IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dorcas&Anthony #2

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Dorcas&Anthony #2 Empty
PisanieTemat: Dorcas&Anthony #2   Dorcas&Anthony #2 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:00 pm

Czego by nie powiedzieć, Dorcas była naprawdę kiepska z eliksirów. I trudno tu określić, czy tak bardzo nie uważała na zajęciach, czy była eliksirowym beztalenciem, a może po prostu była to wina przepisów? Zwykle jak robiło się według niego i tak nie wychodziło jak trzeba. Eliksiry to trudna dziedzina, jedna mała pomyłka i możesz wysadzić całą salę! Mimo wszystko, Meadowes miała ambitny plan na przyszłość - zostanie aurorem. No a niestety do tego potrzebne jej było zdanie egzaminów z eliksirów i to nie byle jak! Dała się więc zmanipulować Slughornowi i zaczęła pobierać korepetycje u najpewniej jednej z najmniej lubianych przez nią osób - van der Cravena.
Były to już któreś z kolei korepetycje, Dorcas robiła jakieś tam mniejsze postępy, ale nie było już aż tak źle. No, powiedzmy, bo bywały łatwiejsze i trudniejsze eliksiry. Dor siedziała na krześle, wgapiając się w sufit i czekała aż Antek łaskawie zaszczyci ją swoją obecnością.
- No w końcu! Nie umiesz przychodzić na czas? - rzuciła niemiło. Nigdy nie ukrywała, że go nie lubi i w zasadzie było to obustronne, więc nie było sensu udawać, że jakieś tam korepetycje cokolwiek tutaj zmienią.


Faktycznie, eliksiry to trudna dziedzina, a przepisy często bywają dosyć zawiłe. Tu zamieszaj tyle razy w taką stronę, tu dorzuć tyle szczypt tamtego... Dodatkowo składniki często bywają obrzydliwe lub śmierdzące, więc naprawdę trzeba lubić te klimaty, żeby być dobrym twórcą eliksirów.
Anthony nie spieszył się zbytnio na umówione spotkanie z Dorcas. Odbywali korepetycje już od pewnego czasu, ale to nie znaczyło, że van der Craven to w jakikolwiek sposób lubił. Nie dość, że osoba Dorcas niezmiernie go irytowała, to jeszcze dziewczyna nie miała żadnego talentu do jego ukochanych eliksirów, co jak można się domyślić, także działało mu na nerwy. Niestety, Slughorn jednak wymagał, by Anthony uczył Gryfonkę i nie dało się w tej sprawie zbyt wiele zdziałać.
- Tobie też miłego dnia - odparł, gdy wreszcie pojawił się w sali i dobiegły go jej niemiłe słowa. - Gdyby Twoje towarzystwo było czymś przyjemnym, może nawet byłbym przed czasem. Zaczynamy już? Im szybciej ta tortura się zacznie, tym szybciej się skończy - dorzucił, dosyć obcesowo.


Eliskiry są dzidziną dobrą dla przymułów, co to nic tylko siedzą i sobie mieszają w kotle. Meadowes była na to prawdopodobnie zbyt energiczna i niecierpliwa. Nigdy nie chciało jej się mieszać tyle razy, ile powinna, albo kroić składnika w odpowiedni sposób, czy też czekać tyle, ile trzeba, żeby wywar był gotowy, kiedy równie dobrze można wrzucić kolejne składniki od razu. Otóż nie można, ale jej zdaniem to nie robiło różnicy. Nie powinno, bo jednak po ilości wypływających cieczy z jej kociołka, podejrzanych dymów, wybuchania i tego typu "wypadków" chyba śmiało można stwierdzić, że jej przekonanie jej raczej błędne.
- Udław się - odparła w myślach. Starała się choć trochę ograniczać swoje mordercze zapędy i komentarze w stosunku do jego osoby, bo inaczej faktycznie mógłby ją wykiwać i byłaby udupiona z eliksirów. - Jeśli chcesz prawdziwych tortur to powiedz tylko słowo, różdżkę mam zawsze pod ręką - dorzuciła jakże pomocnie, po czym stanęła przy kociołku, zwarta i gotowa do pracy! - To co mam dzisiaj zrobić?


W tym momencie Anthony mógłby wymienić przynajmniej trzydzieści innych miejsc, w których właśnie wolałby się znajdować, ale jak to mówią, służba nie drużba. Chociaż wiele rzeczy w szkole uchodziło mu na sucho, wolał nie denerwować starego Ślimaka i z tego powodu musiał jakoś przetrwać te korepetycje. Co, należy zaznaczyć, nie było takie łatwe, biorąc pod uwagę zdolności eliksirowe Dorcas, czy też raczej ich brak. To cud, że jeszcze się niczym nie udusili albo zatruli.
- To urocze z Twojej strony, ale wierzę, że istnieje związek przyczynowy między Twoją różdżką i Twoją oceną z elksirów, a konkretniej - spróbuj podnieść różdżkę, a oblejesz eliksiry - powiedział niby to obojętnym tonem, ale posłał jej także ostrzegawczy uśmiech. Gryfoni i ich wieczna gotowość do walki, nigdy tego nie zrozumie.
- Coś adekwatnego do Twoich umiejętności, czyli nic trudnego - powiedział, nie mogąc odmówić sobie tej złośliwości. Następnie otworzył na właściwej stronie księgę, którą ze sobą przyniósł i podał ją Dorcas.
- Tutaj masz przepis, zaczynaj.


Cóż, jeśli w czymś się zgadzali, to właśnie w tym, że oboje woleliby być w zupełnie innym miejscu. Niestety, tak się złożyło, że byli zmuszeni egzystować w tym samym pomieszczeniu przez najbliższy czas trwania korków. Ślimak pewnie uważał, że to bardzo zabawne z jego strony, cóż...
- To nie ja tutaj wspominałam o torturach - uniosła ręce do góry w geście poddania. Widocznie Antek wyglądał jej na takiego, co to lubi jak się nad nim trochę baba pastwi. Pewnie to go kręci, ale się przecież do tego nie przyzna... ( Laughing )
- Nie chcesz zobaczyć, czy nie ma Cię na błoniach? Polecam - rzuciła, usmiechając się ironicznie i wzięła od niego przepis, kładąc go gdzieś w zasięgu wzroku. Była pewna, że bez niego poszłoby jej z tym wszystkim lepiej, no ale cóż... Skoro miałą już przepis to zaczęła kroić pierwszy składnik, po czym wrzuciła go do kotła i zajęła się kolejnymi, wszystko według tego cholernego przepisu. - Jak bardzo muszę to rozgnieść? I mam zgarnąć do kotła wszystko co z tego paskudztwa wypłynie? - spytała po chwili. Takie kruczki zawsze ją denerwowały, bo potem okazywało się, że część została na blacie i z prawidłowego eliksiru nici.


Stary Ślimak często miał głupie pomysły i na dodatek jeszcze myślał, że jest fajny. Ale jedno trzeba przyznać, miał dużo użytecznych znajomości, no i na jego przyjęciach było zazwyczaj dobre żarcie.
- Jeśli chcesz nadal rozmawiać o torturach, może powinnaś więcej czasu spędzać z Filchem - zaproponował na pozór przyjaznym tonem. Może i Antek lubił takie klimaty, ale Dorcas mogła zapomnieć o tym, że kiedykolwiek by jej to powiedział ;D
- Dziękuję, postoję. Muszę dopilnować, żeby po Twoich dzisiejszych popisach nadal w miejscu stało to duże coś, co nazywamy Hogwartem. Byłoby szkoda, gdybym męczył się tutaj sześć lat na darmo - powiedział, nie dając się zbić z tropu.
W milczeniu przyglądał się, jak Dorcas pracuje. Wolał się nie odzywać, żeby nie zbić jej z tropu, bo pomyłka mogła być tragiczna w skutkach.
- Dokładnie rozgnieść, przecież jest napisane - odpowiedział, słysząc jej pytanie. Zerknął na składnik, którym się właśnie zajmowała. - Prawie dobrze, rozgnieć jeszcze trochę. I zgarnij wszystko, ale powoli, żeby nie wpadło tam za szybko, bo zaburzy konsystencję wywaru.


- Nie będę Ci kradła jedynego przyjaciela - skwitowała. Antek i Filch totalnie powinni zostać ziomkami. Nienawidzili bachorów, gardzili Hogwardzkim plebsem, lubili tortury... Weeeź, to Antek nie pobawi się z nią w domowe lochy ani nic z tych rzeczy? Dammit! Laughing
- "To duże coś?" Wow, nie podejrzewałabym Cię o taki szeroki zasób słownictwa - odparła z wyraźną kpiną w głosie. Antek myślał, że jest zabawny? To powinien pomyśleć jeszcze raz. Ale może faktycznie lepiej, żeby tam siedział i ją wkurzał, niżby miała coś wysadzić, bo z jej nieuwagą i niecierpliwością to różnie bywa.
- "Powoli, żeby nie zaburzyło konsystencji wywaru - wymruczała pod nosem, wyraźnie go przedrzeźniając. Wielki znawca się znalazł. No, ale zrobiła jak kazał, bo nie uśmiechało jej się potem zaczynać wszystkiego od nowa i siedzieć nad tym nieszczęsnym kotłem do nocy. Eliksir zaczynał powoli nabierać odpowiedniego koloru, więc Dor zajęła się kolejną częścią wywaru. Zgarnęła garść następnego składnika i zaczęła ochoczo mieszać, zupełnie nieświadoma, że chyba właśnie popełniła błąd.


- Dziwne, myślałem, że to wy dwoje od dawna jesteście przyjaciółmi - zrewanżował się jej. Cóż mogę powiedzieć, domowe lochy to chyba jeszcze nie ten level :mrgreen:
- Pomyślałem, że to lepiej zobrazuje Ci czemu stwarzasz zagrożenie swoimi "cudownymi" zdolnościami w dziedzinie eliksirów. Nie, żebym stawiał Cię pod presją czy coś w tym stylu - zadrwił, nie tracąc rezonu. - Zajmij się lepiej eliksirem niż pogaduszkami.
Znów przyglądał się jej poczynaniom. Nie zrobiła jakichś wielkich postępów, ale było już lepiej niż na początku. Oby nie zapeszył...
Obserwował ją w dalszym ciągu, nie wchodząc z nią w żadne dyskusje. Przyglądał się temu, jak mieszała wywar. Zmarszczył brwi z konsternacją, coś było nie w porządku.


Pozostaje tylko czekać na następny level. :mrgreen:
- Może kup sobie słownik i w wolnym czasie poczytaj? - podpowiedziała pomocnie. Może wtedy przestałby się głupio tłumaczyć, że powiedział to specjalnie, skoro i tak już się wydało, że Antek ma mały zasób słów.
- Chętnie - wszystko lepsze niż jakieś bezsensowne dyskusje z van der Cravenem. Chociaż, nie mów tego tak szybko Dor... Nie wiem czy w przepisach na eliksiry mają wyraźnie zaznaczone w którą stronę powinno się mieszać, a może Dor po prostu tak jakby ominęła ten punkcik? Bo niby co za różnica, czy kręcisz w lewą czy prawą stronę? To tylko durny eliksir!


Indeed Laughing
Anthony tylko przewrócił oczami, słysząc jej propozycję. Postanowił nie odpowiadać dłużej na te zaczepki, bo jak wiadomo kłótnie wychodziły im doskonale i pewnie mogliby tak w nieskończoność.
Siedzieli więc tak sobie we względnej ciszy, którą przerywały jedynie odgłosy eliksiru bulgoczącego w kociołku. W pewnym momencie wywar jednak zaczął podejrzanie syczeć i Anthony zorientował się, że Dorcas musiała go zamieszać w złym kierunku. Po chwili oprócz syczenia pojawił się także dym i Anthony wiedział, co zaraz nastąpi. No i zgodnie z oczekiwaniami nastąpiło wielkie bum! Niewiele myśląc, van der Craven pociągnął Dorcas za rękę, żeby odciągnąć ją od kociołka, po czym osłonił ich oboje zaklęciem tarczy, co było o tyle prostsze, że Meadowes wylądowała bezpośrednio na nim.


Dorcas przy nim po prostu nie mogła sobie darować zaczepek. Nigdy nie przepadała za Ślizgonami, prawdopodobnie miała to po Jamesie. Może spędzała z nim za dużo czasu? Trudno stwierdzić. W każdym razie, van der Craven działał jej na nerwy i nie miała zamiaru tego ukrywać. Dorcas nie znała się za dobrze na eliksirach, ale z przerażeniem obserwowała jak eliksir zaczyna syczeć, ale chyba strach trochę ją sparaliżował, że się nie ruszyła. Bywa. Dobrze, że chociaż van der Craven był czujny i w ostatniej chwili ochronił ich zaklęciem tarczy.
- FUCK! - rzuciła. Nie dość, że upadek na Antka bolało, to jeszcze narobiła jednego, wielkiego syfu w sali. Świetnie Dor, takiego numeru jeszcze nie wywinęłaś. Twój nowy rekord! - Niby co to miało być?! - jęknęła. Przecież robiła wszystko według tego jebanego przepisu, a i tak wyszło jak zawsze. Jednak mistrz eliksirów z niej żaden.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Dorcas&Anthony #2
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: