IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Gawain&Evangeline #2

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Gawain&Evangeline #2 Empty
PisanieTemat: Gawain&Evangeline #2   Gawain&Evangeline #2 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:02 pm

/ z: sypialnia Evie


Tak naprawdę Evangeline już od dawna nie umówiła się z żadnym facetem. Jak wspomniałam, od jakiegoś czasu miała sporo pracy i nie w głowie jej było randkowanie, bo jak wiadomo, kobiety zawsze mają w pracy ciężej i muszą naprawdę się starać, żeby udowodnić swoją wartość i ich praca została doceniona. Niestety często traktuje się je pobłażliwie, zwłaszcza te młode, twierdząc, że są niedoświadczone. Nie należy jednak umniejszać wartości Evie, bo może się to skończyć naprawdę nieprzyjemnie. W każdym razie, gdyby nie fakt, że kolega z pracy już od dłuższego czasu próbował się z nią umówić, pewnie wcale by do tej ich randki nie doszło. Tak czy siak, zaraz po wyjściu Gawaina, który wydawał się nie być urażony tym, że musiała go odprawić z kwitkiem, bo była już z kimś umówiona, sama Evie teleportowała się do Green Dragon, jedynego baru w pobliżu, który nie wydawał się być meliną, zbierającą okolicznych podstarzałych czarodziei, którym w życiu coś nie wyszło. Nic więc dziwnego, że to akurat jego wybrała na miejsce spotkania. Po wejściu do lokalu (bo teleportowała się przed wejście, gdyż właściciele nie przepadali za nagłym pojawianiem się pośrodku baru z uwagi na ludzi, chodzących z piwami i ogólny chaos, który mogłoby spowodować jednoczesne pojawianie się w różnych miejscach pomieszczenia większej ilości osób), udała się od razu do jednego ze stolików gdzieś w głębi, żeby w pobliżu nie kręcili się inni klienci lokalu. Z zamówieniem postanowiła poczekać na swojego dzisiejszego towarzysza, w końcu nie wiedziała czego on chciałby się napić. Minuty mijały, a zegar wiszący na ścianie wskazywał dziesięć minut spóźnienia. Od kiedy to mężczyźni potrzebują tyle czasu, aby wyszykować się do wyjścia? Evie westchnęła cicho, postanawiając, że posiedzi tam jeszcze parę chwil, w końcu każdemu może się zdarzyć małe spóźnienie, prawda? Nie miała jednak zamiaru oczekiwać o suchej buzi, tak więc podniosła się z krzesła i poszła zamówić sobie Ognistą Whiskey, po czym z butelką ruszyła z powrotem do stolika, tym razem jednak wybierając inny, bardziej odosobniony, żeby nikt nie oglądał jej dzisiejszej porażki. W zasadzie, nie obchodził jej facet, z którym się umówiła tylko dwie inne rzeczy: pierwsza, że ją wystawił i siedzi teraz tutaj sama, jak ostatnia kretynka, a druga, że przez to ich całe spotkanie odprawiła Gawa do domu, a mogła spędzić ten czas z nim, czyli kimś, kto naprawdę tego chciał. Zdając sobie sprawę, że mężczyzna już raczej nie przyjdzie, otworzyła sobie butelkę z ognistą i upiła z niej większego łyka. Skoro już i tak tutaj siedziała, to nie będzie sobie żałować.


Gawain doskonale wiedział, do którego lokalu uda się Evie, bowiem Green Dragon był chyba jedynym przyzwoitym lokalem w okolicy. Gdy tylko opuścił jej mieszkanie, teleportował się przed ów bar i postanowił poczekać. Wiedział, że Evie miała w zwyczaju pojawiać się na miejscu wcześniej niż jej ‘randki’, dlatego wystarczyło poczekać, aż wejdzie do środka, a wtedy Gawain w spokoju będzie mógł zająć się neutralizacją delikwenta. Przez chwilę zastanawiał się, w jaki sposób zgadnie, który to, ale wystarczyło namierzyć kogoś dobrze wyglądającego, bo Evangeline miała w końcu dobry gust. Robards postanowił, że po prostu podejdzie i zapyta, czy ów jegomość zmierza na spotkanie z jego przyjaciółką, po czym, w zależności od odpowiedzi, albo potraktuje go samym szybkim obliviate, albo dodatkowo także zaklęciem powodującym biegunkę. Tak, to powinno załatwić sprawę i zmusić jego rywala do rezygnacji z randki.
Gawain cierpliwie czekał, chowając się za rogiem sąsiedniej kamienicy i obserwując wejście Green Dragona. Wkrótce przed budynkiem aportowała się Evie i szybko weszła do środka. Zatem teraz pozostawało oczekiwanie na jej potencjalnego adoratora. Robards nie musiał czekać długo. Jakieś pięć minut później bowiem aportował się młody czarodziej. Był całkiem przystojny, o ile Gaw mógł to obiektywnie ocenić, i wyglądał na sympatycznego. Gawain może i by go polubił, gdyby tamten nie miał nic wspólnego z Evangeline. No nic, nadszedł czas na działanie. Robards szybko ruszył w kierunku swojej ‘ofiary’, starając się przy tym nie wyglądać zbyt podejrzanie.
- Przepraszam – zaczął niewinnie, zwracając na siebie uwagę drugiego czarodzieja. – Czy ty przypadkiem nie jesteś umówiony z Evangeline Carmichael?
- Tak, a o co chodzi? – odparł tamten, marszcząc brwi z konsternacją.
- O nic, zupełnie o nic – odparł Gawain, ciesząc się, że dobrze odgadł. Pospiesznie wycelował w niego różdżkę, modyfikując mu pamięć, by ten zapomniał o spotkaniu z Evie. Po chwili, w swoistej promocji, dorzucił do tego zaklęcie, które miało sprawić, że cztery litery rywala zawrą bliską znajomość z toaletą na co najmniej parę godzin. Może nie było to najpiękniejsze zaklęcie i na śmierciożercach nie zrobiłoby najmniejszego wrazenia, ale w takich sytuacjach sprawdzało się idealnie.
Gdy drugi czarodziej deportował się, niezmiernie z siebie zadowolony Gawain ruszył do baru. Będąc już w środku, rozejrzał się, szukając wzrokiem Evie. Dostrzegł ją przy jednym ze stolików na uboczu. Zauważył, że musiała się już zorientować, że została wystawiona, bo piła Ognistą w samotności. Gawain poczuł wyrzuty sumienia, że sprawił jej przykrość, odprawiając tamtego faceta, bo przez to Evie mogła się poczuć odrzucona. Teraz jednak Gaw był tutaj, żeby dotrzymać jej towarzystwa i tylko to się liczyło, prawda? Ruszył więc w stronę jej stolika.
- Cześć – rzucił, dosiadając się. – Cóż za niespodzianka, nigdy bym nie pomyślał, że cię jeszcze dzisiaj spotkam.


Gdyby Evangeline była świadoma tego, że Gawain nadal zabawia się w odstraszanie jej randek, z pewnością wymyśliłaby jakieś zgrabne kłamstewko, zamiast otwarcie przyznawać się, że się umówiła. Takim sposobem uniknęłaby niemiłego rozczarowania tym, iż jej rzekoma randka "dziwnym trafem" ie zjawiła się na miejscu. Jako, że jednak sądziła, że było to z jego strony tylko okresowe zachowanie, kiedy jeszcze chodzili do szkoły i zabawiał się w "starszego braciszka", nieświadomie sama spisała swój wieczór na straty.
Przez pewien czas Evangeline łudziła się jeszcze, że Joshua przyjdzie, ale to ona pomyliła godziny, albo wypadło mu coś ważnego... Wkrótce jednak doszła do wniosku, że najzwyczajniej w świecie ją wystawił. Jak tak można?! Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miała pojęcia co takiego zrobiła źle, że uznał iż nie warto się nawet stawić na miejscu spotkania. I po co umawiał się z nią, skoro najwyraźniej nie był nią na tyle zainteresowany? Niektórzy faceci to naprawdę skończone dupki i jak tak dalej pójdzie, to Evie chyba zupełnie straci wiarę w populację samców i dobrowolnie zdecyduje się zestarzeć w towarzystwie swoich dwudziestu kotów. Które najpierw oczywiście musiałaby zakupić, bo w domu nie posiada ani jednego.
Zawiedziona, a zarazem nieświadoma tego, że ktoś zadecydował za nią o tym, jak powinien wyglądać jej dzisiejszy wieczór Evie zaczęła powoli opróżniać swoją butelkę Ognistej Whiskey. Czy miała zamiar się upić? Chyba jeszcze o tym nie zdecydowała. Tak samo, jak nie wiedziała, czy nadal siedzieć samotnie w pubie, ukazując tym samym, że została wystawiona do wiatru, czy też po wypiciu tej jednej butelki z alkoholem udać się zwyczajnie do domu i oszczędzić niejako własną godność? Nie dane jej było jednak zadecydować, bo w chwilę później, jakby znikąd, przy jej stoliku pojawił się, a zaraz po tym dosiadł, nie kto inny jak Gawain Robards. W dodatku zgrywający niewiniątko. Evangeline doskonale znała ten ton głosu, więc w jej głowie automatycznie zapaliła się ostrzegawcza lampka. Teraz cała sytuacja z tym "wystawieniem jej" wydała się dla panny Carmichael zupełnie jasna. Oj, Robards, Ty się kiedyś naprawdę doigrasz...
- CO ZROBIŁEŚ? - spytała wolno i wyraźnie, żeby dobrze zrozumiał, mrużąc przy tym oczy ze złości. Evie nie rozumiała dlaczego Gaw "odgrzał" stare szkolne sztuczki i znów wywinął jej taki numer. Czy on naprawdę chciał, by Evie skończyła jako stara panna? Wiele kobiet w jej wieku miało już mężów, albo chociaż narzeczonych, a Evie nie miała nawet chłopaka! I cóż, niejako było to właśnie jego sprawką.
- Sądziłam, że wyrosłeś już z takiego zachowania, ale jak widać się myliłam - pokręciła głową z wyraźnym niezadowoleniem. - Mówił Ci już ktoś, że Twoje zachowanie jest nienormalne i co najmniej niedorzeczne? - spytała, z każdą kolejną chwilą denerwując się możliwie coraz bardziej. Nie, nie obchodziło ją zupełnie to, że facet nie stawił się na umówionej randce, bo szczerze mówiąc zwyczajnie jej nie obchodził. Bardziej irytowała ją postawa Gawaina, który zdawał się myśleć, że może kontrolować całym jej życiem.
- Nie wiem dlaczego uważasz, że masz prawo kontrolować to z kim się spotykam. Ach, no tak, a raczej próbuję się spotkać, bo od dawna każdego skutecznie odstraszasz... - rzuciła, upijając łyczka swojej Ognistej, bo od tego gadania zaschło jej w gardle. Poza tym, nie było to dla niej łatwe.
- Chyba, że po prostu lubisz obserwować jak robię z siebie idiotkę, czekając na kogoś, kto i tak nie przyjdzie - dodała, niejako z żalem, bo przykro jej było, że Gaw ją tak traktuje i cóż, po prostu odbierała jego zachowanie w zły sposób. Tylko, czy trudno jej się dziwić, skoro nie miała pojęcia jakie pobudki kierują zachowaniem Robardsa?


Gawain przez chwilę miał ochotę zgrywać głupiego, jak prawie przez cały dzisiejszy dzień, ale narastająca złość u Evie skutecznie go od tego odstraszyła. Wolał się nie narażać na to, że dostanie butelką w łeb, w końcu jutro musiał znowu być w formie w pracy.
Milczał, kiedy udzielała mu reprymendy, bo i też nie wiedział, co jej odpowiedzieć. To prawda, że nie zachowywał się normalnie, ale co miał jej powiedzieć? Nigdy nie zauważył, by Evangeline patrzyła na niego inaczej niż na przyjaciela, więc nie widział sensu w tym, żeby zaryzykować i powiedzieć jej prawdę. Mógł ją do siebie tylko zrazić i sprawić, że nie chciałaby mieć z nim nic wspólnego.
- Wcale tego nie lubię – powiedział wreszcie, nie mogąc znieść tego, że mogła o nim myśleć w ten sposób, chociaż faktycznie dał jej do tego podstawy. – Przecież wiesz, jak mi na tobie zależy – wyznał w końcu, zbierając się na odwagę i sięgając nad stolikiem po jej dłoń. Cóż, przyznał się do swoich uczuć w nieco zawoalowany sposób, więc miał nadzieję, że jego prawdziwe intencje nadal pozostaną Evie nieznane.


Evie czuła się dziwnie. Potrafiła zrozumieć jego zachowanie kiedy jeszcze była młoda i chciał od niej odsunąć nieodpowiednich kandydatów. Ale litości, miała 23 lata, a jeżeli Gawain nie zaprzestanie swoich praktyk odstraszających od niej każdego, kto wykaże choć cień zainteresowania, to panna Carmichael zostanie sama z 72 kotami. Które po śmierci zjedzą jej zwłoki. Niezbyt to miła wizja, nie da się ukryć.
- Wiem - ścisnęła lekko jego dłoń. Nie potrafiła się na niego zbyt długo gniewać, nawet jeżeli wykręcał jej tak niefajne numery. Był dla niej zdecydowanie zbyt ważny, by tracić to przez osoby, które i tak najpewniej nie są tego warte. - Tym bardziej nie możesz tak robić. Jeśli wiesz coś, czego ja nie wiem to następnym razem po prostu mi powiedz. Oszczędzisz mi czasu i rozczarowania - powiedziała. Nie widziała innego powodu, dla którego Gaw miałby pozbywać się tych wszystkich facetów, jak nie to, że mieli coś na sumieniu, lub było z nimi coś nie tak. Na chwilę zapadła między nimi cisza, jednak wbrew pozorom nie było w niej nic niezręcznego. Gaw i Evie czasami rozumieli się bez słów, więc gdy po chwili Evangeline posłała mu lekki uśmiech, można było uznać, że jest już lepiej. Puściła w końcu jego dłoń, łapiąc za butelkę z alkoholem.
- Rozumiem, że się ze mną napijesz? - spytała i kiwnęła na jakiegoś kelnera, żeby doniósł im jeszcze jedną szklaneczkę.


Pewnie to nie będzie dla niej wielkim pocieszeniem, ale Gawain zachowywałby się tak, nawet gdyby Evie miała 30 lat, więc wiek chyba nie miał tu znaczenia. Jedyne, co miało znaczenie, to ułomne uczucia Gawa, których w żaden sposób nie umiał wyrazić inaczej, niż na swój pokrętny sposób.
- Dobrze – zgodził się. Czy to naprawdę było takie proste? Wystarczyło po prostu jej powiedzieć, żeby się z kimś nie umawiała? Chyba jednak musiałby znaleźć także inne argumenty przeciwko potencjalnym obiektom zainteresowania Evangeline, ale w końcu na każdego da się znaleźć jakiegoś haka, to nie powinno być trudne.
- Ależ oczywiście – odpowiedział. W końcu przyjaciołom się nie odmawia, czyż nie? Nawet, jeśli uważał Evie za kogoś więcej to cóż, sens pozostawał ten sam.


Evangeline cieszyła się, że już mniej więcej mieli ustalone co i jak w związku z jej randkowaniem. Oczywiście nie miała pewności, że to wszystko wypali, ale kto nie próbuje ten nie zyskuje, prawda?
- Doskonale - odparła, uśmiechając się. Kiedy jednak kelner przyleciał do nich z pustą szklanką dla Gawa, Evie przekrzywiła lekko głowę, bo wpadła w tym momencie na inny pomysł.
- Albo wiesz co? - spytała, chcąc zwrócić jego uwagę. - Może lepiej chodźmy do mnie? Marzę o zdjęciu tych butów, póki mam jeszcze stopy - rzuciła z lekkim rozbawieniem, aczkolwiek stopy faktycznie bolały ją od tych obcasów i naprawdę chciałaby rzucić je gdzieś w kąt i posiedzieć sobie w o wiele wygodniejszym miejscu. Całe szczęście alkoholu w domu też jej nie brakowało, bo ostatnio zrobiła zapasy, więc spokojnie mogą się tam zamelinować. Kiedy Gawain przystał na jej propozycję, wyszli z baru, po czym teleportowali się sprzed niego prosto do jej domu.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Gawain&Evangeline #2 Empty
PisanieTemat: Re: Gawain&Evangeline #2   Gawain&Evangeline #2 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:02 pm

Teleportowali się z baru do domu Evangeline. Gawain rozejrzał się dookoła, znaleźli się od razu w sypialni. Nie, żeby mu to przeszkadzało, chociaż pewnie wolałby nieco inne okoliczności swojego pobytu tutaj.
Usiadł na łóżku, a Evie poszła w jego ślady. Mając w pamięci jej uwagę o butach, pochylił się i szybko uwolnił jej stopy z butowego więzienia, po czym przemieścił jej nogi tak, że siedziała ze stopami na jego kolanach, żeby było jej wygodnie. Miał nadzieję, że takie zachowanie nie sprawiało, że wyglądał na fetyszystę stóp.
- To co teraz? - spytał, spoglądając na dziewczynę. - Co pijemy?


Kiedy znaleźli się już w jej sypialni, którą naturalnie uznała za najbardziej wygodną do picia, od razu usiadła na łóżku. Dopiero wtedy zorientowała się, że musi jeszcze pozbyć się butów. Nim zdążyła się pochylić, Gaw już jej pomógł.
- Uratowałeś moje stopy! Na pewno będą Ci bardzo wdzięczne - odparła z lekkim rozbawieniem. Evie była zbyt zajęta myśleniem o tym, że wciśnięte w obcasy ją bolały, by przejmować się Gawainowym fetyszem. O ile takowy w ogóle posiadał.
- Och, od koloru do wyboru, niedawno napełniłam barek. Ale bądź tak kochany i coś z niego przynieś, bo ja chyba nie dam rady po nie skoczyć - westchnęła i położyła się na łóżku. O, teraz było jej naprawdę wygodnie. Postanowiła poleżeć tak przez chwilę, dopóki Robards nie wróci z alkoholem. Kiedy wrócił, podniosła się do pozycji siedzącej i przesunęła do tyłu tak, że plecami dotykała teraz zagłówka łóżka i poklepała miejsce obok siebie, dając do zrozumienia, że może tam usiąść. Te czarodziejskie alkohole zwykle były w butelkach, więc pewnie przyniósł dwie.
- Nasze zdrowie! - zarządziła, stuknęła swoją butelką o jego, po czym upiła z niej większego łyka.


- Twoje stopy muszą być w idealnym stanie, w końcu nie mogłabyś chodzić bez nich do pracy – stwierdził radośnie. Co prawda dzisiaj jeszcze nie pił, a już przychodziły mu do głowy zacne pomysły. – Ani nigdzie indziej – dodał po namyśle. Poza tym, Evangeline pewnie dziwnie wyglądałaby bez stóp, ale tą obserwacją postanowił się z nią nie dzielić, w końcu musiał pełnić rolę bardziej trzeźwego z ich dwojga.
- Na twój barek zawsze można liczyć – powiedział z uznaniem, po czym ruszył w stronę wyżej wymienionego obiektu. Przez chwilę przeglądał stojące tam butelki, po czym sięgnął po dwie z nich tego samego rodzaju, mając nadzieję, że są wystarczająco mocne, i wrócił do łóżka do Evie. Usiadł koło niej, tak jak mu wskazała.
- Nasze zdrowie – odparł posłusznie i łyknął ze swojej butelki. Było mu dziwnie gorąco i Gawain sam nie wiedział czy to wina alkoholu, czy jego towarzyszki.


- Dziwnie byłoby nie mieć stóp - stwierdziła, marszcząc lekko brwi. Fakt, z całą pewnością dziwnie by wyglądała. Wtedy mogłaby jedynie latać na miotle, chociaż z lądowaniem mógłby być problem.
- Oczywiście! - przytknęła. Evson wie co dobre, więc często napełnia barek. No, może nie za często, bo nie była żadną alkoholiczką i nie podpijała sobie w domu do lustra! Wiadomo o co chodzi.
A więc wypili swoje zdrowie, a potem też inne, równie zacne toasty aż w końcu zaczęło im już nieźle szumieć w głowie.
- Pamiętasz jak podpaliłam tiarę przydziału? - spytała, zaczynając się śmiać. Z niewiadomych przyczyn, z perspektywy czasu cała ta sytuacja wydawała jej się komiczna. A może po prostu przemawiał przez nią alkohol? - Głupia czapka... Nie rozumiała, że chciałam być tam, gdzie Ty - powiedziała, nieco poważniej, ale wciąż, trochę nie ogarniała co dokładnie mówi, bo wyraźnie przemawiał przez nią alkohol. - Zawsze trzymaliśmy sztamę, ale co stary łach mógł o tym wiedzieć - dodała z cichym westchnięciem. Evie, ty już może nie pij...


- Pewnie tak – przyznał, wciąż krążąc myślami wokół tematu stóp. Może czas najwyższy skontaktować się z Freudem? Chociaż byłoby trudno, biorąc pod uwagę, że dawno już opuścił ten świat i teraz pewnie straszy w jakiejś toalecie na modłę Jęczącej Marty. Swoją drogą, ciekawe co powiedziałby o jej jękach…
Minęło trochę czasu i ubyło sporo alkoholu w butelkach, a Gawowi było coraz bardziej gorąco. Na dodatek bliskość Evangeline powodowała, że zrobiło mu się dziwnie ciasno w spodniach… Nie, to chyba nie mogło być tego przyczyną, pewnie po prostu urósł mu mięsień piwny, nie ma co się doszukiwać ukrytych znaczeń.
- Pamiętam – odpowiedział, dołączając do wspomnień. – Pięknie się kopciła – powiedział z uznaniem, przywołując oczyma wyobraźni ten obraz. Stary kapelusz dostał za swoje, może wreszcie odechciało mu się rozdzielać przyjaciół podczas przydziału.
- Czapka na niczym się nie zna, w końcu nigdy nie miała chłopa, to znaczy przyjaciela – wyrwało się Gawainowi, ale poprawił się szybko, bowiem wszelkie sugestie na temat relacji damsko-męskich niebezpiecznie wkraczały w zakazaną strefę tematów Robardsa. W końcu wystarczy chwila nieuwagi, a jego tłumione uczucia do Evie mogą wyrwać się na wolność i co by się wtedy stało?


- Otóż to! A ty ją bezczelnie ugasiłeś. Może jakby trochę płonęła, to by się czegoś nauczyła - odparła z przekonaniem. Evie nigdy nie żałowała tej starej czapki. Ba, twierdziła, że tamten mini pożar był czymś, na co łach zasłużył, ot co! Zwłaszcza, że nie chciała iść na ugodę i przydzielić jej do Gryffa po dobroci. Więc musiała zapłacić za to pewną cenę.
- Czapka to... czapka - dokończyła, jednak nie wyszło jej z tego zbyt inteligentne zdanie. Ale cóż zrobić, widać alkohol wyżarł jej trochę mózgu. Przykre.
- Ale jak widać nawet jakieś tam różne domy nas nie rozdzieliły - powiedziała, spoglądając na Gawaina z uśmiechem i przysunęła się jeszcze bliżej niego. Tak, jakby dotychczasowa bliskość nie była wystarczająca. - Jesteś tak kochany, że mogłabym Cię w tej chwili pocałować - i w tym momencie, kiedy Gawain dosyć energicznie obrócił twarz w jej stronę, Evie poszła za impulsem i tak jak to przed chwilą zasugerowała - pocałowała go.


- Obawiam się, że gdyby przyłapała cię na tym jakiś nauczyciel, nie obeszłoby się bez natychmiastowej kary. Kto wie, pewnie rzuciłby na ciebie jakąś klątwę, która nieodwracalnie odkształciłaby jakąś część twojego ciała. Na przykład pośladek – Gawain zaczął paplać radośnie, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, do czego alkohol go doprowadza. – A szkoda by było, bo to bardzo ładny pośladek – dodał jeszcze, po czym wreszcie załapał, co też właśnie powiedział, więc zaczerwienił się niczym średniowieczna dziewica i umilkł.
- Zaiste, czapka to czapka – powtórzył Gawain z zachwytem, pełny nabożnego zdumienia, w jaki wprawiło go to proste, acz filozoficzne stwierdzenie. Prawdą jest jednak, że wpływ na takie postrzeganie rzeczywistości miało zamroczenie alkoholowe, jakie go właśnie ogarnęło.
- Co los złączył, człowiek niech nie rozdziela – dorzucił swoje trzy grosze do filozoficznej dysputy, co jednak podejrzanie zabrzmiało jak przysięga ślubna, jednak kto by się tym przejmował, mając w krwioobiegu tyle alkoholu, co Gawain w tej chwili.
Słysząc nagłe wyznanie Evie, już chciał powiedzieć ‘Więc zrób to’, bo było mu już wszystko jedno. Okazało się jednak, że żadne słowa nie były potrzebne, bowiem oświadczenie Evangeline szybko przeszło w czyny. Gawain poczuł się zaskoczony, gdy go pocałowała i znieruchomiał na chwilę, szybko jednak i ochoczo zabrał się do oddawania jej pocałunków.


- Oj tam oj tam - machnęła ręką bez przekonania. Czy od razu by się nad nią aż tak pastwili tylko dlatego, że sfajczyła tiarę przydziału? W końcu to byli czarodzieje, mogli sobie zaczarować nowy kapelusz i raczej nie zrobiłoby to wielkiej różnicy.
- Dzieeena! - rzuciła wesoło. Zupełnie nie wydało jej się dziwne to, że komplementował jej pośladki. Bo niby czemu miałoby? Po pijaku wszystko wydawało jej się takie małostkowe.
- Otóż to! - poparła jedynie ochoczo. Jak sobie człowiek wypije, to od razu mu jakoś... lepiej. I to miało miejsce akurat w tym przypadku.
Całowali się przez dłuższą chwilę, w końcu jednak Evie postanowiła przerwać ich zabawę. - Łaaał - wymruczała cicho z szerokim uśmiechem na ustach, po czym oparła głowę o jego ramię, spoglądając na niego, w górę. - Idziemy spać? - spytała, uznając za bezsensowne by pytać go, czy ma zamiar z nią zostać. Najwyraźniej nie miał innego wyboru, o!


Cała uwaga Gawaina była skupiona na Evangeline i pocałunkach, które właśnie wymieniali. Wreszcie doczekał się tego, na co miał ochotę już od dłuższego czasu, ale na co sam nigdy by się nie odważył. Teraz jednak Evie przejęła inicjatywę i Gawain był z tego bardzo zadowolony. Postanowił nie zastanawiać się nad niczym, tylko cieszyć się chwilą. Całowali się tak dłuższą chwilę, aż w końcu Evie oderwała się od niego i jak gdyby nigdy nic zaczęła przymierzać się do spania. Gawain przyjął to z dozą rozczarowania, ale w końcu wszystko co dobre, szybko się kończy.
- Okej – potwierdził tylko, uśmiechając się do niej.
Oboje ułożyli się wygodnie i wkrótce zasnęli.


Gdy tylko Evie zaczęła się budzić, poczuła przeszywający ból głowy. Skrzywiła się, podnosząc do pozycji siedzącej, po czym sięgnęła do szafki nocnej, by z szuflady wyjąć fiolkę z eliksirem na kaca. Coś takiego zawsze trzymała gdzieś w zapasie, na takie właśnie okazje. Szybko zaczęła opróżniać jej zawartość, gdy dostrzegła, że obok niej leży, budzący się właśnie Gawain. Co dziwne, nie przypominała sobie, by razem zasypiali. Jednak, gdyby tak porządnie się zastanowić, ostatnim co pamiętała było to, że przyszli do jej domu żeby pić dalej, więc trudno się dziwić jej lukom w pamięci.
- Cześć! - przywitała się, odkładając pustą już fiolkę gdzieś na bok. - Dobrze, że istnieją eliksiry na kaca, bo chyba bym tutaj wykitowała. Chcesz też? - spytała, zapewne mając w swojej magicznej szufladzie większy zapas. Tak na wszelki wypadek! - Na Merlina, nie wiem ile wypiłam, ale ostatnie co pamiętam to to, że się tutaj aportowaliśmy. Pewnie musieliśmy zasnąć - dodała. Cóż, innego logicznego wyjścia tutaj nie widziała, skoro jednak obudzili się razem. Nie, żeby jej to w jakikolwiek sposób przeszkadzało, oczywiście!


Gawain obudził się i ogarnął wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdował. To wystarczyło, żeby zorientował się, że był w sypialni Evangeline i żeby wszystkie wspomnienia wczorajszego wieczora do niego wróciły. Tak, to zdecydowanie był bardzo udany wieczór. Zastanawiał się, czy Evie również podzielała jego zdanie. Zerknął na nią i uśmiechnął się.
- Cześć – odpowiedział, zerkając na fiolkę w jej dłoni. No tak, biorąc pod uwagę ilości alkoholu spożyte przez nich poprzedniego wieczoru eliksir na kaca był nieodzowny.
- Tak, możesz mnie wspomóc – powiedział. Głowa nie bolała go jakoś szczególnie, ale czuł się dosyć zmęczony, więc liczył, że eliksir temu zaradzi.
- Nic więcej nie pamiętasz? – spytał, czując ogarniające go rozczarowanie. Zatem jego nadzieje spełzły na niczym, bo Evie najwyraźniej nie pamiętała tego, że się całowali.


Luki w pamięci nie były pożądanym efektem nadmiernego picia, ale cóż zrobić? Z drugiej jednak strony, niektórych głupot lepiej nie wspominać, więc kto wie, może Evie powinna być za nie wdzięczna? Podała Gawainowi pełną fiolkę z eliksirem, żeby nie musiał się męczyć z dolegliwościami następnego dnia.
- Niestety - westchnęła cicho. Gdyby tylko wiedziała co tak naprawdę wyrabiała... - Ale przez cały czas byłam z Tobą, prawda? - spytała, tak dla pewności, szukając w jego wzroku odpowiedzi. Cóż, gdyby latała sama gdzieś po Londynie to faktycznie mogłaby się martwić co takiego narobiła i czy czasami w porannym wydaniu Proroka nie ukażą się jej nagie zdjęcia... - Więc mam pewność, że nie narobiłam żadnych głupot - uśmiechnęła się do niego ślicznie, wstając z kanapy. Skoro już razem spali, to równie dobrze mogłaby przyrządzić im jakieś śniadanie. Przecież nie puści do głodnego do pracy! Do której pewnie po przebraniu się w domu mógł się udać. Chyba, że miał wolne, czy coś... - Masz ochotę na śniadanie? - spytała.


Gawain wziął od niej fiolkę z eliksirem i łyknął. Przynajmniej będzie miał z głowy kacowe dolegliwości, bo na inne sprawy to już eliksir nie pomoże.
- Tak, przez cały czas – potwierdził krótko. Przecież nie mógł jej powiedzieć, do czego między nimi naprawdę doszło. – Nie przejmuj się, nie zrobiłaś nic niepoprawnego – zapewnił ją, widząc, że trochę się martwi. Co jak co, ale do tego by nie dopuścił. Evie przecież zawsze mogła liczyć na to, że się nią zaopiekuje. Nie mógł jednak nic poradzić na to, że czuł się zawiedziony jej brakiem wspomnień z poprzedniego wieczoru. W końcu to ona zainicjowała pocałunek i chciałby wiedzieć, czy przemawiał przez nią alkohol, czy też sama miała na to ochotę.
- Nie, dzięki, będę się już zbierał. Innym razem – odparł na jej propozycję śniadania. Bał się, że jeśli zostanie u niej dłużej, to zacznie zachowywać się dziwnie i w końcu Evie zmusi go, żeby przyznał się do tego, co go gryzie.
- Zobaczymy się niedługo – obiecał jej. Pocałował ją w policzek i deportował się z jej mieszkania.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Gawain&Evangeline #2
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: