IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Gawain&Evangeline #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Gawain&Evangeline #1 Empty
PisanieTemat: Gawain&Evangeline #1   Gawain&Evangeline #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 11:01 pm

Po spędzeniu dosyć długiego dnia w pracy, Evangeline wróciła do swojego mieszkania. Najpierw przygotowała dla siebie późny obiad, na który niestety nie miała czasu podczas przerwy, gdyż zajęta była jechaniem na drugi koniec Londynu, by uratować chłopca, któremu najwyraźniej nie spodobało się to, że jego kolega zabrał mu ulubioną zabawkę. Brzmi idiotycznie? Tak też czuła się Carmichael, kiedy wezwano ją do takiej właśnie sprawy, jednak chłopcu najwyraźniej do śmiechu nie było, kiedy pokryty dziwną, śmierdzącą substancją wylądował parę metrów za najbliższą ulicą. W dodatku substancja za nic nie chciała opuścić jego ciała, czym wzbudził panikę u swoich rodziców, z których tylko jedno było czarodziejem. Cóż, większość wezwań dotyczy jednak bardziej poważnych spraw i to one głównie dają Evie satysfakcję z tego, czym się zajmuje, jednak - praca to praca, nie należy wybrzydzać, prawda? Gdy spostrzegła, że robi się już późno, podjadając szybko spóźniony obiad, poleciała do łazienki, w drodze zgarniając bieliznę i ręcznik. Wzięła szybki prysznic, żeby odświeżyć się po długim dniu, po czym wytarła się dokładnie i wskoczyła w czystą bieliznę, zawieszając ręcznik przez ściankę prysznica. Westchnęła cicho, stając przed lustrem i poprawiła sobie delikatny makijaż - nigdy nie lubiła wyzywających makijaży, bo nie pasowały one do jej charakteru. Zadowolona z efektu, poprawiła jeszcze włosy, po czym wyszła z łazienki, ponownie zerkając na zegar. Czas ją gonił, ale przecież facet, z którym się umówiła zrozumie, że kobietom szykowanie się do wyjścia zajmuje o wiele więcej czasu, niż mężczyznom, racja? Tak więc wzięła głęboki wdech, a potem wydech i podeszła do szafy, otwierając ją na oścież i zaczęła przerzucać kolejne wieszaki, chcąc znaleźć sukienkę odpowiednią na ten wieczór.



Gawain zdecydowanie miał zły dzień. Po prawdzie, cały tydzień był beznadziejny, ale ten dzień okazał się być wyjątkowo beznadziejny. Jeżeli istniało coś, czego Gaw nienawidził bardziej niż śmierciożerców, byli to ludzie, którzy mówili mu co ma robić i papierkowa robota, a ponieważ nieszczęścia chodzą parami, tego poranka w gabinecie Robardsa pojawił się jego szef, rzucił na jego biurko stertę papierów i zażądał napisania raportów na podstawie tych dokumentów na przysłowiowe wczoraj, po czym wyszedł, oczywiście trzaskając drzwiami. Cóż, to by było na tyle, jeśli chodzi o kulturę pracy i szacunek wobec pracownika. Najwidoczniej nawet w ministerstwie nie można było tego uniknąć.
Gawain nie był nerwowym człowiekiem, wcale a wcale, dlatego kilka razy powtórzył sobie pod nosem niczym mantrę, że jest pieprzonym kwiatem lotosu unoszącym się na spokojnej tafli jeziora albo wagonem pociągu pełnym medytujących tybetańskich mnichów, dzięki czemu mógł się opanować i odzyskać spokój. Tak naprawdę bardziej pomogła wizja rzucenia klątwy powodującej czyraki na całym ciele szefa, ale nie należy być zbyt drobiazgowymi. W każdym razie, spokojny już Gawain zabrał się za zleconą papierkową robotę, która niestety zajęła mu cały dzień. Tak to już bywało, kiedy śmierciożercy przyczajali się i nie było żadnych akcji w terenie.
Gdy wreszcie opuścił siedzibę ministerstwa, Gawain, w przeciwieństwie do większości ludzi kończących pracę, wcale nie miał zamiaru wracać do domu. Postanowił odwiedzić swoją najlepszą przyjaciółkę Evangeline. Szybko znalazł się przed drzwiami jej mieszkania, a ponieważ znali się nie od dziś, Robards znał kombinację zaklęć zamykających jej mieszkanie, zatem dostanie się do środka nie sprawiło mu większego problemu. Pospiesznie omiótł wzrokiem mieszkanie, jednak Evie nie było w korytarzu ani salonie, dlatego postanowił sprawdzić w pozostałych pokojach. Jak się okazało, przeczucie go nie myliło i drzwi do sypialni dziewczyny były uchylone. Gawain zerknął do środka i trzeba przyznać, że go zamurowało. Evangeline stała przed szafą w samej bieliźnie. Naturalnie nie usłyszała jego przybycia, w końcu lata praktyki w zawodzie aurora robią swoje. Gawain postanowił skorzystać z okazji. Evie od dawna była dla niego kimś więcej niż przyjaciółką, jednak trzymał to w sekrecie, nie chcąc psuć ich relacji. Wiedział doskonale, że była atrakcyjna, jednak do tej pory nie widział jej w bieliźnie. Musiał przyznać, że wyglądała bardzo kusząco. Nagle zrobiło mu się bardzo gorąco. Oparł się lekko o futrynę drzwi i pozwolił sobie na podziwianie widoku. Może powinien się odezwać, żeby dać jej znać, że tu jest, ale jakoś nie mógł się na to zdobyć. Jego dzień nagle stał się o wiele lepszy i chciał, żeby tak było chociaż parę chwil dłużej.


Ostatnimi czasy czarodziejskie pogotowie ratunkowe otrzymywało coraz więcej wezwań. Nie zawsze były to sprawy banalne, nieraz trzeba było pogłowić się jakich zaklęć użyć, by udało się odwrócić czar, albo w jakiś sposób podreperować stan poszkodowanego. Nie mniej jednak większa ilość wezwań wiązała się z większą ilość godzin spędzanych w pracy, głównie na jeżdżeniu po mieście, by likwidować skutki rzuconych czarów. Niestety przez to Evangeline nie miała zbyt wiele czasu dla siebie, by odpocząć czy też się zrelaksować. Przez większość czasu lawirowała między Ministerstwem, mieszkaniem, a poszczególnymi miejscami wypadków, rozłożonymi w całym Londynie, a czasem i gdzieś na jego obrzeżach, które jednak nadal obejmowało Ministerstwo Magii. To właśnie był jeden z powodów, dla którego przystała na propozycję pójścia na randkę z jednym z pracowników Ministerstwa, którego poznała całkiem przypadkiem, kiedy śpieszyła się by wyjść z budynku, a ten zatrzymał dla niej windę. Brzmi banalnie? Możliwe, ale mężczyzna wydawał się miły, a Evie od bardzo dawna nikogo nie miała, właściwie nie potrafiła sobie nawet przypomnieć kiedy ostatnio miała chłopaka na dłużej, bądź chociażby się z kimś spotykała, więc postanowiła dać mu szansę. Kto wie, może będzie warto? Umawianie się na randki przywoływało jej na myśl jeszcze czasy szkolne, kiedy chłopacy, którzy ją gdzieś zapraszali, nagle, w dziwnych okolicznościach tracili nią zainteresowanie. Evie pamiętała jak dziś swoje zdziwienie, jednak gdy w końcu złapała jednego z delikwentów i przyparła go do muru, grożąc różdżką - cała tajemnica wyszła na jaw. Okazało się bowiem, że to jej najlepszy przyjaciel Gawain odstraszał wszystkich potencjalnych kandydatów, tyle, że Evie zawsze sądziła, że powodem tego było to, że nie chciał, by złamali jej serce. W zasadzie, blondynka nadal jest o tym święcie przekonana. Uśmiechnęła się na samą myśl o tamtych wspomnieniach, szybko jednak oddalając je od siebie. Czas uciekał, a ona nadal nie była nawet ubrana! Przerzucając kolejne wieszaki znalazła wreszcie sukienkę, którą miała zamiar włożyć. Wyciągnęła wieszak z sukienką, odwracając się tyłem do szafy, a przodem do drzwi, na których od środka było przyczepione lustro. Zanim jednak zdążyła przyłożyć do siebie sukienkę z zamiarem sprawdzenia czy faktycznie pasuje ona na pierwsze wyjście, ujrzała znajomą twarz, w przerwie między uchylonymi drzwiami i stanęła jak wryta.
- GAWAIN CILLIAN ROBARDS! Co Ty tutaj u licha robisz?! - spytała, unosząc nieco ton głosu, jednak co najmniej dziwnym zdawało jej się to, że nie powiadomił jej o swoim przybyciu, a co gorsza - stał i się jej przyglądał. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że stała na środku pokoju w samej bieliźnie, czując jak policzki mimowolnie jej się rumienią i szybko zakryła przód swojego ciała sukienką.
- Nie wiesz, że to nieładnie tak podglądać? - spytała, mrużąc lekko oczy.


Gawain musiał przyznać, że było miło tak sobie stać niezauważonym. Gdyby Evangeline go zauważyła, nie mógłby jej podziwiać tak otwarcie i tak długo jakby chciał. Poczuł trochę wyrzutów sumienia, w końcu była jego przyjaciółką i miała prawo do prywatności, a on stał tutaj i bezczelnie się gapił. Niestety, nic nie mógł na to poradzić, mężczyźni są wszak wzrokowcami i lubią ładne widoki. W tym zakresie Gawain nie był wyjątkiem, więc zamiast skupiać myśli na poczuciu winy, skupił je na tym, co robiła Evie. Dziewczyna z wielkim zaangażowaniem szukała czegoś w szafie. Gaw dostrzegł, że przeglądała sukienki i zaczął się zastanawiać, jaka okazja się szykuje. W jego głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka pod nazwą 'randka', który wywołała u niego natychmiastową chęć znalezienia adoratora Evangeline i unieszkodliwienia konkurencji. Tak, ten odruch był również dla Robardsa trudny do opanowania.
Wreszcie Evangeline wyciągnęła jedną z sukienek i odwróciła się w stronę Gawaina. Gdyby był bardziej czujny, zdołałby pewnie uciec do salonu i udawać, że tam czekał na nią cały czas, ale widok Evie w samej bieliźnie odbił się negatywnie na jego koncentracji.Gdy dziewczyna go zauważyła, z wrażenia upuścił różdżkę, która zamiast grzecznie zostać w jednym miejscu na podłodze, potoczyła się prosto pod łóżko. Gawain przez chwilę śledził trasę magicznego przedmiotu i dopiero po chwili odważył się spojrzeć na swoją przyjaciółkę. Jak mógł się tego spodziewać, Evie nie była zbyt zadowolona, widząc go w swojej sypialni, mógł to poznać po jej minie i tonie głosu.
- Yhm... Stoję? - zapytał bardziej niż odpowiedział, czerwieniąc się przy tym jak zbesztany mały chłopiec. Wolałby powiedzieć pewnie coś bardziej elokwentnego, ale żadna wymówka nie przyszła mu do głowy. Poza tym, był zażenowany tym, że został przyłapany na gorącym uczynku.
- Yhm... Nie? - dodał po chwili, z przerażeniem czując, że robi się coraz bardziej czerwony i zauważając, że jego odpowiedzi są dość monotematyczne.
- Ładna sukienka - powiedział szybko, pragnąc zmienić temat, czuł bowiem zbliżające się zagrożenie. Doskonale wiedział, że należy się bać, gdy Evie mruży oczy w ten sposób.



Najwyraźniej Gawain niewiele zmienił się jeszcze od czasów szkolnych. Niestety Evangeline nie była świadoma tego, że jego 'odruch' likwidowania jej adoratorów, będzie się za nią ciągnął jeszcze po ukończeniu szkoły. Była przecież dorosłą kobietą, świadomą tego, co robi w życiu, w dodatku nie znosiła gdy ktokolwiek próbował jej dyktować co ma robić. Co poniekąd Gaw jednak czynił, uniemożliwiając jej randkowanie. Póki co chyba jednak nie zdążyła się zorientować, że nie zerwał z tym nawykiem, bo praca w Ministerstwie dotąd zabierała większość z jej czasu, a ten co jej pozostawał, zwykle spędzała z przyjaciółmi, lub po prostu starając się odpocząć.
Kiedy miała już przymierzyć sukienkę stojąc przed lustrem, przyłapała na gorącym uczynku Gawaina, który perfidnie podglądał ją przed uchylone drzwi do jej pokoju. Nie mogła uwierzyć, że faktycznie mógł coś takiego uczynić, naruszając przy tym jej prywatność. Przecież się przyjaźnili! Nie był byle jakim, pierwszym lepszym samcem, który z pewnością wykorzystałby okazję, by się pogapić, a jednak, postąpił dokładnie tak samo jak pierwszy lepszy samiec, czym wyraźnie ją zawiódł. Spodziewała się po nim bardziej kulturalnego zachowania. Zanim jednak zdążył wypowiedzieć jakiekolwiek słowo, jego różdżka potoczyła się po podłodze wprost pod jej łóżko. Evangeline nie trudziła się jednak, by ją podnieść, zdając sobie sprawę, że stała tam w samej bieliźnie. Zrobiła już wystarczający show, jak na jeden wieczór.
- Zdążyłam zauważyć - odparła, nie ruszając się z miejsca. Korciło ją, żeby z przyzwyczajenia skrzyżować ręce na piersiach, co dodawało jej postawie groźniejszego wyrazu, uważała jednak, żeby ściśle przy swoim ciele sukienkę, żeby Gaw nie mógł dalej się w ną wgapiać, co najwyraźniej mu się spodobało. Bo niby dlaczego inaczej miałby to robić?
- Bardzo składne wypowiedzi - rzuciła z wyczuwalnym w głosie sarkazmem, nie dając się nabrać na starą sztuczkę ze zmianą tematu. Myślał, że tak łatwo się wywinie? Wtedy jednak przypomniała sobie, że czas ją gonił, więc wyglądało na to, że nie będzie miała wystarczająco czasu, by porządnie pouczyć go, że nie powinien zakradać się jak jakiś kriper, podglądając nie w pełni ubrane kobiety. Tak się po prostu nie robi.
- Odwróć się - powiedziała, czekając aż faktycznie do zrobi i korzystając z chwili, w której nikt się na nią nie gapił, szybko założyła sukienkę, dopinając ją z tyłu.
- Już możesz się odwrócić - rzuciła, schylając się po różdżkę i wstała. Kiedy Gawain wyciągnął po nią dłoń, na chwilę ją cofnęła, wciąż zaciskając palce na własności Gawa.
- Nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłeś, ale nie mam teraz czasu by to wyjaśniać. Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy - powiedziała, oddając mu różdżkę, a sama jak prawdziwa kobieta tuż przed wyjściem z domu - zaczęła rozglądać się za swoimi butami. Gdy wreszcie je dopatrzyła, schyliła się by je podnieść i wraz z nimi usiadła na łóżku, zaczynając je zakładać.
- A tak właściwie, wpadłeś tutaj z jakiegoś konkretnego powodu? - spytała, walcząc z drugim butem, który wreszcie udało jej się wcisnąć na stopę. Czuła, że może nie przeżyć w nich całego wieczora, ale cóż, czego się nie robi dla lepszego efektu!


Gawain zdawał sobie sprawę, że przez swoje zachowanie sprawiał wrażenie, że traktuje Evangeline jak dziecko i kwestionuje jej samodzielne decyzje. Prawdą było jednak, że kwestionował tylko te jej decyzje, które dotyczyły życia uczuciowego i wyboru mężczyzn. Innych mężczyzn. Którzy nie byli Gawainem. I nie czuli do niej tego, co on. Tak, to zdecydowanie był problem i to taki, który musiał pozostać nierozwiązany. Gawain już od kilku lat zdawał sobie sprawę, że jego uczucia do Evie dawno przekroczyło czysto przyjacielski wymiar. Nie chciał jednak się jej do tego przyznać, bo bał się, że to zniszczy relację, jaką mieli. Owszem, to najstarsza wymówka świata, ale Gawain nigdy nie mógł wyczuć, czy Evangeline także jest nim zainteresowana. Odkąd pamiętał, traktowała go jak starszego brata i umawiała się na randki z wieloma innymi facetami. Cóż, to znaczy próbowała się umawiać, bo Robards zawsze znalazł odpowiedni sposób, by do tego nie dopuścić. Jako rasowy Gryfon z dziada pradziada miał problemy z kontrolowaniem zazdrości i tak naprawdę w tym przypadku wcale nie chciał jej kontrolować, nie jeśli to oznaczałoby, że straciłby Evie na rzecz kogoś innego. Teraz zdał sobie jednak sprawę, że powinien przystopować, bo tylko ją do siebie zniechęci. Evangeline była wyraźnie zdenerwowana tym, że bezczelnie ją sobie podglądał. Nie dziwił jej się, w końcu miała prawo do prywatności, ale naprawdę nie mógł się powstrzymać, kiedy wyglądała tak kusząco. Jego myśli ponownie zaczęły krążyć wokół zakazanych obszarów, ale szybko przywołał się do porządku, bo zaczęło mu się robić gorąco, a jakiekolwiek oznaki rumieńca na jego obliczu tylko pogorszyłyby sprawę.
- Jesteś bardzo spostrzegawcza – odciął się z przyzwyczajenia, ale zaraz tego pożałował. Lepiej nie drażnić zdenerwowanej kobiety, jeśli chce się pozostać w jednym kawałku. W tym momencie obawiał się Evangeline bardziej niż stada śmierciożerców.
- Tak, wiem – przytaknął, starając się wyglądać miło i niewinnie. Miał nadzieję, że to wybawi go od wizyty w Mungu, która nadciągała tym bliżej, im bardziej Evie była zdenerwowana.
Posłusznie spełnił jej rozkaz, nie tylko odwracając się, ale i pokornie wbijając spojrzenie w podłogę. Tak, Gaw, czas żałować za grzechy.
- Dziękuję – mruknął cicho, powstrzymując się przed dodaniem „za pozwolenie”, bo zabrzmiałoby to chyba zbyt bezczelnie. Evangeline tymczasem podniosła jego różdżkę, więc wyciągnął rękę, żeby odebrać swoją własność, ale to dziewczyna miała ostatnie słowo.
- Nie powtórzy – obiecał szybko, starając się przy tym wyglądać na skruszonego. Będzie musiał okiełznać swoje męskie instynkty. O tak, już on je okiełzna. Wróci do domu i nad nimi zapanuje. Co prawdopodobnie będzie wymagało długiego zimnego prysznica.
Przemknęło mu przez myśl, jak śmiesznie musiał teraz wyglądać. Gawain Robards, postrach śmierciożerców, korzący się się przed drobną blondynką niczym zbesztany szczeniak. Gdyby jego szef to zobaczył, Gaw na pewno musiałby zapomnieć o awansie.
- Dawno się nie widzieliśmy – odparł szybko, zanim zdążył ugryźć się w język. Zaraz przypomniał sobie, że widzieli się zaledwie dwa dni temu, więc pewnie wyszedł na idiotę, ale zbytnio się tym nie przejął.
- Tęskniłem za tobą – dodał miękko i zaraz uśmiechnął się trochę głupawo, żeby zatrzeć powagę swoich słów. Jeszcze tego mu brakowało, żeby Evie zaczęła go odbierać jako stalkera z obsesją.


Cóż, ich relację zdecydowanie komplikował fakt, że znali się praktycznie od małego, bo w dzieciństwie mieszkali na tej samej ulicy. Już wtedy Evangeline widziała w nim swego rodzaju wzór do naśladowania, ale także i oparcie w trudnych dla niej chwilach, bo jak wiemy, nie miała w domu lekko z matką, która wręcz szukała powodu, by ją unieszczęśliwiać. Wtedy Gawain był dla Evie jak brat, bo ten własny zawsze szczycił się i cieszył z tego, że ma na sobie ciągłą uwagę matki, która wychwala go pod niebiosa, no i wstydził się zabierać ze sobą gdziekolwiek młodszą siostrzyczkę. Co by powiedzieli koledzy? Gaw nie miał nigdy takich problemów i mimo tego, że Evie była od niego młodsza, zawsze odpowiednio ją traktował. W czasach szkolnych, gdy Carmichael zaczęła dojrzewać, zaczęła dostrzegać w nim kogoś więcej, niż tylko przyjaciela, jednak nie sądziła, że Gaw mógłby odwzajemniać jej uczucia. Znali się przecież od zawsze i nigdy nie zauważyła, by wykazywał nią zainteresowanie inne, niż czysto bratersko-siostrzane. A może po prostu nie wiedziała jak to powinno się objawiać? Tak więc chcąc odciągnąć swą uwagę od Robardsa, zaczęła umawiać się z innymi chłopakami, który wykazywali nią zainteresowanie. Choć chyba nie można nazwać tego "umawianiem się", skoro zawsze "jakimś dziwnym trafem" dany osobnik nie pojawiał się na miejscu. Wkrótce potem ta zagadka została wyjaśniona, jednak Evie poczyniła co do tego błędną interpretację i zapewne tego skutkiem nie jest świadoma uczuć Gawaina.
Gawain najwyraźniej postanowił coraz bardziej pogrążać się w tej, już i tak dosyć beznadziejnej, sytuacji. Chyba miał jednak dzisiaj szczęśliwy dzień, bo Evie postanowiła puścić tę uwagę mimo uszu. Od bardzo dawna nie miała czasu wyjść gdzieś na miasto i nie miała zamiaru dać sobie popsuć tego dnia przez wywoływanie jakichś bezsensownych sprzeczek.
- Mam nadzieję. Bo w innym przypadku będziemy musieli sobie inaczej porozmawiać - skwitowała, chcąc zabrzmieć najgroźniej jak potrafiła. Cóż, nie chciałabym być wtedy w skórze Gawaina, bo ta oto Evie zna naprawdę wiele zaklęć, którymi może uszkodzić człowieka.
- Widujemy się w pracy praktycznie codziennie - zauważyła, przewracając teatralnie oczami. Gaw i te jego dziwne stwierdzenia! Co prawda spotkania w pracy nie były zbyt długie, więc nie można było należycie porozmawiać, ale znając ich pewnie spotykali się w innych miejscach o wiele częściej. Nie mogłoby być inaczej.
Słysząc jego kolejne słowa, Evie westchnęła tylko cicho. Jak mogłaby być na niego zła, kiedy był taki uroczy? Gawain wyraźnie nie pomagał jej w podtrzymywaniu groźnego wizerunku.
- Nie mogłeś powiedzieć mi w pracy, że masz zamiar wpaść? Albo chociaż wysłać sowę? - spytała, wyraźnie mięknąc. Co nie zmieniało faktu, że nie miała zamiaru zmieniać swoich planów w ostatniej chwili, bo jak tak dalej pójdzie, to skończy jako stara panna z kotami. Albo i bez kotów, kto wie, czy one nie znajdą sobie lepszego, kociego towarzystwa?
- Przykro mi, ale już się umówiłam i nie mogę tego teraz odwołać - powiedziała, choć było jej przykro, że musiała go tak zostawić, więc po chwili dodała - Może wpadniesz jutro? - spytała, co miało być niejako jednoznaczne z zaproszeniem. Choć Gaw wiedział raczej, że może do niej wpadać kiedy tylko chce. O ile wcześniej ją o tym poinformuje, bo Evie nie zawsze siedzi w domu.


Niestety, tak to już bywa z przyjaźniami z dzieciństwa – trudno jest zrobić cokolwiek, żeby zmienić tę relację na inną. Gawain i Evangeline przywykli do tego, że mogą na sobie polegać w każdej sytuacji i żadne z nich nie odważyłoby się zrobić cokolwiek, co mogłoby w jakimś stopniu to zepsuć. Gaw wolał ukrywać swoje uczucia niż narazić się na stratę Evie, bo doskonale wiedział, że by tego nie zniósł. Czasami już-już miał ochotę wyznać jej, co do niej czuje, ale za każdym razem okazywał się zbyt wielkim tchórzem, by to zrobić. Doprawdy, jak na nieustraszonego aurora, czasem bywała z niego prawdziwa dupa wołowa, ale na jego obronę należy dodać, że uczucia wyczyniają z ludźmi różne dziwne rzeczy.
- Wierzę ci na słowo – odparł, udając, że się jej boi, chociaż tak naprawdę wcale nie musiał udawać. Znali się tyle lat, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co Evie potrafi wyczyniać z różdżką. Zazwyczaj dla osoby po drugim końcu patyka nie kończyło się to zbyt szczęśliwie.
- Cóż mogę powiedzieć… - zaczął, czując się trochę głupio. Miał ochotę powiedzieć jej, że najchętniej spędzałby z nią 24 godziny na dobę, najchętniej w swojej sypialni. Albo w sypialni Evangeline, nie był wybredny. Niesprawiedliwym byłoby jednak sprowadzanie jego uczuć jedynie do tego, bo powiedzmy sobie szczerze, Gawain byłby zachwycony nawet mogąc obserwować jak Evie czyta książkę, czesze włosy albo gotuje zupę. Możemy całkiem swobodnie założyć, że najchętniej w ogóle nie spuszczałby z niej wzroku. Gdyby powiedział to na głos, to wcale nie zabrzmiałoby dziwnie. Wcale a wcale.
- Praca, praca… - westchnął, gdy o tym wspomniała. – Mnóstwo papierkowej roboty. Szef by mnie wykastrował, gdybym spróbował wyjść nawet na chwilę. A co do sowy, to wiesz jaka moja jest powolna. Zanim by do ciebie przyfrunęła, zdążyłbym cię odwiedzić cztery razy – spróbował wyjaśnić. Oczywiście tak naprawdę nie wysłał sowy, bo wolał zobaczyć Evie na własne oczy, ale dziewczyna nie musiała o tym wiedzieć.
- Umówiłaś się? – spytał zaskoczony i trochę dotknięty, że nie z nim. Nie był, oczywiście, zaskoczony, że ktoś chciał umówić się z Evangeline, bo była ona naprawdę piękną dziewczyną, ale zawsze miał głupią nadzieję, że w końcu przejdzie jej ochota na umawianie się z innymi facetami.
- No dobrze, mogę wpaść jutro – zgodził się z ociąganiem. Gdyby odpuścił zbyt szybko, Evie na pewno zwęszyłaby jakiś podstęp i miałaby rację. Gawain bowiem już obmyślił w głowie plan i tylko czekał, by wprowadzić go w życie.
- To do jutra? – upewnił się jeszcze i po namyśle stwierdził, że już wszystko między nimi dobrze, więc pochylił się i cmoknął Evangeline w policzek na pożegnanie, wiedząc, że za to nie oberwie.
- Do zobaczenia – rzucił jeszcze i opuścił jej mieszkanie.


/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Gawain&Evangeline #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: