IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Anthony, Michael & Dorcas #1a

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Anthony, Michael & Dorcas #1a Empty
PisanieTemat: Anthony, Michael & Dorcas #1a   Anthony, Michael & Dorcas #1a Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:59 pm

Michael miał problem. Niestety, urodził się jako życiowy nieogar, a naprawdę lubił Vivian. I co w takiej sytuacji zrobić? Na początek wyjaśnijmy sobie jedną rzecz - nie sądził, by miał jakiekolwiek szanse. W końcu Fortescue to dziewczyna zdecydowanie "out of his league", ale serce nie sługa, więc mimo wszystko postanowił coś w tym kierunku zrobić. A że jak wspomniałam był nieogarnięty i zapewne nie potrafiłby rozpoznać podrywu, gdyby zatańczył przed jego oczyma kankana, postanowił zasięgnąć porady osoby o wiele bardziej doświadczonej w tych sprawach - Antka.
- No i stary, nie wiem co mam robić. Lubię ją, ale kompletnie nie wiem jak się za to zabrać - westchnął ciężko.


Jako że Ślizgoni mają silnie rozwinięte poczucie lojalności w stosunku do ludzi, których uważają za ‘swoich’, Anthony poczuł się w obowiązku jak najlepiej wspomóc przyjaciela w jego sercowych zmaganiach. Niestety, znając Mike’a, mogło się to okazać dosyć trudnym zadaniem. Postanowił najpierw wybadać, jak się ma sytuacja.
- A próbowałeś już wprost? No wiesz, jakieś zaproszenie do Hogsmeade i te sprawy – zaproponował, będąc przekonanym, że najprostsze rozwiązania są często najlepsze. – Czy nie da rady? – zapytał, woląc się upewnić. Może bezpośredniość po prostu nie leżała w technikach podrywu Mike’a


W przypadku Majka takie sprawy są naprawdę trudne. Jedyne co potrafił, to rzucać żartami, ewentualnie, kiedy był pewny, że laska też na niego leci, to jakoś tam, w mniejszych lub większych bólach mu się udawało. No ale jak miał coś takiego uskuteczniać na Vivian? Był pewien, że nie była zainteresowana. Tak bardzo ślepy Mike...
- Oszalałeś?! - rzucił nieco za głośno, ale szybko się za to mentalnie skarcił. - Czy ty ją widziałeś? Takie dziewczyny jak ona nie umawiają się z takimi jak ja - powiedział i zaraz się skrzywił. Była dla niego za ładna, za mądra, za bardzo sprytna, za ogarnięta... A biedak oczywiście musiał się w niej bujnąć.
- Nie ma mowy, żebym się tak ośmieszył.


Dobrze, że mamy 1976 rok, a nie 2014, bo obawiam się, że czarodziejski oddział BBC mógłby zainteresować się wyprodukowaniem własnej wersji Trudnych Spraw i Mike mógłby zgłosić się na casting do jednego z odcinków.
- Tak właśnie myślałem – podsumował Anthony i pokiwał głową z miną wielkiego znawcy tematu. Cóż, nie dało się ukryć, że cieszył się sporym zainteresowaniem wśród swoich szkolnych koleżanek, nawet jeśli nie było ono wzajemne. To, że jego myśli zajmowało głównie knucie z Bonnie jak zapanować nad tymi wszystkimi plebsami, nie znaczyło, że nie miał pojęcia na temat damsko-męskich spraw.
- Zatem najpierw musimy zgromadzić odpowiednie informacje. Zapytasz jak, przyjacielu? Otóż dziewczyny są najbardziej szczere, kiedy plotkują ze swoimi koleżankami, myśląc że nikt inny nie słyszy. Musimy więc znaleźć odpowiedni moment i wtedy podsłuchać, co też Vivian ma do powiedzenia – wyłożył swój ślizgoński plan i urwał na chwilę, żeby się zastanowić. Z tego co pamiętał, Gryffindor miał właśnie trening quidditcha, a skoro Fortescue była w drużynie… - Myślę, że za chwilę drużyna Gryfonów zejdzie do szatni po treningu, a czyż są lepsze okoliczności na dziewczyńskie plotki? Co ty na to? – zapytał, uśmiechając się podstępnie. Miał nadzieję, że Mike doceni jego zmyślność.


Michael zazdrościł Anthony'emu powodzenia, bo choć i Whittemore'em czasem zainteresowała się jakaś zbłąkana dziewoja, nie miał on takich umiejętności by bardziej ją sobą zachęcić. No, albo sam tracił zainteresowanie.
- I myślisz, że podsłuchiwanie pod szatnią nam coś da? - spytał, marszcząc brwi. - No skoro tak twierdzisz, to chyba nie zaszkodzi spróbować - powiedział, już z nieco większym entuzjazmem. Dobrze, że kumplował się z Antkiem, może on faktycznie zrobi z niego "ludzi". Bo inaczej Whittemore skończy marnie. Niby nie był tchórzem i potrafił zaprosić gdzieś dziewczynę, ale... z Vivian było inaczej. Zanim zrobi jakikolwiek krok chciał się upewnić, że nie zrobi z siebie kompletnego błazna. Z daleka zauważyli, że drużyna weszła już do szatni, więc zakradli się w pobliżu okna, żeby móc podsłuchiwać.
- A co jeśli nie będą o mnie mówiły? - spójrzmy prawdzie w oczy, Mike nie sądził, by był tematem numer jeden z damskiej szatni Gryfonek.


Na zbłąkane dziewoje trzeba uważać. Niewiadomo gdzie się taka jedna z drugą włóczyła, a jak powszechnie wiadomo, czarodziejski syfilis ciężko wyleczyć.
- Nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy – zachęcił go Anthony. Doprawdy, ciężka sprawa z tym Michaelem. Jeśli van der Craven go nie upilnuje, to jeszcze podda się bez walki.
- Nie trać wiary, przyjacielu – pocieszył go i poklepał po ramieniu w ramach otuchy. Co prawda mogli mieć pecha i Gryfonki będą rozmawiały o wypracowaniach z zaklęć, ale a nuż im się poszczęści. Z tym przekonaniem, Anthony pociągnął Mike’a w kierunku szatni.


Dlatego całe szczęście, że Michael miał taiego przyjaciela, który nie pozwoli mu się poddać.
- No niby tak... - wymruczał nieprzekonany, ale mimo wszystko ruszył za nim. Trzeba się słuchać kogoś, kto bardziej się zna na sprawie, a nie marudzić. Przyczaili się pod oknem nasłuchiwali, ale pewnie mało co dało się zrozumieć.
- Antek, nic nie słychać - wymruczał po chwili niezadowolony. Albo nie mówiły wcale, albo zbyt cicho i niezrozumiale. Wychylił się nieco, żeby spojrzeć w okno co tam się dzieje, że tak nic nie słychać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Anthony, Michael & Dorcas #1a Empty
PisanieTemat: Re: Anthony, Michael & Dorcas #1a   Anthony, Michael & Dorcas #1a Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:00 pm

Dorcas po skończonym treningu została na boisku, żeby zebrać cały sprzęt, bo Potter musiał lecieć załatwić jakąś ważną sprawę i postanowiła go wyręczyć. Upchnęła wszystko do schowka i ruszyła w kierunku szatni Gryfonek, gdy dostrzegła czających się przy oknie Michael'a i Antka. Pokręciła głową z niedowierzaniem i przyśpieszyła kroku, żeby do nich podejść. Nagle złapała ich za ramiona, każdego za jedno ramię i pociągnęła do tyłu.
- I niby co wy tu robicie? - spytała, mrużąc wściekle oczy. Wejście smoka w wykonaniu Dor! Była bardzo ciekawa jak oni jej się tu zaczną tłumaczyć.


Gdy byli już pod szatnią, naturalnie przystąpili do wykonania planu, to znaczy zbliżyli się do okna i zajrzeli do środka. Co jak co, dla sprawy trzeba się poświęcić. Dobrze, że nie była to szatnia Puchonek, bo tam raczej nie czekałyby ich zbyt ładne widoki... Niestety nie dane było im długo wytrwać na swoich pozycjach, bo wtem ktoś pociągnął ich do tyłu. Anthony zirytowany spojrzał w kierunku przybysza. No tak, Dorcas Meadowes. On to ma szczęście.
- Meadowes, co ty tutaj robisz? - odparł pytaniem na jej pytanie. - Powinnaś być w środku, a nie chodzisz, ludzi straszysz i ogólnie przeszkadzasz.


Najwyraźniej dobrze, że Dorcas została w tyle i przybyła pod szatnię później niż reszta dziewczyn, bo jak widąć Gryfonki miały dwóch podglądaczy-kriperów pod oknem szatni. Czego to się człowiek nie dowiaduje...
- To nie Twoja sprawa, van der Craven. Mogę sobie wchodzić do szatni kiedy mi się podoba, a wy zboczeńcy nie powinniście tkwić pod oknem! - nie było usprawiedliwienia dla tych dwóch nędznych kreatur.
- Tego bym jeszcze zrozumiała, ale Ty Michael? Niech tylko Viv się dowie - pokręciła głową z niedowierzaniem. A biedny Mike pewnie stał tam i się za siebie wstydził, ale kiedy Dor wspomniała o Viv zrobił wielkie oczy i spojrzał na Antka. No to zamiast sobie pomóc chyba jeszcze bardziej sobie przejebał...


Dla kogo dobrze, dla tego dobrze, misja została przerwana i szanse Mike'a na usprawnienie procesu podrywu legły w gruzach. A mogło pójść tak dobrze...
- Z tego co wiem, w regulaminie szkoły nie ma żadnego zakazu tkwienia pod oknem, to tak dla Twojej informacji - powiedział Anthony, wzruszając ramionami. Co jak co, ale regulamin znał bardzo dobrze, chociażby po to, żeby wiedzieć, jak go obejść.
- Czego miałaby się niby dowiedzieć? - zainterweniował, żeby uratować tyłek przyjaciela przed kompromitacją. - Że próbujemy zbierać informacje na temat taktyki innych drużyn? Też mi przestępstwo, każdy chce być najlepszy. Gdybyśmy obejrzeli sam trening za wiele by nam to nie pomogło, musimy też znać strategię - dodał, brzmiąc tak przekonująco, jak tylko mógł.


- Bo dyrektor najwyraźniej nie przewidział, że w jego szkole mogą wychowywać się zboczeńcy - powiedziała, nie wierząc, że ten nadal miał czelność się z nią kłócić. Nawet po tym jak najwyraźniej ich przyłapała na podglądaniu dziewczyn w bieliznach. Van der Craven to miał tupet...
- Masz mnie za głupią? Nie jesteście razem w drużynie, więc na pewno nie o to chodzi. Poza tym, dziewczyny w szatniach nie rozmawiają o taktyce gry, więcej pewnie dowiedzielibyście się od chłopaków - bo tacy to pewnie zajarani omawiali wszystko w szatniach. Kobiety chciały pozbyć się spoconych ubrań i wrócić do zamku by móc się wykąpać.
- Wy po prostu jesteście obrzydliwymi podglądaczami, dlatego muszę ostrzec przyjaciółkę, żeby trzymała się od was z daleka.


- Od razu zboczeńcy - obruszył się przeciwko traktowaniu go jak typowego targanego hormonami nastolatka.
- Wyobraź sobie, że to, czy jesteśmy razem w drużynie, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, żeby nie wygrał Gryffindor, więc czy wygra Slytherin, czy Ravenclaw to naprawdę wszystko jedno - wyjaśnił, przewracając oczami. - Naprawdę? W takim razie macie mało profesjonalne zawodniczki - dodał jeszcze. Nie zbije go z tropu, co to, to nie.
- Zresztą, gdybyśmy naprawdę chcieli kogoś podglądać, naprawdę myślisz, że zainteresowałyby nas Gryfonki? - spytał, dorzucając ostatni, koronny argument - wieczną niechęć Ślizgonów do Gryfonów.


- Może po prostu jesteśmy na tyle dobrzy, że nie musimy tego wszystkiego dodatkowo omawiać w szatni - uśmiechnęła się sztucznie. Skoro on zachowywał się chamsko, ona nie miała zamiaru mu ustępować.
- Myślę, że tylko winni się tłumaczą, co tylko dowodzi temu, że jednak to ja mam rację - skrzyżowała ręce na piersiach. Cóż, Antek i Dor mogli się tak wykłócać długo, pytanie tylko czy cokolwiek z tego wynika? Sprawa wątpliwa. - Wy i wasze zboczone popędy możecie już stąd zmiatać. I żebym was pod tym oknem więcej nie zobaczyła, bo skopię wam tyłki, jasne? - rzuciła, mrużąc groźnie oczy.


- Możliwe, albo i tak nic z tego nie rozumiecie, więc nie możecie tego omawiać - powiedział, mając nadzieję, że Dorcas wreszcie da sobie spokój, bo inaczej będą się tutaj kłócić do nowego roku.
- Tłumacz to sobie jak chcesz, ale zauważ, że jeśli ktoś trwa w błędnym przekonaniu, trzeba go poprawić. Można więc powiedzieć, że robię to tylko dla twojego dobra - odparł i uśmiechnął się z wyższością.
- Jak sobie życzysz, księżniczko - zgodził się, wzruszając ramionami. W głębi ducha cieszył się jednak, że wreszcie odpuściła. Pociągnął więc za sobą Mike'a i zmyli się z błoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Anthony, Michael & Dorcas #1a
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: