł z pokoju, a oni bynajmniej nie musieli się przejmować konsekwencjami. Chociaż, czy ta sytuacja jest aż tak zła, skoro oboje wyraźnie tego chcieli? Może po prostu oboje obawiali się przyznać, że są kimś więcej niż tylko przyjaciółmi?
Pru oddawała pocałunki z taką samą zachłannością, a kiedy została przyparta do ściany, jej rączki powędrowały do brzegu jego koszulki, którą szybko z niego ściągnęła, rzucając gdzieś w kąt. Cóż, wydawało jej się bardzo niesprawiedliwym, że ona ma na sobie jedynie skąpy ręcznik, a Alex jest w pełnym ubraniu! Też miała prawo trochę się pogapić, trzeba było korzystać z okazji, póki taka się nadarzyła. Co zmaca, to jej, ha!
- Hmmm poczekaj chwilę, zaraz wracam - zapowiedziała, po czym teleportowała się do swojej garderoby. Szybko założyła bieliznę i wcisnęła się w jakąś kieckę. Całowanie i macanie było świetne, ale najpierw powinni raczej pogadać, ogarnąć to wszystko. Dopiero co zaczęli się całować, nie powinni od razu wskakiwać sobie do łóżka. Nie ważne jak kuszące się to wydawało. Po chwili ponownie aportowała się w swojej sypialni, gdzie Alex siedział już na łóżku, najwyraźniej na nią czekając.
- Co my robimy, Alex? - spytała, stojąc w pewnej odległości od niego. Bo jak znów zaczną się do siebie kleić, raczej niewiele sobie wyjaśnią, bo mózgi odmówią im posłuszeństwa. A Pru musiała wiedzieć. - Wykorzystałeś okazję do macanki, czy może...? - urwała. Sama nie wiedziała jak to ująć, żeby nie wyjść na idiotkę, bo dla niej to nie było tylko jednorazowe rozładowanie emocji.


Znając ich, zapewne właśnie tak było. W przypadku długoletnich znajomości, takich jak ich przyjaźń, ludzie często obawiają się zrobić coś, co mogłoby to zepsuć. Jakby nie patrzeć, macanki mogłyby podpadać pod tę kategorię.
Alexander uniósł brew z rozbawieniem, kiedy Pru pozbawiła go górnej części garderoby. Jak przypuszczał, tak było sprawiedliwie, a przecież doskonale wiedział, że panna Rosier nie lubiła pozostawać na straconej pozycji. Poza tym, jeśli to miało prowadzić do dalszej części macanek, to kimże on był, żeby protestować?
Jego przypuszczenia okazały się jednak błędne, kiedy Pru nagle odsunęła się od niego i teleportowała. Na początku poczuł się nieprzyjemnie zaskoczony, ale gdy nad tym chwilę pomyślał, uznał, że była to mądra decyzja. Lepiej przystopować, zanim zapędzą się za daleko.
- Nie wiem – odpowiedział szczerze, kiedy Pru pojawiła się z powrotem w sypialni. Faktycznie trochę się zapędzili, a on nie planował takiego rozwoju wydarzeń, kiedy postanowił złożyć jej wizytę. – Czy może chodziło o coś więcej? – dokończył ostrożnie jej pytanie, spoglądając na nią poważnie. Nadal bał się przekroczyć ostateczną granicę w ich przyjaźni, ale nie chciał, żeby Pru myślała, że chciał ją tylko wykorzystać.


Pru musiała korzystać, pozbawiać go ubrań i macać póki mogła, bo niewiadomo kiedy przytrafi jej się kolejna okazja. Nie trudno się jej dziwić, że była do tego taka chętna, skoro miała na to wszystko ochotę już od bardzo dawna.
Niepewność zżerała ją od środka. Co z nimi było nie tak? Raz się obmacują, za chwilę nie potrafią wyjaśnić dlaczego to w ogóle robią. A może się boją? Zabawne, bo na co dzień byli raczej mało tchórzliwymi osobami, a jeżeli w grę wchodziły już jakieś uczucia, to nawet taka Rosierówna potrafiła wstrzymywać się przed działaniem. Jak się jednak okazuje, nie do końca.
- Lubię Cię! - rzuciła nieco głośniej, ale najwyraźniej frustracja seksualna wobec jego osoby osiągnęła już swoje maksimum i nie potrafiła dłużej zachowywać tego dla siebie. Raz się żyje, najwyżej się wygłupi... - Bardziej niż przyjaciela - dodała, spoglądając na niego uważnie. I co pan na to, panie Fawley?


No cóż, a przecież wszyscy wiemy, że niezdrowo powstrzymywać swoje pragnienia, zwłaszcza tak intensywne. Trzeba korzystać póki się jest pięknym i młodym, bo potem się będzie starym i pomarszczonym i nic się nie poradzi…
Niestety, tak to już bywa. Rozwalenie kogoś za pomocą różdżki lub knucia wydaje się dziecinnie proste w porównaniu z radzeniem sobie ze swoimi prawdziwymi uczuciami.
- O – wykrztusił tylko, słysząc pierwszą część jej wypowiedzi. To chyba było oczywiste, że się lubili, w końcu byli przyjaciółmi. Wtedy jednak Pru rozwinęła swoją wypowiedź i wszystko stało się jasne. Alexander zatem nie miał już więcej wymówek, za którymi mógł się ukrywać, skoro Pru postanowiła zagrać w otwarte karty.
- To się bardzo dobrze składa – powiedział tajemniczo, żeby trochę przetrzymać tę chwilę napięcia. – Bo czuję do Ciebie to samo – dodał wreszcie, uśmiechając się do niej. Wreszcie byli ze sobą kompletnie szczerzy. Ciekawe tylko, co Yola na to powie…


Cóż, mieli po 23 lata, ile można udawać, że chce się dalej tkwić w strefie friendzone? Chociaż, prawdopodobnie gdyby nie to ich making out, które uskuteczniali chwilę temu z własnej nieprzymuszonej woli, Pru byłaby skazana na pozbywanie się konkurencji aż Olek sam by się odważył coś w jej kierunku zrobić. W końcu Rosierówny nie interesowały inne plebsy, ona chciała tylko Olka!
- O - teraz jej kolej na zdziwienie. - Poważnie? - spytała, chcąc się upewnić. - Wow, tego się nie spodziewałam - jasne Pru, Olek przemacuje się z każdą, która wyrazi na to chęć. Chociaż... to facet, z facetami nigdy nie wiadomo.
- To... Co z tym robimy? - spytała. Pru nie była zbyt doświadczona w tych sprawach. Chłopaków czasem miewała, ale raczej bardzo przelotnych, bo zawsze w dziwnych okolicznościach tracili nią zainteresowanie (wonder why Laughing ).


Yola prawdopodobnie by wolała, żeby lek tkwił we friendzonie aż do sześćdziesiątki, ale wiadomo, jakie są matki. Zwłaszcza takie jak Yola, które najchętniej do końca życia trzymałyby ukochanego syneczka przy sobie.
- Poważnie – potwierdził, widząc jej wątpliwości. – No raczej. Mogę powiedzieć to samo. Wiesz, trochę zmyliło mnie to, jak udawałaś swoją siostrę-bliźniaczkę, no ale co ja tam wiem o kobiecych technikach podrywu… - dodał ze śmiechem. Kto tam zrozumie kobiety…
- Teraz już chyba nie mamy wyjścia i musimy zacząć się umawiać – odpowiedział po chwili zastanowienia. – No wiesz, szkoda byłoby zmarnować takie dobre wyznania uczuć.
Sam też nie miał zbyt dużego związkowego doświadczenia, ale to wydawało się logiczne, biorąc pod uwagę, że miał w domu matkę, która bardzo zręcznie władała sekatorem.


Yoli wymarzona relacja z synkiem jest raczej dosyć spaczona, więc nie należy się nią kierować. I najlepiej wcale jej nie słuchać.
- Yhmm... - rzuciła tylko, nie chcąc mu zdradzać, że jak głupia sądziła, że leciał na jej siostrę bliźniaczkę. No, ale wcześniej w jej głowie tamto wszystko miało sens. Całe szczęście, okazało się jednak, że było zupełnie inaczej.
- No tak, masz rację - odparła, uśmiechając się pod nosem. - Czyyyli... Zabierasz mnie niedługo na randkę? - uniosła brew do góry. No proszę, jak się wszystko ułożyło po jej myśli. Nie mogła się doczekać aż opowie o wszystkim Lou.


Niech Pru nie mówi tego głośno, bo Yola może sprawić, że jakiś Hedera helix z jej ogrodu podpełznie gdzieś i poddusi Rosierównę. Yola i jej roślinki są bardzo opiekuńcze, jeśli chodzi o Olka. Chociaż Olek na pewno przejrzałby mamusię i nie pozwolił jej napastować Pru za pomocą jakichś zielsk.
- Wnioskowanie bez zarzutu - pochwalił ją, uśmiechając się szeroko jak głupi. No ale, w końcu miał powody do radości. - Czymś cię zaskoczę.
Rozmawiali jeszcze chwilę, po czym Olek pożegnał się i opuścił mieszkanie Pru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Prudence&Alexander #2
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: