IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Narcyza&Frederick #2

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Narcyza&Frederick #2 Empty
PisanieTemat: Narcyza&Frederick #2   Narcyza&Frederick #2 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:54 pm

Narcyza pracowała w Ministerstwie już od jakiegoś czasu i prawdę powiedziawszy praca nawet jej się podobała. Chociaż, jeżeli ktoś ma w perspektywie późniejsze zamążpójście za takiego obleśnego niedorajdę jakim jest Voldkojebca Lucek, podejrzewam, że nawet zbieranie liści w parku byłoby bardziej fascynujące. Nie trudno się więc dziwić, że Blackówna chwytała się czego mogła, byleby opóźnić ten okropny dzień. Miała cichą nadzieję, że Lucjusz przez ten czas zrezygnuje i znajdzie sobie inną frajerkę, która dobrowolnie zgodzi się za niego wyjść, ale niestety na to się nie zapowiadało... Wypisywała akurat jakąś dokumentację, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Uniosła wzrok znad pergaminu, spoglądając na Fredericka, ale i on nie spodziewał się raczej gości. Mimo wszystko, nie wiedząc kto stoi po drugiej stronie drzwi nie można było owego przybysza tak po prostu olać.
- Proszę! - zawołała, czekając aż owy gość wejdzie. Jak się okazało, był to Lucjusz. Narcyza strzeliła mentalnego fejspalma i z miejsca miała ochotę zapaść się pod ziemię bo czuła, że szykuje się grubszy wstyd. I to jeszcze przed Frederickiem... Jak pech, to pech! - Jestem zajęta, Lucjuszu - rzuciła krótko, mając nadzieję, że to zniechęci go do dalszych prób i wykurzy z pokoju. Ha, marzenia!



Frederick i Narcyza pracowali właśnie nad aktami jednej ze spraw i całkiem nieźle im szło, kiedy nagle w ciszy panującej w gabinecie Selwyna rozległo się pukanie, a po chwili w środku pojawił się Lucjusz Malfoy we własnej osobie. Oczywiście Frederick zdawał sobie sprawę z tego, że Malfoy i Narcyza są zaręczeni i że najpewniej to było powodem jego wizyty.
- Przepraszam bardzo, co pana tutaj sprowadza? I kim pan w ogóle jest? - zapytał, unosząc brew w wyrazie uprzejmego zdumienia. Liczył na to, że jeśli okaże dostateczny brak zainteresowania osobą Lucjusza, ten zniechęci się i szybko sobie pójdzie. W końcu Malfoyowie słynęli z wysokiego mniemania o sobie i lubili, kiedy ludzie płaszczyli się im u stóp.


Musiała powstrzymać w środku śmiech, kiedy zobaczyła wyraz twarzy Lucjusza po pytaniach Fredericka. Wyglądało to, jakby Selwyn co najmniej strzelił mu z liścia w twarz. Wybitnie zabawne, ale chyba nie wypadało śmiać się z "narzeczonego", prawda? Niestety, taktyka Selwyna nie podziałała, bo Malfoy się przedstawił, patrząc na Freda trochę jak na kretyna, bo niby go nie znał, a potem zwrócił się do Narcyzy. Przewróciła oczami słysząc, że się za nią stęsknił. Czy on mógł być jeszcze bardziej irytujący? Prawdopodobnie tak, Malfoy szedł w tej kwestii na rekordy.
- Jestem w pracy i nie mogę teraz rozmawiać - chociaż chyba bardziej prawidłowym słowem byłoby w tym przypadku "nie chcę". Ale to się chyba rozumiało samo przez się, prawda?



- Ach, więc to jest Twój narzeczony - ucieszył się Frederick, zwracając się do Narcyzy, gdy "nieznajomy" wreszcie się przedstawił. Kompletnie zignorował przy tym samego Lucjusza. Niech sobie nie myśli, że jak przyjdzie tu, przeszkodzi im w pracy, to wszyscy będą poświęcać mu uwagę. - Spodziewałem się, że będzie wyższy. I w ogóle jakiś taki bardziej arystokratyczny - kontynuował, niezrażony wrogimi spojrzeniami Malfoya. - No, ale to tylko moje wyobrażenia, nic ważnego. Nie tak jak ta sprawa - dodał z naciskiem, zerkając w kierunku akt leżących na biurku. Miał nadzieję, że Lucjusz w końcu załapie aluzję, że nie jest tutaj mile widziany.


Chciałoby się rzec, że Narcyza myślała dokładnie tak jak Frederick. No, może z dodatkiem "bardziej przystojny, mniej zadufany, bardziej... inteligentny?" Nie da się ukryć, do najbystrzejszych to on nie należał. W dodatku, lubił się podlizywać tym, co stali wyżej od niego, co Narcyza uważała za bardzo wkurwiającą cechę. Musiała powstrzymywać się od śmiechu, dlatego podniosła wyżej pergamin, tak, żeby zasłaniał jej usta, bo w pewnym momencie, słysząc jego słowa i widząc wyraz twarzy Lucjusza nie wytrzymała i cicho się zaśmiała. Genialny. Frederick był po prostu genialny. Niestety, do Malfoya albo nie docierały żadne aluzje (co było nawet bardzo możliwe), albo chciał zrobić Selwynowi na złość i nie chciał jeszcze opuścić gabinetu.
- Nie powinieneś czasem wrócić do pracy? - spytała Malfoy'a, starając się w miarę grzecznie dać mu do zrozumienia, że powinien już wyjść. Nie chciała narazić się na gniew matki, która potem wysyłałaby za nią wyjce i robiła jej wstyd na całe Ministerstwo Magii za to, że była niemiła dla Lucjusza... Dlatego właśnie była wdzięczna Frederickowi, że ją wyręczał.


Frederick, obserwując Narcyzę, już jakiś czas temu zdążył zorientować się, że nie była zachwycona narzeczonym. Jeśli miał być szczery, nie było czemu się dziwić, Lucjusz zdecydowanie nie był wymarzoną partią dla żadnej czarownicy. No, może z wyjątkiem tych, co miały smocze łajno zamiast mózgu. Rozumiał też, że Narcyza nie mogła otwarcie być niemiła dla Malfoya, więc z radością postanowił ją w tym wyręczyć.
- Oo, to on pracuje? - spytał z udawanym zdumieniem, słysząc pytanie Narcyzy. - Fascynujące - dodał, kręcąc głową, jakby naprawdę był w szoku, po czym szybko wrócił do dalszego przeglądania dokumentów.
Selwynowie byli szanowaną i bogatą rodziną o mocnej pozycji, więc Frederick nie musiał się obawiać, że za takie złośliwości pod adresem Malfoya będą mu groziły jakieś konsekwencje.


Spójrzmy prawdzie w oczy, Lucjusz był tragicznie żałosnym człowiekiem. Jeśli którakolwiek desperatka by go chciała, Narcyza z chęcią by go oddała. Ba, może nawet dopłacić, byleby go wzięli, a ona nie musiałaby widzieć jego paskudnego ryja.
- Teraz jak widać nie - odparła nonszalancko. Miała na samym końcu języka tekst, że pewnie zawsze się tak opierdala, no ale nie mogła. Życie dobrze wychowanej damy, która nie chciała by wydziedziczyli ją rodzice było naprawdę ciężkie.
- Masz do przekazania coś ISTOTNEGO, czy może już sobie pójdziesz? Inni pracownicy na pewno się niecierpliwą - nie żeby to było ironiczne, albo coś... Lucek i tak przecież nie załapie.


Nie ma się co oszukiwać, po ujeżdżaczu Voldkowego węża nie możemy się spodziewać niewiadomo jakiej elokwencji. Najlepiej w ogóle nie mieć oczekiwań, bo można się rozczarować. Niestety, Narcyza nie mogła się od Lucka tak łatwo uwolnić i dlatego przesyłam jej wyrazy współczucia.
- To szkoda, chętnie bym zobaczył, co potrafi - oznajmił takim tonem, jakby Lucjusz był tresowanym psidwakiem, którego można nauczyć różnych sztuczek.
- Tak, tak, niecierpliwość to dobre słowo - przytaknął, zgadzając się z Narcyzą. - Chociaż przychodzi mi na myśl jeszcze poirytowanie, a jakby to ująć... Różne rzeczy się dzieją, kiedy czarodziej jest poirytowany - dorzucił po chwili, dla efektu niby to przypadkiem sięgając po swoją różdżkę, która leżała na biurku. Niech Lucjusz sobie sam dointerpretuje, co też Frederick miał na myśli.
Malfoy najwidoczniej zrozumiał aluzję, bo szybko pożegnał się, na odchodnym zapewniwszy Narcyzę, że muszą się znowu jak najszybciej spotkać i że wręcz nie może sie doczekać. Frederick tylko przewrócił oczami.
- Cóż, to było dosyć interesujące spotkanie - powiedział do Narcyzy, kiedy drzwi za Lucjuszem się zamknęły.


Lucek to był prawdziwy narzeczony mimo woli. Nikt go nie chciał, ale komuś został wciśnięty, w tym przypadku akurat Cyzi. Ale jak my już wiemy, nie na długo, he he he! Czeka go marny los, a mnie to bardzo cieszy.
- Zastanawiam się czy gdyby go przetransmutować w gumochłona ktoś zauważyłby różnicę - rzuciła, chyba nie do końca zdając sobie sprawę, że jednak powiedziała to na głos. - Hmm, chyba nie powinnam była mówić tego na głos - wybitnie się tym jednak nie przejęła, bo widziała, że i Frederick miał niezły ubaw nabijając się z niego. Lucek po prostu był tragiczny.
- Zamknę lepiej drzwi zanim postanowi się cofnąć i możemy wracać do pracy - zaproponowała. Chyba tak będzie lepiej.


Niestety, jak już czystokrwiści rodzice coś sobie umyślą, to nie ma bata i córka chcąc nie chcąc musi poślubić cokolwiek jej wybiorą. Chyba, że chce zostać wydziedziczona, ale Narcyzy raczej bym o to nie podejrzewała.
- Pewnie nie - stwierdził, uśmiechając się lekko. - A już na pewno nie rózniliby się pod względem intelektualnym.
- Ależ proszę, mów to, na co tylko masz ochotę. To będzie nasz mały sekret - dodał po chwili, konspiracyjnie puszczając do niej oko. Może to było nieprofesjonalne, ale czuł, że powinien okazać Narcyzie jakieś poparcie, żeby poczuła się lepiej. Już i tak była nieźle poszkodowana przez zaręczyny z Malfoyem.
- Masz rację, wracajmy do pracy - zgodził się i z powrotem zajął się papierkową robotą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Narcyza&Frederick #2
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: