IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Vivian&Michael #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Vivian&Michael #1 Empty
PisanieTemat: Vivian&Michael #1   Vivian&Michael #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:43 pm

/ początek


Był wyjątkowo piękny dzień, więc zaraz po skończonych zajęciach, Michael wziął ze sobą książkę z transmutacji i postanowił spędzić trochę czasu na szkolnych błoniach, zamiast kiszenia się w zamku, jak większość uczniów. Następnego dnia McGonagall zapowiedziała, że będzie ich pytać z bieżącego materiału, a że tej kobiety bali się prawie wszyscy, wolał jednak nie być tym "szczęśliwcem", którego udupi na jakiś paskudny szlaban za to, że nie znał zaklęcia, jakimś transmutuje się zwierzęcia w zastawę stołową. Tak więc wraz z tomiszczem, umieszczonym pod pachą wyszedł z zimnych szkolnych murów, przywitany przez ciepły wietrzyk. Przeszedł się kawałek dalej, ostatecznie siadając na trawie, mniej więcej w połowie błoni. Wzniósł oczy ku niebu, przymykając oczy i pozwalając by promienie słoneczne oświetliły jego twarz, szybko jednak zrezygnował z tego pomysłu, bo zaczęło go za bardzo palić, więc spuścił głowę, otworzył księgę i zaczął czytać. Bo cóż innego mu pozostało?


Vivian doszła do wniosku, że spędzenie takiego pięknego dnia w murach zamku byłoby grzechem, postanowiła więc przejść się po błoniach. Nie to, żeby miała coś przeciwko grzeszeniu, wręcz przeciwnie. Nie chciała jednak był jak te wszystkie Puchonki, które spędzają większość swojego czasu w Pokoju Wspólnym, martwiąc się o oceny i odrabiając wypracowania z dwutygodniowym wyprzedzeniem, w końcu co za dużo to niezdrowo i mogą się od tego porobić zmarszczki, a jedyne zmarszczki, z jakich Vivian była zadowolona, to były te na jej mózgu, dzięki którym mogła błyszczeć na zajęciach i planować rychły upadek swoich wrogów.
Spacerowała po błoniach już od paru minut, kiedy dostrzegła Mike'a. Wyglądało na to, że szczęście postanowiło się do niej dzisiaj uśmiechnąć. Wreszcie mogła dorwać go samego, bez tej małej Hastings. Słyszała plotki o ich zerwaniu, ale do tej pory widywała ich wiecznie w swoim towarzystwie, nie mogła więc niczego potwierdzić. Cóż, teraz była dobra pora, żeby się przekonać.
- Cześć - rzuciła na przywitanie, podchodząc bliżej i siadając koło Michaela na trawie. - Co słychać?


Cóż, Michael i Ophelia mieliby raczej dosyć trudne zadanie, chcąc trzymać się od siebie z daleka, zważywszy na to, że oboje są z tego samego rocznika, oboje z Ravenclawu... Jest wiele miejsc, w których wpadaliby na siebie nawet przez czysty przypadek. No, ale pomijając to, oni rozstali się raczej za obupólną zgodą, decyzją, zwał jak zwał. Uznali zwyczajnie, że lepiej im jak są przyjaciółmi, więc nim pozostali. Ot, cała filozofia!
Zaczytany z księdze pewnie nawet nie zwróciłby uwagi, że ktoś koło niego przechodzi, gdyby zaraz po tym nie usłyszał głosu. Dobrze mu znanego głosu.
- Vivian! Cześć! - rzucił wesoło, uśmiechając się do niej. Od razu zamknął przykurzoną książkę i odłożył ją gdzieś na bok, bo skoro była Viv, to nie będzie już musiał się zanudzać! - Ach, no wiesz... Nic takiego. McGonagall obiecała nam jakieś odpytywanie, więc coś tam sobie poczytałem. Nic wielkiego - wzruszył lekko ramionkami. Nie wiedział biedny, że Vivkę interesowało zupełnie coś innego "co u niego słychać". No, ale faceci z reguły są dosyć niedomyślnymi osobnikami, więc czemu tu się dziwić?
- A u Ciebie? - spytał, odbijając pałeczkę w jej stronę. Pewnie miała o wiele więcej do powiedzenia.


Vivian usadziła się wygodniej, zastanawiając się, co powinna powiedzieć, żeby wszystko poszło po jej myśli. Zazwyczaj zdawała się na żywioł, ale tutaj trzeba było działać ostrożnie. Wiedziała, że ma dosyć, łagodnie mówiąc, dominującą osobowość, ale musiała działać subtelnie, żeby nie wystraszyć Michaela.
- Ach, McGonagall - uśmiechnęła się radośnie. Nauczycielka transmutacji była zdecydowanie jej ulubioną nauczycielką, po części dlatego, że transmutacja była ulubionym przedmiotem Vivian, a po części dlatego, że Vivian w przyszłości sama chciałaby umieć zmieniać ludzi w wibratory. Ale oczywiście tego nie mogła powiedzieć Michaelowi, bo miała być subtelna. - Widzę, że zapowiada to w każdej klasie - dodała po chwili, bo Gryfoni także dostali takie samo zadanie.
- Co u mnie? - zastanowiła się przez chwilę, ignorując wewnętrzny głosik, który kazał jej pocisnąć z grubej rury i zapytać wprost. - Czułam się w zamku trochę.... samotnie, dlatego postanowiłam się przejść - powiedziała w końcu. - A czy ty nie czujesz się trochę samotnie, Mike? - spytała, oczywiście mając na myśli interesującą ją sprawę. Bardziej subtelnie się chyba nie dało.


Michael nie należał raczej do płochliwych osobników, a osobowość, jak i cała Vivian bardzo mu się podobała. Sądził jednak, że mogłaby mieć każdego, więc czemu miałaby się zainteresować właśnie nim? Był pewny, że nie ma u niej szans, więc nawet nie próbował. Po co się ośmieszać? Jego ego ucierpiałoby na tym jeszcze bardziej!
- Bardzo możliwe. Ona wręcz uwielbia umilać nam czas swoimi wypracowaniami, czy innymi zadaniami - odparł z rozbawieniem. Osobiście nic do Minerwy nie miał, uważał, że jej zajęcia są bardzo ciekawe, chyba najciekawsze ze wszystkich, jednak nie zawsze chciało mu się aż tak bardzo zagłębiać w tajniki transmutacji, kiedy mógłby polatać po boisku, albo odespać męczący trening.
- W takim razie dobrze trafiłaś - uśmiechnął się. Michael z całą pewnością dotrzyma jej towarzystwa na tyle, na ile będzie chciała. Choć tego na głos nie powie, bo byłoby to trochę zbyt jednoznaczne z tym, że jednak się nią interesuje.
- W sumie to nie. Tu zajęcia, tam treningi, a jeszcze trzeba pisać te wszystkie wypracowania. Nie ma czasu na samotność - odpowiedział, nie zdając sobie sprawy do czego piła Vivian. Cóż, faceci nie należą do zbyt domyślnych stworzeń i to się raczej nigdy nie zmieni.


Biedna Vivian, w normalnym stanie była zdolna podpalić cały świat, a potem zatańczyć na jego zgliszczach, ale jeśli chodziło o Michaela, który naprawdę jej się podobał, to cała zwykła śmiałość znikała w mgnieniu oka i Vivian zmieniała się w stworzenie, które potrzebuje cotygodniowej terapii w klubie dla upośledzonych interpersonalnie.
- Po co spać albo robić coś innego, kiedy można pisać wypracowania - stwierdziła z rozbawieniem. Co jak co, ale to była akurat najgorsza część bycia uczniem. Viv nie miała nic przeciwko czytaniu dodatkowych lektur czy czymś w tym stylu, ale dzierganie własnych analiz już nie było takie przyjemne.
- Cieszę się - odparła, uśmiechając się uroczo i subtelnie. Tak, subtelność to słowo dnia, pamiętaj o tym, Viv.
- Hm, to dobrze - przyznała ostrożnie, chociaż jej podświadomość krzyczała, że to wcale nie dobrze, bo Michael najwyraźniej nie wyłapał jej aluzji. Ale w sumie czego mogła się spodziewać po przedstawicielu płci przeciwnej. - Ale tak, zajęcia, treningi, a nie ma czasu na inne, przyjemne rzeczy... - dodała, znacząco zawieszając głos.


- Trzeba oddychać transmutacją, panno Fortescue - odparł, udając profesorski ton, ale chyba poległ na tej próbie, wydając z siebie cichy śmiech. Przeróbki średnio mu wychodziły, ale cóż, starał się jakoś rozładować atmosferę, a może rozśmieszyć? Viv z całą pewnością miała piękny uśmiech...
- Na inne przyjemne rzeczy jest jeszcze czas - powiedział, wzruszając lekko ramionami. Nie wiedział o co konkretnie może jej w tym chodzić, w końcu każdy pojmuje przyjemności w nieco inny sposób. - No i trzeba mieć kogoś do towarzystwa - dodał jeszcze, w gwoli ścisłości. On aktualnie żadnej dziewczyny nie miał, więc wolał skupiać się na treningach, nauce i spotkaniach z przyjaciółmi. Zresztą, miał dopiero szesnaście lat, nigdzie mu się nie śpieszyło z czymś poważniejszym.


- Taak, transmutacja ponad wszystko - zgodziła się ze śmiechem. Co prawda sama miewała niewielką obsesję na punkcie transmutacji, ale jednak co za dużo to niezdrowo.
- Och - zdziwiła się, że jej podstępna metoda zadziałała i wreszcie dostała swoją odpowiedź na nurtujące ją pytanie. Co prawda nadal nie była to odpowiedź wprost, ale dawała się zinterpretować raczej jednoznacznie. - Tak, towarzystwo jest zawsze potrzebne, w końcu razem weselej - zgodziła się. - Ale zawsze możesz mnie mieć - zaoferowała zaraz, licząc na to, że będzie zainteresowany. - To znaczy do towarzystwa - sprecyzowała po chwili, orientując się, że pierwsza kwestia mogła zabrzmieć dość dwuznacznie.


Transmutacja była fajna, ale mieli poza nią jeszcze mnóstwo innych, równie ważnych przedmiotów, więc nie można było skupiać się tylko na niej. Zresztą, nie każdy był na tyle uzdolniony, by faktycznie wszystko mu dobrze wychodziło, co też potrafiło zniechęcić do tego przedmiotu niektórych osobników.
- Nie da się ukryć - poparł ją. Sam na brak towarzystwa raczej nie narzekał, w końcu przyjaciół, czy zwykłych znajomych mu nie brakowało, ale wiadomo, że to nie to samo, co jakiś związek. No, ale w ich wieku to mało co trwało jakoś dłużej. Nastolatki są jednak dosyć zmienne w zachowaniach.
- Naturalnie - przytaknął szybko. Raczej nie podejrzewałby Vivian o żadne zboczone myśli. Nawet jeżeli faktycznie je posiadała. - Będzie mi bardzo miło - puścił do niej oczko. Posiedzieli jeszcze chwilę na świeżym powietrzu, po czym oboje zwinęli się do zamku, bo na błoniach zaczęło zbierać się coraz więcej ludzi.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Vivian&Michael #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: