IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Louise&Prudence #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Louise&Prudence #1 Empty
PisanieTemat: Louise&Prudence #1   Louise&Prudence #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:07 pm

Louise westchnęła z irytacją i niecierpliwym gestem odgarnęła włosy z czoła. Po chwili ponownie pochyliła się nad zeszytem, który trzymała na kolanach. Od kilkunastu minut usiłowała coś wymyślić, ale jak na złość, mimo jej wysiłków, nieskazitelna biel kartki biła jej po oczach.
- Do diabła z tym - mruknęła po cichu i sięgnęła po filiżankę. Upiła łyk herbaty i uśmiechnęła się. Co jak co, ale Gburek, skrzat domowy, był herbacianym specjalistą i zawsze potrafił znaleźć taki gatunek, który doskonale trafiał w gusta Louise. Gdyby tylko potrafił jeszcze sprawić, by panna Rosier szybko zyskała wenę i napisała wreszcie artykuł, który zobowiązała się dostarczyć do redakcji Proroka jeszcze tego dnia wieczorem.
- Szlag by to trafił - westchnęła ponownie ze zrezygnowaniem. Niestety, wbrew pozorom nie zawsze wszystko przychodziło jej na zawołanie. Gdyby tak było, życie zdecydowanie byłoby prostsze...
Louise postanowiła zatem zrobić sobie przerwę i zerknęła na zegarek, zastanawiając się, gdzie też podziewa się jej siostra, Prudence. Zazwyczaj o tej porze Pru była już w ich mieszkaniu. Louise jednak nie martwiła się zbytnio, bowiem jak powszechnie wiadomo, bliźniaczki Rosier potrafią o siebie zadbać.


Prudence spędziła dzień wyjątkowo produktywnie, a mianowicie na zakupach. Te zawsze poprawiały jej humor, który nieco jej opadł po tym, jak przechodząc obok sklepu Alexandra zobaczyła mizdrzącą się do niego lafiryndę. Pozostając niezauważoną ulotniła się sprzed jego sklepu, notując sobie w myślach twarz owej dziewczyny - nią zajmie się później. W końcu, jak wszyscy wiemy, panna Rosier nie toleruje zbyt dobrze wkraczania na 'jej' terytorium. Choć w tym przypadku niestety Alex'a nie można nazwać 'jej'. Pru nie była głupia i już dawno spostrzegła, że w ich cudownym gangu Lou i Alex mało się ze sobą komunikują, co oczywiście dało jej do myślenia i uznała, że Fawley zabujał się w jej siostrzyczce. A że Lou z drogi niestety nie usunie, nie tylko dlatego, że ją kochała, ale i dlatego, że ona absolutnie nic do Alexa nie ma, to swoje niezadowolenie odbijała sobie zakupami. Wracając z owocnych zakupów, panna Rosier wpadła na dosyć szalony pomysł, który od razu postanowiła skonsultować ze swoją bliźniaczką, jako, że był on z nią dosyć powiązany. Po wkroczeniu do domu, rzuciła torby z zakupami na sofę i krzycząc 'Wróciłam!' udała się schodami na górę, do pokoju Louise. Przed wejściem kulturalnie zapukała w drzwi, po czym słysząc 'proszę' weszła do środka.
- Mam pewien pomysł - zapowiedziała, zamiast przywitania, które w ich przypadku było zbędne, bo widywały się praktycznie każdego ranka. Takie przywileje mieszkania ze sobą.
- I chyba potrzebuję byś powiedziała mi jak bardzo szalony się wydaje - dodała, siadając obok siostry, nie zwracając większej uwagi na to co dokładnie robiła przed jej przybyciem. W końcu obie miały prawo do prywatności i Prudence doskonale to rozumiała i szanowała.


Rozmyślania Louise o tym, gdzie podziewała się jej siostra, przerwał dźwięk otwieranych drzwi wejściowych i towarzyszący mu okrzyk Pru. Lou uśmiechnęła się do siebie. Jak widać, siostrzana więź działała bez zarzutu, często bowiem zdarzało się, że jedna z bliźniaczek pojawiała się, gdy druga właśnie o niej myślała. Była to przydatna umiejętność, zwłaszcza, gdy trzeba było wykonać uknuty wcześniej plan. Po chwili Prudence pojawiła się w pokoju Louise, wcześniej uprzejmie pukając, jak na dobrze wychowane dziewczę przystało.
- Co to za pomysł? - spytała, gdy siostra usiadła obok niej na sofie. Miewały w przeszłości już tyle różnych, często dziwnych pomysłów, że Louise momentalnie zaciekawiło, jaki to pomysł, skoro Pru określiła go jako 'bardzo szalony'.
- Czy będzie wymagał ode mnie chowania jakichś zwłok? - zażartowała po chwili. - Dobrze wiesz, jak ciężko usunąć ziemię spod moich paznokci.
Gdyby znajdowały się teraz w saloniku pani Rosier, w otoczeniu jej dobrze urodzonych koleżanek, takie żarty z pewnością wywołałyby zgorszenie, ale taki czarny humor był u młodych Rosierówien na porządku dziennym.


Bliźniacza więź działała bez zarzutów już od małego, odkąd wspólnie nabierały innych, zamieniając się miejscami, straszyły niańki, najpierw udając, że jest tylko jedno dziecko, a potem nagle pojawiały się obie naraz. Cóż, opiekunki nigdy nie miały z nimi łatwo, ale one bynajmniej nie narzekały na swój los. Będąc już w pokoju i po oznajmieniu Louise, że wpadła na dosyć szalony, jej zdaniem, pomysł, zastanowiła się przez chwilę czy faktycznie powinna się z nią tym dzielić. A co jeśli wyjdzie na idiotkę? Albo jeśli faktycznie jej pomysł odniesie sukces? Przecież sama Pru wcale nie poczułaby się po tym lepiej. Chociaż... może wreszcie miałaby konkretną odpowiedź na nurtujące ją od dawna zagadnienie? Kto wie...
- Tym razem nie - odparła, jednak zaraz dodała - Chociaż jest jedna osoba, którą będę musiała się zająć, ale to później i poradzę sobie sama - machnęła ręką w powietrzu. Lafirynda ze sklepu Alexandra mogła poczekać na lepszą okazję, może następnego dnia Rosierówna będzie się nudzić i wtedy ją dopadnie? Z nią wszystko było możliwe.
- Chcę przeprowadzić mały eksperyment - zaczęła, iście zagadkowo, takim początkiem chcąc niejako wzbudzić zainteresowanie u swojej siostry bliźniaczki.
- Potrzebowałabym parę Twoich ubrań, żeby się w nie przebrać i potem... - tu zawiesiła na chwilę głos - poszłabym do Alexa i trochę go, jakby to nazwać... sprowokowała? - powiedziała, zastanawiając się czy użyła odpowiedniego słowa, jednakże siostra i tak z pewnością potrafiła zorientować się o co dokładnie jej chodziło.
- Ja po prostu muszę wiedzieć - wyjaśniła z cichym westchnięciem. Powodu swojego pomysłu tłumaczyć raczej nie musiała, z pewnością dzieliła się już z Louise swoimi przypuszczeniami na temat zainteresowania Alexandra osobą Lou.


Louise bacznie przyglądała się siostrze, czekając aż ta wyjawi jej swój pomysł. Widziała niepewność na twarzy Pru, dlatego doszła do wniosku, że ów plan musi dotyczyć jakiejś poważniejszej rzeczy niż dorobienie paskudnych brodawek na twarzy dziewczynie, która sprzątnęła im sprzed nosa ostatnią parę pięknych butów w jednym ze sklepów na Pokątnej. Nie to, żeby wypadki modowe nie były poważnymi sprawami, ale w tym przypadku Lou była przekonana, że chodzi o większą sprawę.
W końcu Pru zaczęła mówić. Louise uśmiechnęła się tylko pod nosem, słysząc o osobie, którą siostra 'będzie musiała się zająć'. O tak, Prudence nie brakowało fantazji jeśli chodziło o 'zajmowanie się' ludźmi, którzy zaleźli jej za skórę. Podobnie zresztą było w przypadku drugiej z bliźniaczek, w końcu nie na darmo były siostrami.
- Eksperyment? To znaczy? - spytała z zaciekawieniem. Zabieg wywołania zainteresowania zakończył się sukcesem.
- Moja szafa jest twoją szafą - oświadczyła nieco teatralnie, wskazując ręką w kierunku wspomnianego mebla. W końcu dla siostry naprawdę pochowałaby jakieś zwłoki, gdyby zaszła jakaś potrzeba, więc czymże było pożyczenie paru sztuk ubrań?
- Wiem, rozumiem - zapewniła siostrę, pocieszająco ściskając jej dłoń. Alexandra ciężko było rozgryźć i Lou zawsze czuła się trochę winna na myśl o tym, że mógłby się interesować nią, a nie Pru.


Prudence czasami czuła się jak idiotka. Alexander podobał jej się jeszcze za czasów szkolnych, jednak ich znajomość utrzymywała się zawsze na stopie czysto przyjacielskiej. Bynajmniej tak to odbierała Pru, bo pomimo jej ogromnego starania błyszczenia swoją osobą, pozbywania się konkurencji i prób wzbudzania zainteresowania, Alex nadal nie wykonał żadnego ruchu. To dało jej do myślenia i już po ukończeniu Hogwartu uznała, że skoro z całej ich trójki z nią dogduje się świetnie, a z Lou praktycznie wcale nie rozmawiają - oznaczać to mogło tylko jedno - Alexander był zainteresowany jej siostrą, a nie nią! W końcu Pru zapewne zapoznawała się z różnymi książkami i poradnikami i tam często był motyw, że jak mężczyzna unika kobiety, to oznacza, że ją lubi-lubi, ale po prostu boi się, że popełni w jej towarzystwie jakąś gafę. Prawdę powiedziawszy, to trochę zburzyło plany Pru, która zwykle pozbywała się konkurencji. Nie mogła, ba, nie chciała przecież pozbyć się własnej siostry! Z tymi przypuszczeniami od razu zapoznała siostrę, która kategorycznie odmówiła by była Fawleyem w taki sposób zainteresowana, co tylko częściowo uspokoiło Rosierównę. W dalszym ciągu pozostawała jeszcze 'część' Alexa, a nie mogła go o to po prostu spytać. Takie rozwiązanie wydawało się wręcz idealne i rozwiałoby wszelkie wątpliwości blondynki!
- Wiem, że to głupie, ale nie panuję nad tym - odparła, uśmiechając się leciutko w stronę Louise. Jej pomysł zakrawał już o szaleństwo, ale cóż innego począć? Grunt, że miała 'błogosławieństwo' własnej siostry, więc mogła się zabrać do działania! O wyniku swojej akcji wolała jeszcze nie myśleć. Podeszła do wielkiej szafy, otworzyła ją i zaczęła przeglądać kolejne wieszaki.
- Co my tutaj mamy... - wymruczała, zastanawiając się co powinna ubrać, żeby wyglądać na Louise, a jednocześnie na tyle dobrze, by Alex dał się sprowokować.
- Może to? - spytała, wyciągając wieszak z czerwoną sukienką, która była bardzo w stylu Louise, ale nie za bardzo w guście Pru, jednym słowem zdawała się być idealna na jej mały eksperyment.


Alexander był zdecydowanie ciężkim orzechem do zgryzienia. Miał lepszą relację z Prudence niż z Louise, ale Lou była zdania, że niekoniecznie oznaczało to, że Alex trzyma się na dystans ze względu na swoje zainteresowanie jej osobą. Gdyby tak było, w ciągu tych wszystkich lat zdążyłby się już zdradzić przynajmniej kilka razy. Nic takiego się jednak nie zdarzyło, ale Louise wolała dmuchać na zimne. Nigdy nie chciałaby, żeby coś popsuło jej relację z siostrą, a już zwłaszcza, żeby zrobił to chłopak, którego owszem lubiła, ale bez żadnych fajerwerków.
- To nie jest głupie – zapewniła szybko swoją bliźniaczkę. Gdyby to o jej własny obiekt westchnień chodziło, Louise z pewnością wymyśliłaby coś gorszego. Na przykład rzuciłaby zaklęcie podsłuchujące. Albo wypiłaby eliksir wielosokowy i rozpoczęłaby akcję śledzenia. Albo dolałaby mu veritaserum do napoju. Tak, to z pewnością podpadałoby bardziej pod brak opanowania niż niewinny, w gruncie rzeczy, pomysł Prudence.
Louise obserwowała, jak Pru zbliża się do jej szafy, a potem zaczyna przebierać w jej ubraniach. Gdyby odważyła się na to jakakolwiek inna osoba, z pewnością skończyłaby w Mungu z pękniętą częścią ciała, prawdopodobnie nosem albo żebrem, zależnie od inwencji Louise w danym momencie. Między bliźniaczkami panowały jednak zupełnie inne zasady i zazwyczaj dzieliły się wszystkim, począwszy od sekretów, przez ubrania i mieszkanie, a na domowym skrzacie kończąc.
- To będzie idealne – pochwaliła z uznaniem, widząc co też Pru wybrała z jej szafy. Z dwóch bliźniaczek to Louise można było częściej przyuważyć w czerwieni i Alexander przez tyle lat ich znajomości z pewnością zdążył to zauważyć.


Dla Pru to wszystko było oczywiste. Przecież typowa przyjaźń damsko-męska nie istnieje - a bynajmniej tak twierdzi prawie cały świat, więc Alexander nie mógł się z nimi trzymać tylko dlatego, bo lubi je jak przyjaciółki. W opinii Pru któraś z nich musiała mu się spodobać, a skoro z nią spędza dosyć dużo czasu - w końcu na pewno zauważyłaby, że jakoś dziwnie, czy inaczej się wobec niej zachowuje! - tym "obiektem" jego zainteresowań musiała być Lou. Choć pewnie chciałaby, żeby okazało się to nieprawdą, ale jakoś kiepsko to widziała... Dobrze, że chociaż fizycznie mu się podobała, wszak z Lou wyglądają tak samo! Różni je naprawdę niewiele rzeczy, takich, których w pierwszej, a nawet paru kolejnych chwilach nie da się zauważyć. Trzeba bowiem wiedzieć gdzie szukać.
- Plan jest całkiem sprytny. Chodziło mi raczej o to, że zachowuję się trochę desperacko, ale chyba zwariuję, jeżeli nie dowiem się prawdy! - rzuciła z nieukrywanym dramatyzmem w głosie. Ciężko było żyć w niewiedzy, a może kiedy ostatecznie przekona się, czy Alex faktycznie leci na jej siostrę, to może w końcu da sobie z nim spokój i wróci do spokojnego obmyślania planu niszczenia ludziom życia? Byłoby miło. Plan Pru był niewinny tylko i wyłącznie dlatego, że tutaj chodziło o Alexandra. Tego samego, którego znały od 11 lat, więc żadne większe świństwa nie wchodziły tutaj w grę.
- Też tak uważam - przytaknęła z zadowoleniem. Nie czekając dłużej zrzuciła z siebie ubrania - przy siostrze przecież nie musi się niczego wstydzić - i wskoczyła w jej sukienkę, ostrożnie się zapinając. Na koniec poprawiła włosy, które podczas przebierania trochę jej się "zepsuły".
- I jak? - spytała, odwracając się przodem do siostry, czekając na ostateczny werdykt z jej strony.
- W takim razie ruszam na łowy. Życz mi powodzenia, chyba się przyda - mrugnęła do niej.


Dla Louise motywacje Alexandra zawsze były niejasne. Owszem, teoretycznie przyjaźnili się od pierwszego roku bliźniaczek w Hogwarcie i lubiła jego towarzystwo, ale mimo wszystko uważała go za trochę dziwnego. Cóż, to jednak nie było jego winą, mając taką matkę jak Alex, każdy byłby trochę dziwny. Yolanda Fawley była doskonale znana w czystokrwistych kręgach, ale niczego innego nie można było się spodziewać po tak charakterystycznej postaci. W końcu jaka inna matka przychodzi odebrać swojego syna z peronu, mając na sobie rękawice ogrodnicze i sekator wystający z kieszeni szaty?
- Desperacko, ale w słusznym celu – pocieszyła siostrę Louise. Zawsze uważała, że cel uświęca środki. Gdyby kiedykolwiek się spotkali, Machiavelli na pewno byłby dumny z jej filozofii życiowej.
Gdy Pru zrzuciła z siebie ubrania, żeby przymierzyć jej sukienkę, Lou uśmiechnęła się pod nosem, mogła sobie bowiem wyobrazić, że to byłaby najszybsza droga, żeby stwierdzić, czy Alexander jest zainteresowany, ale w końcu Pru nie była pierwszą lepszą Puchonką czy kimś takim, żeby uciekać się do takich metod.
- Idealnie – orzekła po namyśle, uprzednio uważnie przyglądając się siostrze. – Powinien od razu złapać przynętę – dodała, żeby dodać Pru pewności. Louise, patrząc w tym momencie na siostrę, czuła się, jakby patrzyła w lustro i to bardziej niż zwykle, więc z pewnością był to dobry znak.
- Bierz go, tygrysie – zachęciła bliźniaczkę ze śmiechem. – Masz moje błogosławieństwo.
Patrzyła, jak Pru kieruje się do drzwi, by wyruszyć na swoją misję, po czym sama wróciła do swojego poprzedniego zajęcia, czyli artykułu. Obecność siostry nieco ją natchnęła, więc czuła, że teraz wreszcie uda jej się skończyć to, co powinna napisać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Louise&Prudence #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: