IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Emmeline&Raymond #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Emmeline&Raymond #1 Empty
PisanieTemat: Emmeline&Raymond #1   Emmeline&Raymond #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:50 pm

Emmeline skończyła na dziś przedzieranie się przez stertę zadań domowych, więc mogła wreszcie opuścić Pokój Wspólny i trochę odpocząć. Chwała Merlinowi, że była Krukonką i miała mózg jak należy, bo inaczej babrałaby się w wypracowaniach zapewne do przyszłego miesiąca. Teraz, korzystając z chwili wolnego, udała się na dziedziniec i usiadła na jednej z ławek, mając nadzieję, że nikt nie będzie jej przeszkadzał. W razie czego zawsze mogła być wredna i odjąć komuś trochę punktów, w końcu była prefektem.


Raymond dzięki swojemu nieprzeciętnemu intelektowi rozprawił się z wypracowaniami w bardzo krótkim czasie i resztę dnia mógł spędzić wedle własnego uznania. Trochę pokręcił się po zamku, trochę po błoniach, ale szybko mu się to znudziło, bo nie miał nawet z kim pogadać przez to, że wszyscy tkwili w Pokojach Wspólnych męcząc się z kolejnymi pracami. Cóż, tak to jest jak się nie jest tak genialnym jak on. Wracał akurat ze spaceru po błoniach, gdy dostrzegł siedzącą na ławce znajomą czuprynę. Uśmiechnął się cwaniacko pod nosem i zaraz ruszył w jej kierunku.
- Kogo my tutaj mamy - rzucił, unosząc jedną brew do góry. - Wypracowanie dla McGonagall już zrobione? - spytał, typowym dla siebie dupkowatym głosem. Wiedział, że pewnie dawno już je zrobiła, znali się w końcu nie od dziś, ale jakoś musiał ją zaczepić. W tym momencie nic lepszego nie wpadło mu niestety do głowy.



Najwyraźniej limit szczęścia Emmeline na dziś wyczerpał się na szybkim odrobieniu zadań domowych, bo oto jej nieszczęsnym oczom ukazał się nie kto inny, tylko Raymond. Emmeline westchnęła teatralnie i zamknęła oczy, jakby liczyła, że wtedy któreś z nich zniknie i nie będą musieli dzielić tej samej przestrzeni.
- Powiedz, że mi się tylko śni - mruknęła boleśnie, po czym otworzyła oczy. Jak można się było spodziewać, on nadal tam był. - Niestety, wciąż koszmar - skomentowała, ni to do siebie, ni to do niego. - Czym zasłużyłam na ten zaszczyt, który właśnie mnie spotyka?
Zarejestrowała jeszcze, że spytał ją o wypracowanie.
- Jakbyś nie wiedział - prychnęła tylko. Co on sobie wyobraża, że będą rozmawiali o pracy domowej jakby nigdy nic?



- Zaczęłaś już gadać do siebie? Brawo, pierwszy objaw szaleństwa - rzucił zaczepnie, zupełnie nie zrażając się jej niechętną postawą wobec jego osoby. Nie dziwił jej się, sam pewnie też powinien trzymać się z daleka, ale... where's the fun in that? Rackharrow potrzebował jakiejkolwiek rozrywki, więc brał, co dawali.
- Prawdopodobnie nie zasłużyłaś, ale jak widać czysty przypadek zadecydował za Ciebie - uśmiechnął się bardzo w swoim stylu, rozprostowując palce i chowając ręce za plecami, bo nie wiedział co ma z nimi zrobić.
- No ale chyba masz inne rzeczy do robienia, prawda? Prawdziwy Krukon nigdy się nie obija - jasne, ciekawe co ty robisz teraz, Ray. Pewnie odpowiedziałby, że pilnuje, by inni robili co trzeba. Ktoś musi szefować plebsom.



- Wow, wiele się zmieniło od czasu naszej ostatniej rozmowy - Emmeline udała zdziwienie. - Nie wiedziałam, że teraz specjalizujesz się w psychiatrii. Może powinieneś otworzyć prywatny gabinet i zejść mi z oczu - zaproponowała, mając nadzieję, że wreszcie da jej spokój.
- W takim razie babcia miała rację, kiedy mówiła, żeby nie ufać przypadkowi - stwierdziła z niezadowoleniem. Że też ze wszystkich miejsc w zamku podkusiło ją, żeby przyjść akurat tutaj, akurat o tej porze.
- Zaraz ciebie obiję, jeśli nie przestaniesz mnie irytować - zagroziła w końcu, mając dość jego złośliwych uwag. - Poza tym, czyżbyś w takim razie nie był prawdziwym Krukonem, skoro nadal tu jesteś?



- Nie powiem, mam wiele talentów, o których nie masz pojęcia, więc jeśli tak by się stało, dam Ci znać. Może nawet się szarpnę i dostaniesz zniżkę dla beznadziejnego przypadku - odparł złośliwie. Widać to przeznaczenie, a co. Tyle, że nikt nie mówił, że przeznaczenie nie lubi robić ludziom psikusów. Raymond zasadniczo nic do Emmeline nie miał, ale chyba nie wiedział do końca jak ma się w stosunku do niej zachowywać po zerwaniu, więc postawił na bycie swoim zwyczajnym, dupkowatym ja.
- Agresja o tak wczesnej porze. Niedobrze - zacmokał z niezadowoleniem. - Skąd. Ja już wszystko zrobiłem, więc patroluję szkołę, jak na najlepszego perfekta przystało - odparł gładko. - Ale co ty możesz o tym wiedzieć - wzruszył lekko ramionami. Nie, żeby jej sugerował, że była w tym beznadziejna. Skądże.



- Nie sądzę, żeby Twoja zniżka do czegokolwiek mi się przydała. Nie mam w zwyczaju korzystać z usług osób niekompetentnym - odparowała, mrużąc ze złością oczy. Niech sobie nie myśli, że może ją nachodzić, nazywać beznadziejnym przypadkiem, a ona przyjmie to za dobrą monetę. Od czasu ich zerwania była na Raymonda wyjątkowo cięta.
- Agresja jest dobra o każdej porze, jeśli sytuacja tego wymaga, a druga osoba jest wyjątkowo natrętna - powiedziała z przekonaniem. Nie będzie jej tutaj pouczał.
- Najlepszy prefekt? Dobre sobie - prychnęła pogardliwie na takie rewelacje. - Chyba w Twoich snach. Ta pozycja jest już zajęta przez kogoś innego - dodała, oczywiście mając na myśli siebie.



- Nadal nie rozumiem jakim cudem zostałaś prefektem. Z takim nastawieniem do ludzi? Musiało zajść jakieś nieporozumienie - jeszcze tego brakowało, by się zaczęła wyżywać na jakichś młodzikach. Nie, żeby Ray'owi to jakoś specjalnie przeszkadzało, ba, wręcz mu to zwisało, ale każdy powód dobry, by dokuczyć trochę Emms. Sam nie był na nią wcale specjalnie cięty, chyba po prostu lubił ją denerwować.
- Niby przez Ciebie? Nie żartuj - parsknął śmiechem. - O, przepraszam, Ty mówiłaś poważnie? - i znów ten ironiczny śmieszek. - Daj spokój. Założę się, że jestem najlepszym prefektem w tej szkole - i naprawdę mógł się o to założyć, bo był o tym święcie przekonany.



- Moje nastawienie do ludzi jest bardzo dobre, w przeciwieństwie do mojego nastawienia do gumochłonów - oznajmiła chłodno, dając mu tym samym do zrozumienia, że uważa go za to właśnie magiczne stworzenie. Gdyby chciała być bardziej ostentacyjna, pewnie nakarmiłaby go sałatą. Czasem zastanawiała się, co w ogóle widziała w Rayu, pewnie dlatego, że ich zerwanie nie należało do przyjemnych i wpłynęło na opinię Emms na jego temat.
- Przepraszam bardzo, poza mną nie widzę tutaj innych kompetentnych prefektów Ravenclawu, a tak się składa, że wzrok mam całkiem dobry - powiedziała, wzruszając ramionami. Niech sobie kpi, jej to nie ruszało. No, a nawet jeśli, to nie chciała tego okazać.
- Tak? - spytała, widząc w tym szansę udowodnienia swojej racji. - To może się założymy?



Zerwania chyba mają to do siebie, że zmieniają nieco pogląd człowieka na daną osobę. Chociaż zależy jeszcze czy związek kończy się pozytywnie, czy wręcz przeciwnie. Ale Ray nie zagłębiał się nigdy w takie rzeczy, bo szczerze wszystko mu zwisało.
- Proszę bardzo. Założę się, że do końca roku wlepię więcej szlabanów od Ciebie - odparł, jak zwykle pewny siebie. Wygraną miał praktycznie w kieszeni, więc czemu by nie wyciągnąć z tego jakichś korzyści dla siebie? Czego by o nim nie powiedzieć, był pazerny na wszelkie benefity.
- Jeśli wygram, to Ty... - zastanowił się przez chwilę czego mógłby chcieć i nagle na jego usta wpełzł perfidny uśmieszek. - W końcu się ze mną prześpisz - to pocisnął z grubej rury. - A jeśli ja przegram, co jest bardzo wątpliwe, możesz sobie wybrać karę dla mnie - wzruszył lekko ramionami. Nie przyjmował możliwości przegranej do wiadomości, więc szczerze zgodziłby się na wszystko.



No cóż, w takim razie Ray nie różnił się wiele od przeciętnego faceta w tej materii, ale chyba nie należałoby się spodziewać niczego innego.
- Żebyś się nie zdziwił - zapowiedziała, pewna swego. W końcu nie mógł sobie tak po prostu chodzić i wlepiać szlabany, musiał mieć do tego jakąś podstawę w regulaminie, a ludzi często trudno było przyłapać na jego łamaniu. - Jestem pewna, że Cię przebiję - stwierdziła z przekonaniem. Była bardziej spostrzegawcza od niego i miała nadzieję, że zadziała to na jej korzyść.
Gdy usłyszała jego warunki, miała ochotę oznajmić mu, że chyba ktoś uderzył go w głowę kociołkiem, powodując odkształcenie mózgu, ale nie chciała wyjść na taką, co to łatwo ją przestraszyć.
- Jesteś taki przewidywalny - pokręciła tylko głową, złośliwie się uśmiechając. - Ale z drugiej strony, przynajmniej wiesz, że inaczej bym się do Ciebie nie dotknęła.
Zastanowiła się chwilę, czego sama mogłaby zażądać.
- Jeśli ja wygram, to przez dwa miesiące będziesz robił wszystko, czego od Ciebie zażądam. A potem raz na zawsze dasz mi spokój - oznajmiła twardo. Niech sobie nie myśli, że będzie miał łatwo. - Zawsze widziałam coś pociągającego w posiadaniu niewolnika - dodała drwiąco.
- Zatem grę czas zacząć. Pożyczyłabym Ci powodzenia, ale musiałabym skłamać - powiedziała jeszcze, po czym opuściła dziedziniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Emmeline&Raymond #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: