IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Gawain&Evangeline #3

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Gawain&Evangeline #3 Empty
PisanieTemat: Gawain&Evangeline #3   Gawain&Evangeline #3 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:04 pm

/ z czarnej dziury

Evie miała nie najlepszy dzień. Nie dość, że Gaw od paru dni próbował jej unikać, co mu się udawało w mniejszym lub większym stopniu, ale Ev wcale nie było z tym dobrze, bo kompletnie nie wiedziała o co może mu chodzić, to jeszcze tego dnia było jakieś totalne combo wypadków. Podczas jednej z akcji, grupę ratunkową zaskoczyło paru Śmierciożerców. Nawet dobrze sobie radzili, ale jeden zaszedł ich od tyłu i Carmichael oberwała dosyć paskudną klątwą, ale z pomocą kolegi z pracy szybko się tego pozbyli i cała grupa mogła wrócić do Ministerstwa Magii, żeby napisać raporty i zdać relację u szefów.
Cała i zdrowa wyszła akurat z kominka na jednym z pięter Ministerstwa Magii, razem ze znajomkami z ekipy ratunkowej, gdy nagle podleciał do nich Gawain. Cóż, można się było tego spodziewać?


Gawain póki co trwał przy swoim planie unikania Evangeline. Zgodnie z radą Minerwy, postanowił po prostu poczekać na rozwój wypadków i poobserwować jej zachowanie, ale póki co musiał się do tego zadania przygotować. Bał się, że okazałoby się, że mimo wszystko Evie nie żywi do niego żadnych głębszych uczuć, a wtedy niewiadomo, czy poradziłby sobie z takim rozczarowaniem. Co prawda mógł rozwalić paru śmierciożerców dziennie bez mrugnięcia okiem, jeśli zaszła taka potrzeba, ale to nie znaczyło, że nie miał uczuć i nic go nie ruszało.
Tego dnia akurat nie miał żadnej misji w terenie, a jedynie trochę papierkowej roboty, więc siedział w biurze w ministerstwie. Jak wiadomo, w takich miejscach wieści szybko się roznoszą, więc wkrótce Gawain usłyszał, że w czasie dzisiejszej akcji Evie dostała dosyć paskudną klątwą. Nie słyszał nic więcej o jej stanie, więc z niepokoju nie mógl usiedzieć w miejscu. W końcu udał się na dół do kominków, by tam poczekać na jej przybycie i przekonać się na własne oczy, co z nią. Chodził nerwowo, czekając na pojawienie się Evie, a kiedy to wreszcie nastąpiło, biegiem ruszył w jej kierunku.
- Tutaj jesteś! - zawołał głosem pełnym ulgi, gdy zobaczył, że na pierwszy rzut oka nic jej nie dolega. Dla pewności jednak złapał ją za ramiona i zaczął ją oglądać ze wszystkich stron. - Nic Ci nie jest?


A pomyśleć, że wszystko byłoby o tyle łatwiejsze, gdyby ta dwójka po prostu usiadła i wyrzuciła z siebie od dawna skrywane uczucia. Ale nie, po co, skoro można ostentacyjnie odstraszać konkurencje, wmawiać sobie, że to drugie nie odwzajemnia uczuć, próbować znaleźć jakieś rozproszenie. Oni byli w tym prawdziwymi mistrzami, podczas gdy najłatwiejsze rozwiązanie mieli tuż przed nosami.
Evie mogła się spodziewać tego, że do Gawaina szybko dotrą takie informacje. Zresztą, w Ministerstwie Magii niby pracowało całe mnóstwo czarodziejów, ale wieści i tak roznosiły się wszędzie z prędkością światła. Carmichael nie spodziewała się jednak, że przyleci do niej gdy tylko wyjdzie z kominka. W końcu wydawało jej się, ba, była świadoma tego, że ostatnio jej unikał. Co w jego przypadku było dziwne, go zwykle, nawet mimo natłoku pracy, spotykali się codziennie, lub chociaż co te dwa dni. Ledwo przyleciał, a już zaczął dokładnie ją doglądać, jakby chcąc sprawdzić na własne oczy, czy faktycznie nic jej nie jest.
- Hej, spokojnie - rzuciła, bo widziała jaki był tym wszystkim poddenerwowany. - Tim mi pomógł, nic mi nie jest - zapewniła, bo tak faktycznie było. Czuła się bardzo dobrze. Całe szczęście kolega znał odpowiednie zaklęcie, które jej pomogło. No, ale oczywiście, skoro cała scenka odbyła się przy jej znajomych z pracy, już zaczęły się komentarze i podśmiewywanie. To było do przewidzenia...


No cóż, niektórym ludziom po prostu obca jest logika i rządzą nimi emocje i tak też było w przypadku tej dwójki. Oboje bali się odrzucenia tak bardzo, że w efekcie niejako odrzucali się nawzajem. Ciekawe, jak długo jeszcze tak mogą.
Tymczasem Gawain kontynuował oględziny Evie z taką zaciętością, jakby nie istniało nic ważniejszego na świecie. Kiedy wreszcie przekonał się, że faktycznie raczej nic jej nie dolega, trochę się uspokoił, nadal jednak nie wypuścił jej z ramion.
- Na pewno? - dopytał jeszcze, żeby się upewnić. Nie mógł znieść myśli, że coś mogłoby się jej stać.
Do jego uszu doleciały złośliwe komentarze jej znajomych, poczuł się więc w obowiązku, żeby posłać im złowrogie spojrzenie, dzięki czemu trochę umilkli. Wiedział, że cieszył się w ministerstwie reputacją dosyć bezlitosnego aurora, co jak się okazało, miało swoje zalety.
- Powiedz mi, co właściwie się stało - poprosił, spoglądając na Evie.


- Myślisz, że gdyby faktycznie coś mi dolegało to bym tutaj tak po prostu stała? - spytała, uśmiechając się lekko. Czasami jego nadopiekuńczość działała jej na nerwy, ale w gruncie rzeczy wiedziała, że się martwił i o nią dbał, więc nie potrafiła mieć mu tego za złe. Zwłaszcza, że w jego sytuacji pewnie też cała chodziłaby z nerwów i chciałaby jak najszybciej się z nim zobaczyć.
- Jestem tego pewna - powtórzyła jeszcze, bo Gaw nie wydawał się wcale stuprocentowo przekonany jej słowami. Ostatecznie odpuścił dalsze oględziny i dobrze, bo raczej nie uśmiechałoby jej się zrzucać ciuchów pod fontanną magicznego braterstwa, żeby Gaw sprawdził, czy czasem nie chowa jakiejś rany pod ubraniem. Teatralnie zlała komentarze współpracowników.
- Zostaliśmy wezwani na mniejszą akcję, więc nie było nas zbyt wielu. Ale jak się okazało, przypałętali się tam jacyś podrzędni Śmierciożercy i zaczęli strzelać w nas zaklęciami z ukrycia - wiadomo, jak się człowiek nie spodziewa, to nie wie, że musi się bronić. - Pomagałam akurat jednej kobiecie, gdy oberwałam czymś w plecy. Bolało jak jasna cholera, ale Tim znał przeciwzaklęcie i szybko mi przeszło - wyjaśniła. - Niestety, tamci zdążyli zwiać - widać, że to jacyś śmierciożercy niższej kategorii, bo zamiast ubijać, to bawili się w trenowanie nowych, wymyślniejszych klątw.


- Pewnie nie - zgodził się z nią, uśmiechając się lekko. Faktycznie, miała rację i pewnie nawet by jej tu nie było, tylko odesłaliby ją do Munga. Gawain jednak tak się zamartwiał, że wpływało to na jego zdolność logicznego myślenia i zdrowy rozsądek.
- Okej - powiedział tylko, odpuszczając dalsze pytania w tej materii. Swoją drogą, dobrze że nie czytał jej w myślach bo jeszcze faktycznie jego ręce wpełzłyby pod jego ubrania.
Słuchał jej relacji w milczeniu, zaciskając zęby. Był wściekły, że jakieś brudne, plugawe śmierciojady ośmieliły się tknąć jego Evie.
- Już są martwi - rzucił krótko. - Już ja o to zadbam.
Gawain miał swoje sposoby, żeby zidentyfikować tych kretynów. Nie ujdzie im to na sucho.


To nawet logiczne, biorąc pod uwagę okoliczności i to, że faktycznie mogło jej się coś stać. I stało, tyle, że szybko to odkręcili, więc nie było tak źle.
- Wiem - odparła, posyłając mu uśmiech. Wiedziała jaką miał pracę i prawdę mówiąc jakoś bardzo jej nie wzruszało, że Gaw likwidował te wszystkie szumowiny. Niestety, jeśli wybór był "my" albo "oni", trzeba myśleć logicznie. A tacy się nigdy nie nawrócą, więc trzeba ich ubijać, a nie zamykać w więzieniu, phi.
- Zaraz muszę lecieć napisać raport - westchnęła cicho. Wypadki wypadkami, ale praca pracą. Nie ma opierdalania się. - Ale może wpadniesz do mnie wieczorem? - spytała, mając nadzieję, że się zgodzi. Ostatnio było dziwnie, nigdy dotąd Gaw jej tak nie unikał. Nie było jej miło w takiej sytuacji. - Stęskniłam się - przyznała. Z tym argumentem nie mógł się kłócić, ani dyskutować, o!


Czasy były ciężkie, a skoro śmierciożercy zaczynali się coraz bardziej panoszyć, tym bardziej Gawain nie mógł im na to pozwolić. Pewnie jego determinacja, żeby zemścić się za atak na Evie sprawi, że weźmie na siebie jeszcze więcej akcji.
- Tak, rozumiem - powiedział, w końcu sam oderwał się od pracy i powinien zaraz do niej wrócić. Jakoś trzeba zarabiać pieniądze na życie.
- Może - odpowiedział najpierw, ale jej wyznanie, że za nim tęskniła, kompletnie go rozbroiło. - No dobrze, dam Ci jeszcze znać o której - dodał, po czym pocałował ją w policzek na pożegnanie i oboje wrócili do swoich zajęć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Gawain&Evangeline #3
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: