IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Robin&Regulus #2

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Robin&Regulus #2 Empty
PisanieTemat: Robin&Regulus #2   Robin&Regulus #2 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:11 pm

Ostatnimi czasy Robin spędzała z Regulusem całkiem sporo czasu. Było jej trochę głupio, że ukrywa to przed Syriuszem, ale wiedziała, że starszy Black był za bardzo zaślepiony niechęcią w stosunku do młodszego brata, by to wszystko zrozumieć. Griffiths dobrze spędzało się z nim czas, zawsze znaleźli temat do rozmowy, a młodszy Black bynajmniej wcale nie twierdził, że potrzebowała więcej treningu w Quidditcha. Tego dnia umówili się na błoniach.
- A więc co takiego chciałeś mi pokazać? - spytała, kiedy ruszyli już wolnym krokiem w stronę Zakazanego Lasu. Zdawali sobie sprawę, że nie powinni się tam sami zapuszczać, ale czy Gryfoni i Ślizgoni tak bardzo dbali o zasady? No właśnie...


W ostatnim czasie wszystko szło po myśli Regulusa, czytaj – udawało mu się spędzać coraz więcej czasu z Robin, czyli jego plan działał bez zarzutu. Musiał przyznać, że dziewczyna okazała się inna, niż na początku myślał. Znając gust Syriusza, Regulus podejrzewał raczej, że jego brat spędza czas tylko z naiwnymi idiotkami, jednak panna Griffiths ani trochę nie pasowała do takiego wzorca. Nieco wbrew sobie i sam młodszy Black zaczął ją lubić. Nie, żeby miało to spowodować, że odstąpi od planu.
Dzisiaj miał zamiar zabrać ze sobą Robin do Zakazanego Lasu. Na razie wolał, żeby trzymali się na uboczu i żeby nikt nie odkrył jej znajomości. Poza tym, musiał zapewnić jej jakieś atrakcje, żeby nadal chciała spędzać z nim czas.
- Odkryłem ostatnio, w którym miejscu lasu mieszkają jednorożce. Pomyślałem, że mogłabyś się tam ze mną wybrać na małą wycieczkę. Przy odrobinie szczęścia może uda nam się zebrać trochę włosów z ich ogonów, przydałyby mi się do eliksirów – powiedział, przedstawiając jej plan ich spotkania. Co prawda tłumaczenie z potrzebą składników do eliksirów było trochę naciągane, w końcu Blackowie niemalże spali na pieniądzach i w każdej chwili mógłby sobie kupić wszystko co potrzeba, ale miał nadzieję, że najwyżej Robin potraktuje to jedynie jako wymówkę, żeby spędzić z nią więcej czasu.


Robin była sprytna, ale w tym przypadku nie węszyła podstępu w zachowaniu Regulusa. Syriusz praktycznie wcale nie wspominał o bracie, więc nie była nawet świadoma za co tak bardzo sobą gardzą. Powinna pewnie najpierw zapytać o to starszego Black'a, a nie zaznajamiać się z młodszym za jego plecami, ale... Była też nie miała zamiaru dawać sobie dyktować z kim może się zadawać, a z kim nie, więc zrobiła po swojemu. Jak na razie ta znajomość całkiem jej się podobała.
- Poważnie? To świetnie. Zawsze chciałam zobaczyć je na żywo, ale niestety chowają się w głębi lasu i ciężko je wytropić - no a na zajęciach z ONMS niestety nie zapuszczają się z nimi tak daleko w las. Cwane bestyjki. Co prawda Robin zdawała sobie sprawę z tego, że Black wcale nie potrzebuje ich włosów, bo może je sobie zwyczajnie kupić, ale nie przyczepiła się do tego. Miło, że chciał z nią spędzić czas, a i ona w tym czasie się nie nudziła.
- W takim razie prowadź - wskazała ręką przed siebie. W końcu to on znał drogę. Przekroczyli skraj lasu i szli gdzieś przed siebie.
- Mogę Cię o coś zapytać? - spytała po chwili. Ciekawość jednak wzięła górę i nie potrafiła się powstrzymać.


Robin była trochę na straconej pozycji, bo nie przeszła podstawowego kursu intryganctwa i podstępności, jaki zapewne muszą zdawać wszyscy pierwszoroczniacy w Slytherinie, żeby nie odstawać od normy i nie przynosić wstydu domowi.
- No to widzisz, jak udało mi się trafić – ucieszył się, że udało mu się trafić z doborem atrakcji. Co prawda jednorożce mogłyby się obrazić za bycie nazywanymi per atrakcją i mogłyby mu wsadzić róg w… No, tam gdzie słońce nie dochodzi, ale kto by się przejmował.
- Okej – zgodził się i ruszył przed siebie w stronę lasu.
- Pewnie – odpowiedział, słysząc jej pytanie. – Co chcesz wiedzieć?


Może i nie przeszła takiego kursu, ale zawsze może komuś za karę mocno przyjebać pałką. Ja bym się jednak jej bała...
- Zadziwiająco dobrze - pochwaliła. Robin co prawda nie przepadała za zajęciami z ONMS, ale raczej dlatego, że były nieciekawie prowadzone i mało w nich było praktyki. Za to oglądanie na żywo magicznych zwierzątek było całkiem fajne.
- Okej. Pewnie nie powinnam o to pytać Ciebie i przepraszam jeśli uznasz to za zbytnie wtrącanie się w nie swoje sprawy, ale... Jednak spróbuję - rzuciła, słowem wstępu. - Syriusz praktycznie wcale o Tobie nie wspomina i z tego co zauważyłam jesteście do siebie bardzo wrogo nastawieni i zastanawia mnie tylko co takiego mogło tak bardzo skłócić braci - powiedziała, spoglądając na niego uważnie. Zastanawiała się czy dobrze zrobiła pytając go o to, ale wiedziała, że z Syriuszem o tym poważnie nie porozmawia, bo ten albo zmieni temat, albo kompletnie to zignoruje. Regulus wydawał się być rozsądnym człowiekiem i może od niego czegoś się dowie? Nie da się ukryć, takie sprawy zawsze człowieka ciekawią zwłaszcza, jak ma z taką sprawą bliższą styczność.


Faktycznie, kobiety z pałkami są niebezpieczne. Muszę sobie zorganizować taką na sesję, to może wykładowcy się ode mnie odwalą…
- Możnaby nawet zaryzykować stwierdzenie, że z moją kreatywnością nie jest najgorzej – stwierdził, uśmiechając się. A co tam, może sobie pozwolić na odrobinę ślizgońskiej dumy.
Zamyślił się chwilę, kiedy Robin skończyła mówić. Zastanawiał się, co ma odpowiedzieć. Z jednej strony nie było w jego planach miejsca na zwierzanie się komukolwiek, ale z drugiej Robin budziła w nim mimo wszystko ciepłe uczucia.
- Kiedyś byliśmy blisko. Właściwie byliśmy najlepszymi przyjaciółmi – zaczął. – A potem on trafił do Gryffindoru, ja do Slytherinu i tak się już potoczyło. On ma mi za złe, że nie zostałem Gryfonem, a ja mu to, że znudził się moim towarzystwem i znalazł sobie przyjaciół w postaci Pottera i reszty. Widocznie tak już musiało być, że drogi się rozchodzą, nawet w rodzinie.
Nie wdawał się zbytnio w szczegóły, bo nie było to w jego stylu, zresztą nie znali się z Robin jeszcze tak dobrze, ale starał się być z nią szczery, w jakkolwiek oszczędnej formie.


Bądź co bądź, Robin była ciekawską osobą. Nie lubiła wtrącać nosa w nie swoje sprawy, ale czasami samo już tak wychodziło. Polubiła Regulusa, z Syriuszem przyjaźniła się od dawna, naturalne jest więc, że chciała wiedzieć co ich poróżniło. Pewnie powinna spytać o to starszego Black'a, ale ten nigdy nie reagował zbyt dobrze na młodszego braciszka, a Robin nie chciała wdawać się z nim w kłótnie.
- O - rzuciła, nieco głupio, ale nie mogła tego powstrzymać. Sądziła, że chodziło o jakąś grubszą sprawę, a tu wszystko przez to, że trafili do innych domów? Trochę głupio odsuwać się od brata przez wybór kapelusza, ale widać u Black'ów była to poważna sprawa.
- Dzięki za szczerość - odparła, uśmiechając się do niego lekko. Nie drążyła już tematu, ani nie komentowała, bo nie znali się aż tak, by odbywać tutaj taką rozmowę. Ale doceniała, że zdradził jej chociaż tyle.
- Jak wam idą treningi? - zagadnęła. Quidditch to zawsze dobry temat, zwłaszcza jak chce go się szybko zmienić na bardziej neutralny.


To naturalne, że ludzi ciekawią takie sprawy, zwłaszcza jeśli znają obie strony konfliktu. Zamiłowanie do odkrywania sekretów innych leży chyba w naturze człowieka.
- Tak to już bywa - skwitował krótko. Kiedy było się rodziną od pokoleń przynależącą do jednego domu, a tak przecież było w przypadku Blacków, to wybór Tiary odgrywał niemałe znaczenie.
- Nie ma sprawy - odpowiedział, odwzajemniając jej uśmiech. Zasadniczo nie lubił uzewnętrzniać się przed innymi ludźmi, ale zależało mu na tym, żeby mieć dobre układy z Robin a szczerość wydawała się do tego dobrą drogą.
- Całkiem nieźle. Chociaż chyba nie powinienem wtajemniczać Cię w szczegóły, bo jeszcze spróbujesz nam sprzątnąć puchar sprzed nosa. Tajemnice quidditcha są święte - odparł z udawaną powagą, ale po chwili pozwolił sobie na drobny uśmiech, żeby wiedziała, że tylko się z nią droczy.
Nadal szli przed siebie, zbliżając się do miejsca, które Regulus wcześniej upatrzył.


Robin zwłaszcza należała do ciekawskich osób. Wszystko ją interesowało, choć nie zawsze pozwalała, by inni się o tym dowiedzieli. Zazwyczaj sama wolała docierać do źródeł, czy jakoś dyskretnie uzyskać interesujące ją informacje.
- Jeśli o to chodzi, to przykro mi bardzo, ale i tak spróbuję wam go sprzątnąć sprzed nosa. Powiem więcej, na pewno go zdobędziemy - rzuciła, pewna siebie. W końcu dużo ćwiczyli, Robin była świetna i może spokojnie spierdzielić z mioteł przeciwników, a szukający zawsze dawał radę. Poradzą sobie!
Szli dalej w kierunku wskazywanym przez Regulusa, gdy nagle zaczął iść w ich kierunku ogromnej wielkości, włochaty pająk, z takimi dużymi paczałkami na głowie.
- Reg - szepnęła, cofając się powoli do tyłu. - On wygląda jakby chciał nas zjeść... - rzuciła spoglądając na Black'a. Tuż obok dużego pająka zaczęły zlatywać się inne, więc oboje słusznie uznali, że czas brać nogi za pas i szybko biegli w stronę, z której przyszli, by jak najszybciej wydostać się z lasu.


- Ach, słynna gryfońska pewność siebie - stwierdził, uśmiechając się pod nosem, zadbał jednak o to, żeby ta uwaga nie zabrzmiała drwiąco, w końcu jego celem były dobre relacje z Robin. - Gdyby tylko dzięki temu można było zdobywać punkty, z pewnością pobilibyście rekord. Nie mówię, że to źle, nawet w pewnym sensie podziwiam taką wiarę we własne umiejętności.
Szli dalej, a w pewnym momencie pojawił się przed nimi wielki pająk. No tak, Regulus wiedział, że mieszkają one w tym lesie, jednak musiało umknąć jego uwadze to, że zapuszczały się aż tutaj.
- Niech tylko spróbuje... - stwierdził, chociaż nie zabrzmiało to tak pewnie, jak zamierzał. Dla pewności wyciągnął różdżkę z kieszeni i chwycił Robin za rękę, po czym rzucili się do ucieczki.
Po paru metrach, zatrzymali się na względnie bezpiecznej polanie.
- No, chyba udało się nam uniknąć najgorszego - podsumował, lekko zasapany. Nadal trzymał Robin za rękę, chociaż niebezpieczeństwo teoretycznie minęło i mógłby sobie odpuścić.


- Ja tylko realnie oceniam nasze szanse - wzruszyła ramionami. Miała wiarę w swoją drużynę, to źle? Chociaż, z Potterem i starszym Black'em różnie bywa, bo jeszcze do niedawna wiecznie dostawali szlabany i weź tu się z nimi człowieku umów na jakiś trening... Podejrzewam, że swoje już zjebów od Robin za to dostali, bo ona nie przyjmowała do wiadomości, że mogą znów przegrać. Miała w genach zajebistą grę, lubiła rywalizację, ale wygrywanie jeszcze bardziej. Tym razem przegrana nie miała tutaj prawa bytu!
Robin prawdopodobnie też powinna wyjąć różdżkę, ale... No właśnie, ale chyba ogromnej wielkości pająk trochę sparaliżował jej mózg. I niby jakie zaklęcie mogłaby na nim uskutecznić? W Hogwarcie na zajęciach nie uczyli niczego przydatnego, bo jak widać w Harrym Potterze, tytułowy bohater używał głównie Rictusempra albo Expelliarmus. :3 Chociaż, Robin nie była też takim tępakiem jak Ron i Harry i korzystała z magicznych przedmiotów zwanych książkami i sama uczyła się zaklęć czy eliksirów na własną rękę. Wiedza nie boli, szkoda, że nie wszyscy są tego świadomi.
- Dlaczego mam wrażenie, że to kolejny pupil Hagrida, o którym bardzo wygodnie nikomu nie wspomina? - spytała, starając się unormować oddech. O ludzie, dawno tyle nie biegała, w dodatku w takim tempie! Sama również nie puszczała jego dłoni. Musiała przyznać, że było to całkiem miłe uczucie. - Co Ty na to, żebyśmy jednak wrócili do zamku? Chyba lepiej nie podpadać temu włochatemu bydlakowi - rzuciła z rozbawieniem, choć do śmiechu jej wcale nie było, kiedy ten pająk obrał ich sobie za cel, czy raczej smaczną przekąskę.


Trzeba przyznać, że jeśli coś jest wielkie, włochate i paskudne, to raczej ciężko przy tym zachować trzeźwość umysłu. Zdarza się nawet najlepszym. Założę się jednak, że Robin i tak poradziłaby sobie z takim pająkiem lepiej niż HP i spółka. Tam jedyną myślącą istotą była tylko Hermiona, a jak widzę Robin miała podobne do niej podejście do zdobywania wiedzy.
- Pewnie masz rację. Chociaż nawet mu się nie dziwię, wzmianka "zajęcie - hodowla wielkich, włochatych pająków" pewnie niekorzystnie wyglądałaby w podaniu o pracę - powiedział, siląc się na humor, żeby trochę odreagować całą tę sytuację.
- Tak, to dobry pomysł - zgodził się z nią. - W ogóle to przepraszam, że nas w to wciągnąłem, powinienem lepiej przewidzieć, jakie mogą być konsekwencje. Mam nadzieję, że nie jesteś zła.
Powinni już zbierać się do odejścia, ale Regulus spojrzał na ich złączone dłonie i momentalnie podjął decyzję. Lekko pociągnął Robin w swoją stronę, tak, że prawie stykali się nosami, po czym spojrzał na nią poważnie i pocałowal ją. Najwidoczniej bliskie śmierci przeżycie tak działało na człowieka.


Zawsze mnie zastanawiało po co Hermiona zadawała się z tą dwójką przygłupów... Chociaż na samym początku książki, jak się wymądrzała na zaklęciach to była trochę denerwująca, ale generalnie to ją lubiłam. I utożsamiałam się trochę z tym, że biedną Granger też otaczali sami idioci.
- Wiesz, jeszcze zależy o jaką pracę by aplikował - odparła, bo gdyby miał być hodowcą wielkich, włochatych pająków pewnie z marszu by go przyjęli. Zresztą, chyba nie ma co wnikać w zajęcia Hagrida, bo on zawsze miał upodobania to dziwnych i potencjalnie niebezpiecznych zwierzątek. Nikogo to już nie powinno dziwić.
- Daj spokój. My Gryfoni wręcz przyciągamy kłopoty, więc naprawdę nie masz za co przepraszać - uśmiechnęła się w jego kierunku. Już nie chciała mu mówić, że przyjaźniąc się z Syriuszem pewnie nie raz, nie dwa wpadali w dosyć niebezpieczne sytuacje, bo nie sądzę, że tak potulnie zawsze omijali zakazany las. Do tego, co zakazane zawsze ciągnie nas najbardziej. To był dosłownie moment. Regulus pociągnął ją w swoją stronę, ich nosy się zetknęły i nim zdążyła zrobić jakikolwiek ruch, młodszy Black ją pocałował. Na chwilę znieruchomiała, jednak szybko się zreflektowała, pogłębiając pocałunek. Trudno stwierdzić jak długo to trwało, ale chyba powinni podziękować wielkiemu, włochatemu pająkowi.
- Powinniśmy wracać - wyszeptała, kiedy już oderwała się od jego ust, spoglądając na niego.


Pewnie nie miała lepszej alternatywy, nie przypominam sobie nikogo naprawdę rozgarniętego w tamtym okresie. Widocznie to był taki pechowy rocznik. Prawie jak rocznik klona i Biebera.
- No tak. Szefem fanclubu wszystkiego co włochate i okropne na pewno zostałby od ręki - zgodził się z Robin. I tak chyba lepszy taki Hagrid, niż brat Dumbledore'a, który ćwiczy niestosowne zaklęcia na kozie...
- Nie da się ukryć - przyznał, uśmiechając się. Ślizgoni podobnie lubili wszystko, co zakazane, ale zazwyczaj byli tak podstępni, że udawało im się uniknąć wszelkich konsekwencji.
Trochę go zdziwiło, że Robin oddała jego pocałunek, w końcu nie znali się tak długo i trochę ryzykował, całując ją. Było to jednak miłe zaskoczenie. Właściwie, cały ten pocałunek był miły, nie tylko ze względu na to, że popychał plan Regulusa do przodu. Black złapał się na tym, że naprawdę lubi Robin i że lubi ją całować, chociaż szybko próbował pozbyć się tej myśli i zrzucił swoje rozbuchane emocje na karb przeżytego właśnie incydentu z pająkami.
Wreszcie Regulus i Robin odsunęli się od siebie. Przyglądał się jej przez chwilę, czekając na jej ruch.
- Tak, zróbmy tak - odpowiedział, gdy wreszcie się odezwała, po czym oboje ruszyli do zamku w trochę niezręcznej ciszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Robin&Regulus #2
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: