IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Emmeline&Marcus #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Emmeline&Marcus #1 Empty
PisanieTemat: Emmeline&Marcus #1   Emmeline&Marcus #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:56 pm

/ start!


Tego dnia uczniowie Hogwartu, posiadający zezwolenie na odwiedzanie czarodziejskiej wioski mieli wolne od zajęć, bo wszyscy razem pojechali we wspomniane wcześniej miejsce. Emmeline, jak zwykle, miała listę rzeczy, które koniecznie musiała kupić. Wypady do Hogsmeade nie były aż tak częste, jak niektórzy by chcieli i jak wymagały tego szkolne realia, więc czasami trzeba było robić większe zapasy, żeby później nie okazało się, że zabrakło nam przykładowo pergaminu, bo wtedy McGonagall mogłaby zjeść takiego delikwenta żywcem. True story!
Emmeline ruszyła wolno w kierunku głównej ulicy Hogsmeade. Przez drogę powtarzała sobie w myślach to, co miała zamiar kupić. Jej przyjaciele gdzieś się zmyli, więc póki co była skazana na samotną wędrówkę w kierunku sklepów, które chciała odwiedzić. Nie miała jednak zamiaru w żaden sposób się tym przejmować, bo nawet lepiej robiło jej się zakupy w pojedynkę. Nikt jej nie zagadywał, kupowała co musiała, w dodatku w o wiele szybszym tempie, dzięki czemu zwykle miała jeszcze czas wstąpić po coś słodkiego. Same plusy!



Marcus tym razem postanowił się wybrać do Hogsmeade samotnie. Jego przyjaciele albo nie mieli ochoty, albo wciąż dochodzili do siebie po ostatniej imprezie. Ruszył główna drogą prowadzącą do wioski. Zerknął przed siebie, wypatrując kogoś znajomego, ale nikogo nie było na horyzoncie. Dostrzegł za to jakąś dziewczynę, najwyraźniej również samotnie wybierającą się do Hogsmeade. Podszedł bliżej, zastanawiając się, jak zacząć rozmowę.
- Cześć, co taka urocza osóbka robi tu sama? - zdecydował się w końcu na wyświechtane sformułowanie, ale uśmiechnął się szczerze, no, w miarę szczerze, więc może nie było tak źle.
Dopiero teraz zorientował się, że ma do czynienia z Emmeline Wood, która była obiektem jego ostatniego zakładu z kumplem. Jego błąd, nie rozpoznał jej z daleka, a powinien sie lepiej orientować.


Emmeline szła nadal przed siebie, zbliżając się już powoli do ulicy, na której znajdowały się najlepsze sklepy w Hogsmeade, a może zwyczajnie było ich tam najwięcej? Nie wnikała, ważne, że prawie była już u celu. Zastanawiała się właśnie dokąd udać się najpierw, gdy z zamyślenia wyrwał ją czyiś głos. Odwróciła się i ujrzała wysokiego bruneta, w którym od razu rozpoznała Marcusa Yaxley. Co prawda nigdy z nim nie rozmawiała, ale kojarzyła go ze szkoły. Już same jego nazwisko jest dosyć znane w Hogwarcie, więc nie trudno się temu dziwić. Za to dziwić mogła się temu, że się do niej odezwał. W końcu Ślizgoni zwykle trzymali się ze "swoimi", a Emmeline nie była zbyt popularna wśród innych. Wszyscy kojarzyli prędzej jej brata bliźniaka, Jonathana.
- Cześć, idzie - odpowiedziała spokojnie. Ems zdecydowanie nie była jedną z tych dziewczyn, które jakoś przesadnie podniecały się faktem, że zagadał do nich chłopak. Zresztą, nie zdarzało się to zbyt często, nie była do tego przyzwyczajona.


Oho, czyżby trafił na twardą sztukę? Najwyraźniej tak było, chociaż w sumie mógł się tego spodziewać. Krukonki miały opinię dosyć skrytych i podchodzących do ludzi z rezerwą, nie to co Puchonki, które najczęściej rozkładały nogi przed kim popadnie. Znacie zresztą ten dowcip "Co mówi Puchonka wieczorem w dormitorium do swoich nóg? Nareszcie razem!". Marcus starał się trzymać od takich osobniczek jak najdalej. W końcu po co przysparzać sobie kłopotów?
- A dokąd tak idzie? - spytał, starając się dotrzymać jej kroku. Nie dał się zbić z tropu, co to to nie. - I niech nie mówi, że do Hogsmeade, bo to zdążyłem zauważyć, pytam o konkretną lokalizację - sprecyzował szybko, bo z nią najwyraźniej można było spodziewać się różnych ciekawych odpowiedzi. Nie był przyzwyczajony do porażek i nie miał zamiaru teraz się poddać, ale czekało go trudne zadanie.


Można powiedzieć, że Emmeline była urokoodporna. Zupełnie nie działały na nią "sprawdzone" teksty, na które można poderwać pierwszą lepszą panienkę, więc niech nawet tego nie próbuje. Jeszcze Ems pomyśli, że jej rozmówca ma gumochłona zamiast mózgu. Chociaż przy wielu jej rozmówcach zapewne tak właśnie jest, cóż... Emmeline była... inna. I podejrzewam, że nie zorientowałaby się, że ktoś ją podrywa, nawet gdyby faktycznie to robił.
- Ale wiesz, że stoję tuż obok i nie musisz się do mnie zwracać w trzeciej osobie? - spytała, swoim zwyczajnym głosem, bez ironizowania, spoglądając na niego w skupieniu. Jednak, żeby nie wyjść na wredną, spojrzała znów przed siebie i szybko dodała:
- Do Scrivenshaft'a - panna Wood nie przywykła do towarzystwa niezbyt znanych jej ludzi, więc nie wiedziała do końca jak się zachować, by nie wzięto jej za nienormalną. Choć tak naprawdę, chyba nawet o to nie dbała.


Marcus będzie miał utrudnione zadanie, chociaż dzięki temu będzie miał więcej rozrywki a satysfakcja z wygranej będzie jeszcze większa. Nie było to zbyt piękne postępowanie, ale Yaxley prawdę mówiąc miał to gdzieś. Życie w Hogwarcie zabiłoby go nudą, gdyby od czasu do czasu nie pozwolił sobie na mały zakładzik. No, może nie taki całkiem mały.
- Ach, Krukoni, zawsze praktyczni - mruknął pod nosem, powstrzymując się od przewrócenia oczami. Potrzebował przecież wywrzeć na Emmeline dobre wrażenie.
- Do Scrivenshafta? To się dobrze składa - powiedział z entuzjazmem. - Też się tam wybieram - skłamał bez mrugnięcia okiem. Był mistrzem w błyskawicznych kłamstwach. Miał nadzieję, że Emmeline nie zaprotestuje przed jego towarzystwem.


Zignorowała jego uwagę o Krukonach. Właściwie, była to prawda i pewnie przyznałaby mu rację gdyby nie to, że nie podobał jej się ton, z jakim to powiedział. Czy to coś złego, że Krukoni mają mózg i wiedzą jak go używać? Emms wiedziała, że w przypadku innych ludzi może to być niecodzienne widowisko, ale bez przesady!
- Czy ja wiem czy to tak dobrze? - powiedziała, ale chyba bardziej do siebie niż do niego.
- Pewnie sporo osób go odwiedzi i będę musiała stać dłużej w kolejce - odparła, zastanawiając się na tym, czy może lepiej nie odwiedzić najpierw Miodowego Królestwa, a potem, gdy uczniowie zbiorą się w Trzech Miotłach, pójść do Scrivenshafta. W ten sposób zaoszczędziłaby czas i zamiast stać w kilometrowej kolejce, załatwiła w tym czasie inne, potrzebne sprawy.


Pokręcił głową z niedowierzaniem. Ta dziewczyna była niesamowita. Był ciekawy, co zrobił źle i czy można było przeprowadzić z nią normalną rozmowę. Emmeline stanowiła dla niego duże wyzwanie. Nie zniechęcał się jednak, to nie w jego stylu.
- Może powinnaś najpierw pójść gdzie indziej? - podsunął nieśmiało, bojąc się, że każdą jego propozycję uzna za złą, a nie o to przecież chodziło. W ciągu tych kilku minut rozmowy zdążył się już zorientować, że z Emmeline nic nie przyjdzie mu łatwo. Grunt to jednak być cierpliwym i się nie zrażać, a może uda mu się coś ugrać.


To nie tak, że zrobił coś źle. Emmeline taka już po prostu była. Ciężko było jej otwierać się na nowych ludzi, przy przyjaciołach była nieco inna. No, ale tego Marcus raczej wiedzieć nie może, bo zwyczajnie jej nie zna.
- Właśnie to rozważam - powiedziała, zastanawiając się przez chwilę. Zajęło jej to jakąś minutę, bo musiała znów przewałkować w myślach całą listę zakupów, które miała zamiar zrobić i wyłapać z niej sklepy, które chciała odwiedzić. Dzięki temu wszystko zaczynało znów układać się w całość i tworzyć piękny plan "co i kiedy".
- Idealnie - odparła, podsumowując tym samym cały swój tok myślowy, po czym zadowolona ze swojego wyboru, ruszyła przed siebie, zupełnie zapominając o rozmówcy.


Faktycznie, Marcus tak naprawdę nic o niej nie wiedział. Teraz miał zamiar to zmienić, żeby udało mu się zrealizować jego niecny plan. Niezbyt to ładne pobudki, ale cóż poradzić. Chociaż gdyby zabrał się od tego z innej strony, pewnie niewiele by to pomogło. Los najwyraźniej chciał, żeby obiektem zakładu została chyba najbardziej niemożliwa dziewczyna w Hogwarcie.
- To miło - odparł, trochę głupio, ale nie bardzo wiedział, co innego powiedzieć. I to by było na tyle z pozostawaniem niezbitym z tropu.
Po chwili Emmeline zupełnie nie zwracając na niego uwagi, ruszyła przed siebie. Marcus poczuł się nieco dotknięty, ale ruszył za nią, zastanawiając się, gdzie dziewczyna zmierza.


Pozostaje mi jedynie życzyć mu powodzenia, bo z Emmeline będzie musiał naprawdę bardzo się postarać, żeby zwrócić jej uwagę i cokolwiek z niej wyciągnąć, by coś o niej wiedzieć. No, ale zważywszy na jego plan, chyba nie jednak nie będę mu życzyć powodzenia.
Ems ruszyła w kierunku Miodowego Królestwa, gdy usłyszała za sobą czyjeś kroki. Odwróciła się i znów ujrzała Marcusa. Zupełnie o nim zapomniała!
- Ach, wybacz - odparła, jednak bez zbytniej skruchy - Mówiłeś, że idziesz teraz do Scrivenshafta, a ja jednak idę tam później, więc... - powiedziała, kończąc tym samym swoją wypowiedź. Przecież nie będą na siebie nawzajem czekali pod sklepami, to byłoby głupie!


I bez życzeń powodzenia Marcus był pewny, że uda mu się dopiąć swego. Będzie w to jedynie włożyć dużo wysiłku, ale czego się nie robi, żeby odnieść sukces. Zresztą, mając do wyboru popołudnie z wypracowaniem z zielarstwa, a próbę poderwania Emmeline, wybór wydaje się być oczywisty. Czego by nie powiedzieć o dziwnych zachowaniach panny Wood, dziewczyna była naprawdę bardzo ładna. Chociaż nieco zbyt pokręcona jak na gust Marcusa, ale możliwe, że było to tylko pierwsze wrażenie.
- Mogę ci dotrzymać towarzystwa - zaproponował, nie dodając na końcu "jeśli chcesz", bo wolał uniknąć jej odmowy. - Wiesz, nie lubię samotnych wypraw do Hogsmeade, więc skoro już się spotkaliśmy... - urwał, spoglądając na nią niepewnie. No, no, piękna gra.


Spojrzała na niego uważnie. W tej chwili zaczęła się zastanawiać, czy czasem nie uderzył się w głowę, bo zachowywał się naprawdę dziwnie. Niby Emmeline go nie znała, ale coś tam jednak o nim słyszała, no i wydało jej się nienaturalne, żeby Ślizgon tak się zachowywał. Przemyślenia te jednak zachowała dla siebie. W końcu nie spyta go czy nie doznał ostatnio jakiegoś mocniejszego urazu głowy, bo to byłoby straszliwie nietaktowne.
- Skoro nie lubisz samotnych wypraw, to dlaczego się na taką zdecydowałeś? - spytała. Nie widziała, żeby w pobliżu czaił się jakiś z jego kumpli.
- Mi tam samotne chodzenie po wiosce nie przeszkadza i tak mam sporo do załatwienia... - zaczęła - ... ale niech będzie - zgodziła się w końcu, bo podejrzewała, że i tak by nie odpuścił.


Z jego głową było wszystko w jak najlepszym porządku, jednak musiał się zachowywać dziwnie, bo przy tej dziewczynie zwyczajnie inaczej nie potrafił.
- Siedzenie w lochach wyżera mi mózg, a nikt inny się nie wybierał, więc... - odparł, wzruszając ramionami. To akurat była prawda, ale jego mózg miał się akurat całkiem dobrze. Chociaż miał, nazwijmy to, interes do Emmeline, to nie spodziewał się, że spotka ją tu samą.
- To miło - powiedział, gdy się zgodziła. No doprawdy, bardzo był dziś rozmowny i wręcz błyszczał inteligencją. Four for you, Marcus, you go, Marcus. Doprawdy, gdyby zobaczył go teraz jego ojciec, pewnie wydziedziczyłby go z rodziny za idiotyzm.


Widać Emmeline tak już działała na ludzi, których nie znała. Początkowo zawsze trochę ciężko się z nią rozmawia, ale jeśli sobie nie odpuści to później powinno być trochę łatwiej.
- Właściwie to samo siedzenie gdzieś nie może wyżreć ci mózgu, no, chyba, że byłoby to pomieszczenie wypełnione jakimś kwasem... - odparła, znów podchodząc do tego co powiedział zbyt dosłownie.
- Ale rozumiem o co ci chodzi - dodała szybko, żeby nie wyjść na kompletną dziwaczkę. Ale to jej wina, że taka się już urodziła, że niemalże wszystko musi poddawać w wątpliwość i wszystkiemu zaprzeczać. Ewentualnie zawsze winą może obarczyć Jonathana, bo jako jej brat bliźniak możliwe, że pochłonął wszystkie lepsze cechy charakteru.
- W takim razie chodźmy.


Miejmy nadzieję, bo inaczej Marcus potnie się nożem do krojenia składników eliksirów, a to nie byłoby zbyt miłe. Te noże bądź co bądź często bywały tępe i Marcus pewnie wykrwawiałby się przez wiele godzin, mogąc w tym czasie kontemplować niepowodzenia swojego żywota i swoją, czasami, bezbrzeżną głupotę.
Miał już coś pochopnie odpowiedzieć, ale kiedy zobaczył, że sama się zreflektowała, odpuścił. Widocznie taka już była jej natura i nic się na to nie poradzi, a nie chciał jej do siebie zniechęcać, niepotrzebnie zwracając jej uwagę za to, że dosłownie brała jego słowa.
- Tak, chodźmy - zgodził się, po czym ruszył za Emmeline.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Emmeline&Marcus #1 Empty
PisanieTemat: Re: Emmeline&Marcus #1   Emmeline&Marcus #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:56 pm

Zważywszy na jego zamiary, nie należy mu się raczej nic lepszego. Najwyżej będzie musiał przegrać zakład, o. To już nie jej problem.
Minęli wreszcie ulicę i weszli do Miodowego Królestwa, które było pierwszym celem wypadu Emmeline do Hogsmeade. Rozejrzała się po regałach, zastanawiając się co miała zakupić.
W końcu zdecydowała się ruszyć na dział 'wyroby czekoladowe', bo znając ją to właśnie tam zakupi najwięcej rzeczy. Czekolady nigdy zbyt wiele!
- Nie przeszkadza Ci, że najpierw przyszliśmy tutaj? - spytała, spoglądając na swojego towarzysza. Nie żeby miała z tym jakiś problem, ale nie bardzo wiedziała o czym z nim rozmawiać, skoro praktycznie się nie znali.

On raczej zrobi wszystko, żeby go wygrać, więc Emmeline tak szybko się go nie pozbędzie, chociaż pewnie wiele by jej to ułatwiło.
Szedł za Emmeline, zdając się na jej wybór miejsca. Na szczęście, było to Miodowe Królestwo. Dobrze, że panna Carmichael nie była fanką obrzydliwie różowej kawiarni pani Puddifoot. Weszli do środka i Marcus rozejrzał się po wnętrzu sklepu, po czym tak jak dziewczyna ruszył do stoiska z wyrobami czekoladowymi.
- Nie, jest dobrze - odparł, lustrując uważnie zawartość półek. Nie ma co, ale mieli tematy rozmów.


Nawet jeśli zrobi wszystko, to nie znaczy, że uda mu się wytrzymać z Emmeline. Ona naprawdę nie jest osobą, z którą idzie się łatwo dogadać. A jeśli się jej nie zna, to już w ogóle graniczy to z cudem.
A co do kawiarni pani Puddifoot, to niech nie chwali dnia przed zachodem Słońca, to dopiero pierwsze miejsce, które odwiedzili.
- Okej - mruknęła, biorąc do rąk parę tabliczek czekolady. No, tyle powinno jej starczyć na najbliższy czas. W końcu czekolada jest dobra na wszystko!
- Wiesz chociaż jak się nazywam? - spytała, o dziwo, z odrobiną ciekawości, której jednak nie było raczej w jej głosie słychać. Była ciekawa czy chociaż to o niej wie, skoro już postanowił się do niej przyłączyć.


Marcus postanowił podjąć wyzwanie, więc nawet gdyby miał go szlag trafić, to zapewne się nie podda. Trudno, najwyżej wyląduje na oddziale zamkniętym w szpitalu św. Munga.
Zgarnął z półki kilka czekolad w różnych smakach i dorzucił do tego parę opakowań cukierków, również czekoladowych, naturalnie. Dobrze, że nie mógł narzekać na brak galeonów.
- Nazywasz się Emmeline Wood - odpowiedział. Nie było nic dziwnego w tym, że ją znał. Byli na jednym roku i nawet gdyby nie zakład, to Marcus i tak kojarzył większość uczniów w szkole. No, może z wyjątkiem tych poniżej 15 roku życia, bo dzieciarnią nie ma się co przejmować, i tak się do niczego ciekawego nie przydadzą. Chyba, że chce się na kimś poćwiczyć zaklęcia, ale to już inna sprawa.


Gdy odpowiedział poprawnie na jej pytanie, kiwnęła jedynie lekko głową. Może i trochę zdziwiło ją to, że kojarzył ją z imienia i nazwiska, ale nie dała tego po sobie poznać. Emmeline zawsze twierdziła, że nie zna jej zbyt wiele osób, gdyż niczym specjalnie się spośród nich nie wyróżnia. Nie robi innym głupich dowcipów, nie ma słynnych rodziców, ani nawet nie jest Ślizgonką, dokuczającą słabszym dla rozrywki. Pomińmy to, że nie jest zbyt otwartą osobą, przez co przebywa głównie w małym gronie najbliższych znajomych i przyjaciół.
- Dobrze, Marcusie - odparła jedynie, po czym zgarynając z półki jeszcze jakieś cukierki, ruszyła wolno w stronę kasy, czekając naturalnie na swojego towarzysza.


Zauważył, że była lekko zaskoczona, ale nic nie powiedział. Pewnie dziwiło ją to, że ją kojarzył. Jeśli wobec wszystkich obcych ludzi zachowywała się w podobny sposób, to pewnie nie miała zbyt wielu znajomych. Marcus natomiast miał pamięć do twarzy, a poza tym dzięki zakładowi doskonale wiedział, kim była Emmeline Wood. Nadal zbyt dużo o niej nie wiedział, co było zasługą jej skrytej osobowości, ale nauczył się ją już wyławiać wzrokiem z tłumu. W końcu zawsze może trafić się doskonała okazja, która pomoże mu wygrać zakład.
Uśmiechnął się tylko, gdy użyła jego imienia, po czym poszedł za nią w stronę kasy.


Na wszystko przyjdzie czas, a na jej zaufanie trzeba zasłużyć. Gdy Emmeline wie na pewno, że może komuś ufać, zachowuje się nieco inaczej.
Ruszyli więc do kasy, gdzie zapłacili za swoje zakupy, po czym opuścili sklep.
Ems rozejrzała się po szyldach, zastanawiając się dokąd jeszcze miała się udać.
- To teraz Ty wybierasz miejsce - zaproponowała wspaniałomyślnie. Miała jednak nadzieję, że nie padnie na tą obskurną Gospodę pod Świńskim Łbem, w której była tylko raz przypadkiem i ten jeden raz starczył, by nie chciała wejść tam już nigdy więcej.
Ostatecznie, wstąpili jeszcze do Scrivenshafta i paru innych sklepów, po czym ruszyli na miejsce zbiórki i wraz z resztą uczniów wrócili do Hogwartu.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Emmeline&Marcus #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: