IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Bonnie&Evan #2

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Bonnie&Evan #2 Empty
PisanieTemat: Bonnie&Evan #2   Bonnie&Evan #2 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:55 pm

Był całkiem pogodny dzień, tak więc po skończonych zajęciach Bonnie postanowiła udać się na błonia. Czasami nawet Ślizgoni z krwi i kości potrzebowali wylęgnąć ze swoich lochów i pooddychać świeżym powietrzem. Zabrała ze sobą Monę, która usadowiła się tuż obok swojej pani i siedziały tak dostojnie na jakimś kocyku, bo przecież van der Craven nie usiądzie na brudnej trawie niczym zwykły plebs. Miała zamiar przeczytać jeden z rozdziałów na jutrzejsze zajęcia z transmutacji, ale chwilowo książka robiła jedynie za mądrą ozdobę, na której majestatycznie rozłożył się kot, chcąc dać właścicielce do zrozumienia, że nie powinna się jeszcze uczyć. Po jakimś czasie leniuchowania, wstała z koca, chcąc rozprostować nogi, gdy nagle, zupełnie niespodziewanie... została porwana na miotłę. Niestety, działo się to w takim tempie, że kompletnie nie miała kiedy zareagować, a już wznosili się w powietrze.
- Crawford, odstaw mnie na ziemię! - wydarła się, trzymając się go mocno, żeby czasem nie spaść. Lęk wysokości był czymś, czego zdecydowanie się wstydziła. Uważała, że coś tak głupiego nie przystoi Ślizgonom, ale też nie potrafiła się tego wyzbyć. No, ale kretyn tylko się śmiał i leciał dalej, bardzo zabawne...


Evan wracał właśnie z szatni Slytherinu, gdzie poprzedniego dnia przez przypadek zostawił swoją miotłę. Nie mogła przecież tak leżeć sobie na widoku, gdzie byle plebs mógł jej dotknąć. To się nie godzi, jego sprzęt musiał być w jak najlepszej formie ( Laughing ). Szedł przez błonia, kiedy do jego uszu doleciały jakieś krzyki. Zerknął w tamtą stronę i zobaczył, że jakaś miotła z dwójką ludzi na pokładzie właśnie wzbija się w powietrze. Ze zdziwieniem rozpoznał Bonnie w szamoczącej się dziewczynie. Domyślił się, że to z powodu jej lęku wysokości, o którym wiedział, bowiem od momentu, gdy usłyszał o ich zaręczynach, starał się zebrać jak najwięcej informacji o swojej narzeczonej. Niewiele się namyślając, wsiadł na swoją miotłę i rzucił się w pościg.
- Masz jakiś problem, Crawford? - spytał, gdy już się z nimi zrównał i dla pewności wyciągnął swoją różdżkę. Miał wielką ochotę miotnąć w niego jakimś zaklęciem, ale to nie było bezpieczne, gdy Bonnie wciąż znajdowała się na miotle tamtego.
- Wszystko w porządku? - zapytał, zwracając się do panny van der Craven. - Myślisz, że dasz radę przesiąść się do mnie? - próbował się upewnić, wyciągając do niej rękę.


To było do przewidzenia, że w końcu jej durny lęk wysokości jakoś wyjdzie na jaw. Tak naprawdę mało kto o nim wiedział, bo nie było to coś, z czego van der Craven była dumna, a wręcz przeciwnie. Ukrywała to przed ludźmi, a pytana o Quidditcha mówiła, że nie przepada za grą, ale chętnie poogląda, lub wymyślała inne ciekawe odpowiedzi. Zresztą, nie każda kobieta lubi pocić się na miotle i wyglądać jak jedna wielka masakra.
Bonnie bardziej się na gościa darła, aniżeli szamotała, no bo jednak byli ileś tam metrów nad ziemią, nie uśmiechało jej się przypadkiem zlecieć w dół...
- Kiedyś będziesz musiał wylądować, a wtedy cię ubiję - warknęła, mając nadzieję, że koleś w końcu ogarnie, że nie bardzo jej się uśmiecha latanie z nim gdziekolwiek.
- Nic nie jest w porządku! Chcę być na ziemi! - rzuciła lekko spanikowana. Że też jakiś kretyn odważył się na tak głupi czyn. Coś czuję, że przez następne parę dni będzie miał problemy z chodzeniem i pokazywaniem się publicznie. Jego ryj może nie wyglądać już tak jak poprzednio, no ale cóż... Za głupotę się płaci.
- I zlecieć w dół? Rozbiję sobie głowę! - chyba można śmiało powiedzieć, że włączyła jej się panika, ale trudno jej się dziwić.


Tak to jest, że często sprawy wychodzą na jaw w jak najmniej sprzyjających okolicznościach. Chociaż Bonnie akurat ma pecha, bo jej strach został wykorzystany chyba w najgorszy możliwy sposób, bo została poddana przymusowej z nim konfrontacji.
Evan miał ochotę się uśmiechnąć, słysząc jej wybuch, bo była całkiem urocza, kiedy się złościła, ale uznał, że w takiej sytuacji lepiej się powstrzymać. Poza tym rozumiał, że się bała i wolał nie powiększać jeszcze bardziej jej zdenerwowania.
- Właśnie do tego zmierzam - wyjaśnił cierpliwie. W tej sytuacji mógł im pomóc tylko spokój.
- Nigdzie nie zlecisz, obiecuję. Nie pozwolę Ci spaść - powiedział, próbując zdobyć trochę jej zaufania. Jeśli nie przesiądzie się na jego miotłę, równie dobrze mogliby tutaj tkwić do wieczora. - Poza tym, z Tobą na jego miotle, nie będę mógł skopać mu tyłka - dodał, uśmiechając się złośliwie.


Może gdyby faktycznie musiała i więcej razy próbowała, dałaby jakoś radę przezwyciężyć swój lęk. No, ale z pewnością nie miała zamiaru robić tego przed całą szkołą, ani w ogóle w obecności innych.
Spojrzała na Evana niepewnie. Bała się samego siedzenia na miotle na takiej wysokości, a miała nagle przesiąść się na inną miotłę? Może jednak bycie HBIC się nie opłaca? Przez chwilę nawet przeszła jej taka myśl przez głowę, ale szybko ją odrzuciła.
- Ej, idioto! Ostatnia szansa - rzuciła ostrzegawczo. Koleś tylko się zaśmiał, zapewne nie wierząc, że Bonnie faktycznie zwieje na inną miotłę. Cóż... WATCH ME, ASSHOLE!
- No dobra, przekonałeś mnie - westchnęła. Mordercze zapędy to kinda her thing, soł... Kiedy Evan był już wystarczająco blisko, złapała go za rękę i pozwoliła mu się wciągnąć na Rosierową miotłę. Mocno złapała się go w pasie. Nadal się bała, ale w pewnym sensie skoro mu już zaufała, że nie pozwoli jej spaść, uratował ją od tamtego kretyna i niebawem polecą na ziemię... Latanie gdzieś na dużej wysokości nie wydawało się już AŻ takim strasznym doświadczeniem. Tamten, widząc, że Bonnie jednak dała radę się przesiąść przyśpieszył. Czyżby wyczuł, że będzie miał kłopoty?


Evan uśmiechnął się triumfalnie, kiedy Bonnie się zgodziła. Najwidoczniej jego technika przekonywania podziałała. Zresztą, kto ze Ślizgonów nie lubi gróźb karalnych i niszczenia swoich wrogów?
Gdy Bonnie złapała go za rękę, Rosier pewnym ruchem wciągnął ją na swoją miotłę. Upewnił się, że dziewczyna siedzi pewnie w miejscu i nie spadnie.
- Spokojnie, zaraz znajdziemy się na ziemi - zapewnił ją, żeby ją uspokoić. - Ale najpierw, mam pewną niedokończoną sprawę, którą muszę się zająć... - dodał z niebezpiecznym błyskiem w oku, po czym skierował różdżkę na oddalającego się coraz szybciej porywacza Bonnie. Wyszeptał parę formułek i po chwili koniec miotły tamtego stanął w płomieniach. Jakby tego mało, nagle ów idiota zaczął jeszcze szaleńczo się drapać.
- Cóż, klątwa żądląca powinna załatwić sprawę. Niech spróbuje z tym kierować miotłą - skomentował ze złośliwą satysfakcją. - Na pewno nie czeka go miękkie lądowanie.
Napawał się przez chwilę widokiem swojego dzieła, po czym ostrożnie skierował miotłę w stronę ziemi, tak jak obiecał Bonnie. Gdy wylądowali, pomógł jej zsiąść.
- No, już po wszystkim.


Bonnie sama miała ochotę skopać dupę Crawfordowi za jego wybryk, ale nie bardzo miała jak, panikując na obcej miotle iks metrów nad ziemią. Ale spokojnie, jej mordercze zapędy zostały tylko chwilowo uśpione na rzecz strachu, to jej minie.
- Byle szybko - wymruczała gdzieś w jego plecy, bo jak nie trudno się domyślić, trzymała się go dosyć kurczliwie, tak, jakby każdy fałszywy ruch miał skutkować upadkiem z miotły. Kiedy Evan zaczął szeptać zaklęcia, podniosła wzrok z zadowoleniem obserwując jak koniec miotły Crawforda zaczyna płonąć, a ten nie za bardzo nad nią panuje, bo zaczyna się drapać. GENIALNE!
Wreszcie wylądowali, a Bonnie czym prędzej stanęła na ziemi. Jej męki dobiegły końca! Bonnie stanęła na palcach i cmoknęła Rosiera w policzek.
- Dzięki za ratunek - rzuciła, uśmiechając się lekko. - To było imponujące - skwitowała. - O, Crawford chyba postanowił jednak zejść - rzuciła ze złośliwą miną, widząc jak epicko leci w dół, a gdzieś obok jego miotła. Upsi?
Po chwili dało się usłyszeć głośne "VAN DER CRAVEN I ROSIER!", a gdy spojrzeli w tamtym kierunku widzieli nie kto innego jak Minerwę we własnej osobie, zbliżającą się do nich z furią wypisaną na twarzy.


Bonnie jest usprawiedliwiona w tej sytuacji. Zawsze zresztą potem może zaaranżować, żeby Mona nasikała Crawfordowi do butów, czy coś w tym stylu.
Gdy byli już na ziemi, Evan ze zdziwieniem zarejestrował, że Bonnie mu podziękowała, chociaż jeszcze bardziej zdziwił go pocałunek w policzek. Nie było to jednak nieprzyjemne zaskoczenie, co to, to nie. Ostatnie ich rozmowy nie były zbyt przyjemne, ze względu na to, że pannie van der Craven zaręczyny były bardzo nie w smak, widocznie jednak dzisiejszy ratunek ocieplił nieco jej uczucia względem Evana.
- Nie ma sprawy - odpowiedział, uśmiechając się do niej. - Jeśli jeszcze raz spróbuje czegoś takiego, rozsmaruję go na ścianie przed Pokojem Wspólnym.
Słysząc jej komentarz, spojrzał w kierunku Crawford. No cóż, należało chyba powiedzieć, że chłopak najwyraźniej aż palił się do zejścia na ziemię Very Happy
Niestety, ta miła chwila została zakłócona, kiedy ciszę przeciął donośny krzyk nauczycielki transmutacji. Nic co dobre nie trwa wiecznie.


Mona jest na tyle wyszkolonym kotem, że prędzej wydrapałaby Crawfordowi oczy, niżeli nasikała do butów. Pamiętajmy, że to arystokrastyczny kot i nie pała się takimi plebejskimi podchodami i zagrywkami. Tak naprawdę, Bonnie nie miała nic do Evana. Po prostu tak się stało, że dowiedziała się o zaręczynach będąc już w Hogwarcie, więc zapewne swoją frustrację i złość wyżywała na nim zamiast na rodzicach. Rosier dowiódł jednak, że nie jest taki zły, więc kto wie, może nie będzie już tak źle?
- W razie czego dam znać, bo chciałabym to zobaczyć - ach, ta Ślizgońska mściwość! Można się było tego spodziewać, ponieważ Nerwcia zawsze pojawiała się tam, gdzie nie trzeba. Tak też było i tym razem. Oczywiście zaczęło się od krzyków, a potem dała im szlaban u Filcha. Cóż, mimo wszystko warto było dokopać Crawfordowi za jego wybryk. Niech sobie nie myśli, że może odwalać takie numery i nie ponosić za to konsekwencji. Kiedy McGonagall już sobie poszła, Bonnie i Evan pewnie powlekli się do zamku, bo cóż, nie było już tam czego oglądać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Bonnie&Evan #2
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: