IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Narcyza&Frederick #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Narcyza&Frederick #1 Empty
PisanieTemat: Narcyza&Frederick #1   Narcyza&Frederick #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:54 pm

/ start!
nie wiedziałam gdzie zacząć, więc jest tu xd


Narcyza trochę denerwowała się przed rozpoczęciem pracy w Ministerstwie Magii. To nie tak, że choć przez chwilę wątpiła w swoje możliwości, po prostu... Liczyła, że jej się tam spodoba, i że uda jej się tam zatrzymać na bardzo długo. Dlaczego? Powód jest bardzo istotny. Dopiero niedawno udało jej się zawrzeć umowę z rodzicami swoimi, jak i Lucjusza. Brzmiało ona ni mniej ni więcej tak, że pozwolą jej najpierw zasmakować życia kobiety pracującej, na tyle, na ile będzie chciała to ciągnąć, a dopiero potem wyjdzie za Malfoy'a. Nie trudno się więc dziwić, że Narcyza miała zamiar zatrzymać się w Ministerstwie na tak długo, jak tylko jej się uda. Z całą pewnością nie śpieszyło jej się do małżeństwa, tym bardziej z Malfoy'em. Negocjując tą umowę, miała nadzieję, że w trakcie jej pracy jakiś auror, bądź sam Voldemort zabije Lucjusza i będzie miała całą tą farsę z głowy! Naprawdę nie chciała bowiem wychodzić za takiego tchórza i cóż, niezbyt inteligentnego osobnika. Panienka Black potrzebowała kogoś, kto chociaż w pewnym stopniu odpowiadałby jej inteligencją, czego o Malfoy'u powiedzieć nie można. A może będzie pracowała tak długo, że Lucjusza znudzi czekanie i po prostu znajdzie sobie inną kandydatkę na żonę? Cóż, nie da się ukryć, że obie te opcje byłyby Blackównie na rękę.
Był to jej pierwszy, prawdziwy dzień w pracy. W Ministerstwie zjawiła się punktualnie, gdzie wskazano jej gdzie powinna udać się dalej. Zatrzymała się dopiero przed drzwiami, na których widniała tabliczka "Frederick Selwyn", bo to do niego kazano jej się udać. Przez dłuższy czas miał on bowiem być kimś w rodzaju jej opiekuna, przydzielać jej zadania i nadzorować jej pracę. Niezbyt jej się to podobało, bo wolała robić wszystko sama, bez osoby, patrzącej jej się na ręce, ale brała co jej dali. Wiadomo, że nowe osoby nigdy od początku nie mają lekko. Wreszcie zdecydowała się zapukać do drzwi, a po usłyszeniu krótkiego "proszę", weszła do środka, po raz pierwszy stając oko w oko z Frederickiem.
- Dzień dobry. Narcyza Black, powiedziano mi, że miałam się tutaj zgłosić - zdecydowała się od razu przejść do rzeczy. Selwyn okazał się być bardzo przystojnym mężczyzną, nie wyłysiałym facetem w podeszłym wieku, jak to sobie wcześniej wyobrażała. Całkiem miła dla oka niespodzianka.



Frederick porządkował właśnie papiery na swoim biurku, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Po chwili otworzyły się one i w środku pojawiła się młoda kobieta. Nawet gdyby nie wiedział, że miała się dzisiaj do niego zgłosić, z pewnością by ją rozpoznał. W czystokrwistej społeczności wszyscy znali wszystkich, a młode Blackówny wyróżniały się nie tylko pochodzeniem, ale i urodą, chociaż Narcyza była z nich wszystkich chyba najładniejsza. Nie to, żeby miało to jakieś znaczenie dla Fredericka, wcale a wcale.
- Dzień dobry – odparł, gestem dając jej do zrozumienia, żeby usiadła na krześle przed jego biurkiem. – Tak, tak, zgadza się – powiedział, przyglądając się jej. Wielu dziewczynom jej pokroju wydawało się, że praca to coś szybkiego i przyjemnego, co tylko pomnaża pieniądze. Wiedział jednak, że Blackowie mają pieniędzy jak lodu, więc Narcyza nie musiała pracować. Zaintrygowało go, czemu się na to zdecydowała, ale nie wypadało o to pytać.
- Mam nadzieję, że zna pani swój zakres obowiązków? – spytał zamiast tego.



Narcyza nie była taka, jak reszta bogatych panien z dobrych domów. Nie chciała zawdzięczać wszystkiego pieniądzom rodziców, albo korzystnemu zamążpójściu, a całe życie obijać się w domu. Po coś dostała rozum, żeby z niego korzystać. Chciała pracować i nawet udało jej się wynegocjować u rodziców umowę związaną z pracą i jej rzekomym ślubem z Lucjuszem - na samą myśl dostawała mdłości - tym bardziej więc była zmotywowana, by sprawdzić się w pracy jak najlepiej, by móc zatrzymać się tutaj jak najdłużej.
- Naturalnie. O wszystkim zostałam już poinformowana, dlatego mnie tutaj przysłano - odpowiedziała. Zdążyła zauważyć, że jej szef, o ile mogła go tak nazwać, był bardzo atrakcyjnym mężczyzną. W przeciwieństwie do Lucjusza, niestety... Szybko jednak odgoniła tę myśl, bo niestety jej dalsze losy po tym jak spełni się zawodowo były już zaprzepaszczone. Nie chciała się bardziej dołować tym, że na świecie było tyle lepszych kandydatów, a jej trafił się chyba najgorszy z możliwych, Malfoy.
- A więc od czego będę mogła zacząć? - spytała, bo w tej chwili to było chyba dla niej najbardziej istotne.



Gdyby większość panien z dobrych rodzin była taka jak Narcyza, Frederick pewnie miałby do nich inne podejście, ale skoro tak nie było, uważał je tylko za głupiutkie, trzpiotowate stworzenia. Mimo to, zawsze starał się być dżentelmenem i nie okazywać po sobie zbytniej niechęci, w końcu nie tego od niego oczekiwano.
- Bardzo dobrze – skwitował krótko. Nawet w tak poważnej instytucji jak Ministerstwo Magii trafiało się wiele niedociągnięć. Dobrze, że przynajmniej w kwestii informowania nowych pracowników to się nie zdarzało. bo Frederick chyba straciłby cierpliwość, co zdarzało się niezwykle rzadko.
- Myślę, że przez pierwszy tydzień będzie się pani przyglądać mojej pracy i towarzyszyć mi w trakcie wykonywania obowiązków – powiedział, słysząc jej pytanie. Chciał zobaczyć, z jakim rodzajem pracownika ma do czynienia, ale nie chciał jej od razu odstraszać, skazując na przegrzebywanie papierów, jak czynili niektórzy szefowie.



Narcyza zaś zawsze chciała pracować. Bynajmniej nie robiła tego teraz tylko dlatego, by odwlec w czasie jej przyszły ślub z Lucjuszem, na który była skazana. Nigdy nie widziała siebie w roli kobiety zajmującej się domem, stojącej pół dnia przy garach i zajmującej się dziećmi. Była inteligentna i zdolna, więc czemu by tego nie wykorzystać?
Nie da się ukryć, że panna Black liczyła na bardziej wymagające zadanie, ale zdawała sobie też sprawę, że jako całkiem nowa, niedoświadczona jeszcze pracownica, nie powinna narzekać. Grunt, że dostała pracę, a od czegoś trzeba przecież zacząć.
- W porządku - przytaknęła. Nie, żeby miała jakiekolwiek inne wyjście, ale cóż. - Czyli każdego dnia rano mam przychodzić do pana gabinetu - podsumowała. Nie da się ukryć, że nie przeszkadzało jej to, wcale a wcale.
- Czy jest coś jeszcze, co powinnam wiedzieć? - spytała po chwili. Różnie to bywa, tamci mogli jej wszystkiego nie przekazać, a nie chciała potem wyjść przez to na idiotkę. Bo różnie bywa!



Nic dziwnego, w przysłowiowych zupkach i kupkach nie ma nic przyjemnego. Owszem, jeśli już ktoś musi przekazywać swoje genialne geny, to pewnie sprawia mu to jakąś przyjemność, chociaż zawsze lepiej jak dzieciaka przewinie i nakarmi skrzat domowy czy ktoś w tym stylu.
- Dokładnie tak – potwierdził jeszcze. Mając Narcyzę cały czas pod ręką, będzie mógł w spokoju ocenić jej postępy i stwierdzić, czy rzeczywiście jest taka, jak większość jej czystokrwistych rówieśniczek, czy też można się po niej spodziewać czegoś lepszego.
- Nie, to wszystko – odpowiedział na jej pytanie. – Widzimy się tutaj jutro o 9 – przypomniał jej jeszcze, dając jej jednocześnie znać, że rozmowa dobiegła końca. Obserwował jeszcze, jak opuszczała gabinet, zastanawiając się, jak potoczy się ich współpraca.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Narcyza&Frederick #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: