IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Alvena&Vittorio #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Alvena&Vittorio #1 Empty
PisanieTemat: Alvena&Vittorio #1   Alvena&Vittorio #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:05 pm

Ten tydzień nie zaczął się zbyt dobrze dla Vittoria. Nie dość, że jego współpracownik zachorował i Zabini musiał przejąć planowane przez niego kontrole, to jeszcze jego własne zdrowie pozostawiało wiele do życzenia. A wszystko zaczęło się od tego, że dzisiaj rano wypił sok dyniowy, która chyba jednak wcale nie był sokiem dyniowym. Vitt podejrzewał, pewnie z resztą słusznie, że maczała w tym palce jego młodsza siostra Carlotta, która przejawiała niezwykłe upodobanie do różnych eliksirów miłosnych. Gdyby jeszcze chociaż przyrządzała tylko te, na które przepisy można znaleźć w różnych księgach... Niestety, panna Zabini uwielbiała eksperymenty i mieszała ze sobą różne substancje, licząc na zadowalający efekt. Chcąc nie chcąc, Vittorio przypadkowo został jej królikiem doświadczalnym. Gdyby efekty ograniczyły się tylko do zauroczenia jakąś urodziwą (lub nie) niewiastą, wszystko byłoby w porządku, ale Vitt narzekał na bóle głowy i czuł się trochę słabo, zabezpieczył więc resztę eliksiro-soku i udał się do Munga, by skonsultować się ze specjalistą. Skierowano go na III piętro, więc udał się tam i zapukał do drzwi z plakietką głoszącą 'Alvena Diggory'.
- Dzień dobry - przywitał się grzecznie, jak przystało na dobrze wychowanego czarodzieja, gdy wreszcie wszedł do środka.



Uzdrowiciele zwykle mieli pełne ręce roboty, jedno szczęście, że było ich w Mungu całkiem sporo, choć w przypadku większych epidemii czy wypadków zdarza się, że brakuje rąk do pracy. Dzisiejszy dzień wydawał się dla Alveny dosyć nużący, bo o dziwo, jak się okazało w ciągu czasu, który spędziła w szpitalu od samego rana, zaledwie trzy osoby postanowiły napić się nie tego co trzeba, przez co musiała interweniować, bo zaczynały się im dziać różne dziwne rzeczy. Lepiej nie wdawać się w szczegóły, bo z pewnością nie są one zbyt przyjemne ani dla oka, ani dla ucha. Akurat wypisywała jakieś papiery, dotyczące jej poprzedniego pacjenta, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Po krótkim "proszę", podniosła wzrok znad papierów, by spojrzeć na mężczyznę, który wszedł do środka.
- Dzień dobry - odpowiedziała grzecznie. Może i jej rodzinka była dosyć szalona, ale ojciec wychował ją na tyle dobrze, by wiedziała jak zachowywać się w towarzystwie. Czego niestety nie można powiedzieć o jej matce, która miała skłonności do dziwnych zachowań. Doprawdy, czasami było Alvenie wstyd przyznać się, że są spokrewnione.
- Proszę usiąść - wskazała mu kozetkę, po czym sama odłożyła papiery i wstała, by do niego podejść. - W czym tkwi problem? - spytała, tak na wstępie, chcąc jakoś zorientować się z czym konkretnie ma do czynienia. Czasami jest to dosyć oczywiste, chociażby po samym zachowaniu pacjenta, ale po pierwszej chwili, gdy do niej przyszedł nie potrafiła tego jeszcze stwierdzić.


Vittorio wbił spojrzenie w uzdrowicielkę. Była zaskakująco młoda na kogoś, kogo tak żarliwie mu polecano jako wysoko wykwalifikowaną specjalistkę. Widocznie musiała być bardzo zdolna. Zabini posłusznie usiadł na kozetce. Nagle trochę go zamroczyło i nie mógł oderwać wzroku od Alveny.
- Jesteś taka piękna - mruknął, uśmiechając się z rozmarzeniem, niczym dziecko na myśl o prezentach gwiazdkowych. Po chwili zmarszczył brwi. Co też się z nim działo? To musiał być ten eliksir. - To znaczy, kolana mi miękną - poprawił się szybko. - Czyli ogólnie mi słabo, głowa mnie boli i tak dalej - wyjaśnił, mając nadzieję, że nie dosłyszała jego pomyłki. Prawdopodobnie próżne nadzieje, ale zawsze można się łudzić.
- Myślę, że to wina tego - dodał, wyciągając z kieszeni szaty fiolkę z feralnym eliksirem i położył ją na biurku uzdrowicielki. - Moja siostra jest szalona i nie wie, że nie powinna tego dolewac gdzie popadnie.



Alvena może i była młoda, ale dzięki swojej obszernej wiedzy, którą stale powiększała, potrafiła wyleczyć praktycznie każde zatrucie eliksiralne. Nic więc dziwnego, że była dosyć znana w kręgu uzdrowicieli i ceniona za pracę w swoim fachu.
- Em... dziękuję? - rzuciła, trochę zbita z tropu jego komplementem. Może i podejrzewałaby, że chodzi tutaj o eliksir miłosny, ale zwykle miał on jednak nieco inny efekt na czarodziei. Stąd też niekoniecznie musiała od razu zorientować się, że to o niego tutaj chodzi.
- Rozumiem - odparła, przykładając dłoń do jego czoła, by sprawdzić czy nie miał czasem podwyższonej temperatury, co też w przypadku zatruć eliksiralnych nie raz się zdarzało. Szybko jednak odsunęła dłoń, nie chcąc przekraczać jego przestrzeni osobistej na zbyt długo. Gdy wyciągnął fiolkę, sięgnęła po nią, otworzyła i przystawiła do nosa, chcąc powąchać i jakoś na tej podstawie określić z czym ma do czynienia.
- Jakaś dziwna odmiana eliksiru miłosnego - stwierdziła. Cóż, ludzie są różni i jak widać zdarza im się eksperymentować, co nie zawsze niestety było dobre w skutkach. - Dużo pan tego wypił? - spytała, bo raczej było to istotne, zważywszy na to jak dużą dawkę jakiegoś antidotum będzie mu trzeba podać, lub też jak długo eliksir będzie się trzymał w jego organizmie.



Słysząc, że mu podziękowała, trochę się zmieszał. A więc jednak słyszała. Chociaż nie powinien się tym tak bardzo przejmować, w końcu przemawiał przez niego eliksir miłosny, sam na pewno nie zachowałby się tak bezpośrednio i to przy pierwszym spotkaniu, bez względu na to, jak urodziwa była ta uzdrowicielka. A była. Bardzo. Co tylko pogłębiło zmieszanie Vittoria. Postanowił na chwilę zamilknąć i spokojnie poddać się wszystkim badaniom, jakie musiała wykonać. Tak, milczenie było dobrym sposobem, przynajmniej się bardziej nie skompromituje.
- Tak właśnie myślałem - przyznał. - Specjalność mojej siostry - dodał, gwoli wyjaśnienia.
- Jakoś tak... z pół szklanki? - powiedział po chwili zastanowienia. - Wygląda jak sok dyniowy, łatwo można się pomylić - dodał szybko obronnym tonem, żeby sobie nie pomyślała, że Vittorio jest nierozważny i pije co popadnie. Sam nie wiedział, czemu zależało mu, żeby zrobić dobre wrażenie.



Komplement z jego ust faktycznie był dosyć... dziwny, jednak gdy wyszło na jaw, że Vitt łyknął jakiś eliksir miłosny, wszystko stało się jasne. Pod jego wpływem czarodzieje zwykle zachowują się jak zupełnie inne osoby.
- Po zapachu wyczuwam dosyć nietypowe składniki. Pańska siostra chyba nie powinna aż tak eksperymentować z przepisami, bo niestety czasem jeden składnik potrafi zupełnie zmienić właściwości wywaru - odparła. Nie chciała w tym momencie broń Merlinie się wymądrzać, ani nic z tych rzeczy. Była to raczej dobra rada, bo kto wie co następnym razem się stanie, gdy ktoś nieuważnie wypije jakiś jej eliksir? Skutki mogą być nawet opłakane!
- Trochę dużo - przygryzła lekko dolną wargę. Zwykle taki eliksir pije się z fiolki maksymalnie, bo jego nadmiar również nie wpływa zbyt dobrze na organizm ludzki. - Ale dobrze, zaraz coś wynajdziemy - poinformowała, posyłając mu pokrzepiający uśmiech i powróciła do swojego biurka, zaczynając grzebać w jednej z szuflad, gdzie zapewne trzymała różnego rodzaju antidota na różne przypadki.



Cóż, dobrze, że eliksir nie był aż taki mocny, bo inaczej Vittorio mógłby odczuwać popęd do jakichś macanek i innych rękoczynów, co pewnie potem, gdyby odzyskał pełnię władz umysłowych, zabiłoby wstydem jego niezręczną personę.
- Jej raczej nic nie powstrzyma. Ale postaram się nie pić niczego, co było już otwarte - obiecał, jak na posłusznego pacjenta przystało.
- Mam nadzieję - odpowiedział i skorzystał z okazji, żeby przyjrzeć się lepiej pani uzdrowiciel. Miała bardzo uroczy uśmiech. Zbyt uroczy, jak na jego gust, bo gdy tylko zaczynał odczuwać zainteresowanie wobec jakiejś kobiety, zazwyczaj nie kończyło się to zbyt szczęśliwie. Vittorio zdecydowanie nie miał szczęścia do relacji międzyludzkich i okazywanie zainteresowania wychodziło mu na opak, często zrażając do niego innych.



Z jednej strony może to i dobrze, ale z drugiej, kto wie co dodała tam jego siostra? Wypicie tego eliksiru mogło być o wiele gorsze w skutkach!
- Bardzo mnie to cieszy, panie...? - rzuciła, jednocześnie chcąc dowiedzieć się z kim ma do czynienia. Coś tam jej świtało, że kojarzyła go w Hogwartu, jednak nie potrafiła za bardzo przypisać nazwiska do twarzy. W końcu każdego roku uczy się tam całe mnóstwo uczniów, nie sposób byłoby spamiętać każdego z imienia i nazwiska, zwłaszcza, jak za bardzo nie ma się z danym kimś styczności.
- Spokojnie. Wielu czarodziejów eksperymentuje z eliksirami i potem ląduje u mnie na kozetce, więc nie ma się co obawiać - zapewniła, posyłając mu lekko uśmiech. - Mam cię! - rzuciła cicho, wyjmując z szuflady fiolkę z antidotum. Nie była pewna, czy zadziała to na wszystkie efekty uboczne działania tego, co wypił Vittorio, ale z pewnością zatrzyma to fazy związane z typowym eliksirem miłosnym. - Proszę to wypić. Nie jestem pewna, czy od razu zatrzyma to wszystkie efekty działania eliksiru, ale w razie czego mam jeszcze inne środki - wyjaśniła. Cóż, ona nie odpowiadała za mieszankę, którą zaserwowała mu siostra, a skoro nie była pewna wszystkich składników, które młoda Zabini tam wrzuciła, to nie mogła też przewidzieć czy wszystko ustanie za jednym razem.



Aż dziwne, że jej męskie ofiary, tzn. faceci, których poi swoimi wyrobami, żyją i ochoczo się za nią uganiają! Tylko biedny starszy brat cierpi...
- Zabini. Vittorio Zabini - przedstawił się pośpiesznie. No tak, gdzie były jego maniery, powinien zrobić to na początku. Uzdrowicielka, Alvena - przypomniał sobie jej imię, przyglądała mu się badawczo, jakby skądś go kojarzyła. Byli w zbliżonym wieku, więc możliwe, że chodzili razem do szkoły, ale Vitt spędzał większość czasu będąc nietowarzyskim w lochach, więc nie kojarzył zbyt wielu ludzi, nawet z własnego roku. Zaczął nawet żałować, że unikał towarzystwa, bowiem taką ładną dziewczynę z chęcią by poznał bliżej, zwłaszcza kiedy miał ku temu okazję. Sama jednak myśl o próbie flirtu przeraziła go, więc szybko zbeształ się w myślach.
- Czy to na pewno wystarczy? Czy wie pani co robi? - spytał trochę zbyt ostro, chcąc pokryć swoje zmieszanie. No tak, a ludzie się potem dziwią, że Vittorio nie ma zbyt wielu przyjaciół...



Biedny Vitt stał się ofiarą wynalazku siostry. Trochę przykre, ale będzie miał nauczkę na przyszłość by nie pić niczego niezidentyfikowanego. Chociaż, to całkiem dobra wymówka by trafić do tego gabinetu.
- Dobrze, panie Zabini - trochę dziwnym było do niego mówić per "pan", skoro byli z tego samego roku, ba, chodzili nawet razem do szkoły, ale cóż, relacja uzdrowicielka-pacjent musiała być przecież jasno nakreślona, Alv nie robiłaby w tym przypadku raczej żadnych ustępstw.
- Jak już powiedziałam - tutaj dała wyraźny akcent na słowo "już" - nie jestem pewna czy zatrzyma wszystkie efekty, ale z pewnością większość. Pańska siostra użyła dziwnej mieszanki, nie miałam z nią jeszcze do czynienia, więc nie jestem pewna czy od razu ustanie. W razie czego mam jeszcze drugą fiolkę, która powinna załatwić sprawę - wyjaśniła, nieco urażona tym, że najwyraźniej chciał zarzucić jej niekompetencję. Zwłaszcza, że w tym gabinecie spotkali się po raz pierwszy i tak na dobrą sprawę nie wiedział nic więcej ani o niej, ani o jej umiejętnościach.
- Zapewniam pana, że potrafię wykonywać swoją pracę - uściśliła, mając nadzieję, że to jakoś uspokoi jego dziwne podejrzenia. Jeśli chodzi o jej umiejętności była bardzo wojownicza, nie lubiła, gdy ktoś osądzał ją po wieku, że przez to, że jest młoda, to na pewno mniej potrafi, nie jest tak doświadczona...


Cóż, skoro już o tym mowa, to Vittorio pewnie wykorzysta to w przyszłości. Nawet jeśli sam jeszcze nic o tym nie wie.
Vittorio postanowił się przymknąć, żeby zapobiec kolejnym gafom. W końcu gdyby zraził do siebie także Alvenę, pewnie w przyszłości nie miałby się u kogo leczyć. Uważnie wysłuchał jej zaleceń. Zdawała się wiedzieć, co robi, chociaż Vittorio nadal był podejrzliwy. Tak naprawdę chyba po prostu szukał dziury w całym, żeby skupić swoje myśli na czymś innym niż podziwianie jej urody. Nadal był przecież pod wpływem tego eliksiru, kto wie, jakie głupoty by mu się wymsknęły...
- Tak, tak, nie wątpię w to - powiedział szybko i zdał sobie sprawę, że brzmi niezbyt przekonująco. - Naprawdę - zapewnił ją po chwili, próbując się szczerze uśmiechnąć, ale nerwy zrobiły swoje i wyszło mu raczej skrzywienie niż uśmiech.



Cóż, tutaj masz rację. Lepiej nie podpadać najlepszej specjalistce do spraw zatruć eliksiralnych, zwłaszcza, skoro ma siostrę, która lubi eksperymentować. I często zostawia te swoje eksperymenty w dziwnych miejscach, a bynajmniej tak to wywnioskowała Alv po tym, że spożył eliksir sądząc, że to sok dyniowy.
- Cieszy mnie to - odparła krótko, wręczając mu obie fiolki. Dla pewności najlepiej, żeby wypił po prostu obie, a wtedy na pewno mu przejdzie.
- Proszę to wypić - poleciła, czekając aż wykona jej polecenie i okaże się, czy mu przeszło, czy też nie. Wiadomo, te antidota działają w dosyć szybkim tempie, więc i w tym przypadku nie powinno być inaczej.


Co racja, to racja, lepiej mieć w zanadrzu zaufanego specjalistę, który nie ma cię dosyć. Inaczej kolejna przygoda z nieznanym eliksirem mogłaby być opłakana w skutkach.
- A mnie cieszy, że panią to cieszy - wypalił bez zastanowienia. - Tak, lepiej już zamilknę - zreflektował się po chwili i żeby ukryć zmieszanie, sięgnął po obie fiolki, po czym wlał sobie ich zawartość do ust. Odczekał chwilę. Dziwne zamroczenie, wywołane eliksirem, szybko zniknęło, uznał więc, że zadziałało.
- Tak, chyba pomogło. Chyba na pewno - stwierdził Vittorio, którego mocną stroną nie była gramatyka, zwłaszcza w chwilach zdenerwowania. - Dziękuję - zwrócił się do Alveny, uśmiechając się nieśmiało. Nie ma co, ze swoimi niekontrolowanymi odzywkami pewnie był kłopotliwym pacjentem.
- Przypuszczam, iż to koniec wizyty - oznajmił nieco za bardzo formalnie, podnosząc się z kozetki. W normalnych okolicznościach pewnie spróbowałby pocałować piękną kobietę w rękę na pożegnanie, ale tutaj jednak musiał trzymać się relacji uzdrowicielka-pacjent.
- Do widzenia - powiedział więc tylko, po czym opuścił gabinet, w myślach kontemplując swój brak obycia z ludźmi i klnąc swoją głupotę.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Alvena&Vittorio #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: