IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Avalon&Joseph #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Avalon&Joseph #1 Empty
PisanieTemat: Avalon&Joseph #1   Avalon&Joseph #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:53 pm

Avalon wróciła ze spotkania z Mirabelle do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Było jeszcze dosyć wcześnie i nie musiała się obawiać, że jeśli przejdzie się po zamku to trafi na Filcha i jego paskudnego kota, z którym ten zapewne pozostawał w bliskim związku partnerskim, ale tego dnia nie miała zbytniej ochoty na wycieczki. Miała w końcu zadanie do wykonania, a co jak co, tego nie mogła lekceważyć. Postanowiła zamelinować się więc w salonie i trochę pomyśleć nad tym, kogo by tu jeszcze wpisać na listę odpowiednich kandydatów do zwerbowania w szeregi Czarnego Pana. Usiadła na kanapie, uprzednio rzucając złowrogie spojrzenie parce siedzących tam pierwszoroczniaków, którzy umknęli w popłochu. Młodzi są, będą sobie jeszcze mieli czas posiedzieć.


Po skończonych zajęciach Joseph postanowił wykorzystać dosyć ładny dzień, aby polatać sobie na miotle, zamiast kiszenia się w lochach. Dlatego właśnie przez dobrą godzinę, albo i więcej - czasu nie sprawdzał - wyżywał się na miotle oblatując boisko. Kiedy uznał, że stracił ochotę na więcej wylądował i z miotłą w ręku powrócił do zamku. W wejściu minęła go dwójka dosyć przestraszonych pierwszorocznych, na co Joseph przewrócił tylko oczami. Skąd tacy biorą się w Slytherinie? Do tej pory pozostawało to dla niego zagadką. Kiedy jednak znalazł się w pokoju wspólnym i zobaczył tam jedynie Avalon, zdał sobie sprawę skąd ich zachowanie. Rozsiadł się wygodnie na wolnej sofie, kładąc miotłę gdzieś z boku.
- Straszyć pierwszorocznych? Nieładnie - zacmokał cicho, z widocznym rozbawieniem.


Avalon nie pozostawała długo sama ze swoimi myślami, bowiem wkrótce w salonie pojawił się Joseph. Posłała mu uśmiech. Może i była wredna dla innych, ale Ślizgonów ze swojego rocznika przeważnie darzyła sympatią.
- Przetrwają tylko najsilniejsi, niech się tego uczą - stwierdziła wesoło, wzruszając ramionami. Co jak co, ale im szybciej ślizgoński narybek przestanie się zachowywać jak wystraszone kocięta, tym lepiej. W końcu nie mogą przynosić ujmy ich domowi. Avalon bardzo chętnie nauczyłaby ich kilku zasad. Może i była mała, ruda i niepozorna, ale to nie znaczyło, że pozwoli sobie wchodzić na głowę.
Przyjrzała się Josephowi z namysłem. Nagle zdała sobie sprawę, że przecież on idealnie nadawałby się do jej małej misji. Pochodził z odpowiedniej rodziny, więc z tym nie powinno być problemu. Teraz pozostawało tylko obmyślić odpowiednią strategię. Nie mogła przecież wypalić wprost, o co jej chodzi. Postanowiła poczekać na rozwój rozmowy, może wtedy uda się jej wyczuć odpowiedni moment.


Joseph nie przepadał za towarzystwem ludzi z innych domów, bo uważał, że nie tylko nie dorównują mu pochodzeniem, ale i poziomem inteligencji. Nie byłby w stanie zniżać się do rozmawiania z kimś, kto nie był tego godzien. Jednak tak, jak Avalon, ludzi ze swojego rocznika... tolerował. Niektórych w większym, innych w mniejszym stopniu, w zależności od osobnika.
- Słusznie - kiwnął lekko głową. - Nie mam pojęcia skąd oni ich biorą, bo co rocznik niżej, to większe wypłosze - przewrócił teatralnie oczami. Strach pomyśleć kogo dokoptują do ich domu w przyszłym roku! Salazar chyba przewraca się już w grobie...


O ile niektórzy Krukoni byli jeszcze całkiem do zniesienia, o tyle od Gryfonów i Puchonów Avalon trzymała się z daleka. Zwłaszcza od Puchonów, w końcu nigdy niewiadomo czym się można od nich zarazić. Nikt nie może być taki miły z natury, to wręcz nienaturalne.
- Cóż, trzeba by było kiedyś zrobić z tym porządek - stwierdziła, widząc szansę na poruszenie interesującego ją tematu. Miała nadzieję, że uda się jej dosyć subtelnie wybadać poglądy Josepha na ten temat. - Przydałoby się wprowadzić jakąś selekcję, nie uważasz? - spytała, czekając na jego reakcję.


Joseph uważał, że reszta domów nie powinna w ogóle istnieć... Ewentualnie możnaby zostawić Ravenclaw, bo czasem znajdą się tam jacyś w miarę inteligentni ludzie. Ale cała reszta była w jego oczach zerem. Zupełnie się nie liczyli.
- Nie sądzę, by było to możliwe. Jak sama widzisz przyjmują tutaj każdego... - odparł. Jemu nie robiło to już większej różnicy, bo cóż, musiał tu wytrzymać ten rok, jeszcze jeden, a potem na szczęście nie będzie już musiał stawiać stopy tym zamku. Nie obchodziło go więc co będzie się tu działo dalej, mogą nawet tańczyć kankana w trakcie przerwy obiadowej.
- Na selekcję to już chyba za późno - wzruszył lekko ramionami. Nie do końca rozumiał te jej aluzje, bo czy tak naprawdę mógł podejrzewać taką drobną Avalon o śmierciożercze zapędy? Nie sądził by była na tyle głupia, by chcieć dołączyć do grona popychadeł Voldemorta.



Niestety, Hogwart uparł się na bycie staromodnym i wiernym tradycji i przydział do domów istniał tutaj nieprzerwanie od wielu setek lat. Widocznie wszyscy dyrektorzy mieli fetysz starej tiary i dlatego uparcie trzymali ją w gabinecie i wykorzystywali do przydzielania uczniów (a pewnie i do czego innego, ale spuśćmy na to zasłonę milczenia...)
- Może kiedyś się to zmieni - stwierdziła. Gdyby o nią chodziło, już dawno wyeliminowałaby większość czarodziejów mugolskiego pochodzenia. Większość z nich i tak zasilała szeregi nic niewartego Hufflepuffu, a mugolaczki obściskiwały się z kim popadnie. Dziewczyny z czarodziejskich rodzin miały więcej klasy i zasad.
- Nigdy nie jest za późno na dobre zmiany - powiedziała, starając się brzmieć obojętnie. Nie chciała zbytnio narzucać się ze swoimi poglądami, bo bała się, że go tylko odstraszy. Pewnie kwestie czystości krwi niewiele by ją obchodziły, gdyby jakiś sympatyk wszystkiego, co mugolskie nie uśmiercił jej matki parę lat wcześniej. Avalon była pamiętliwa i skoro jej ojciec-nieudacznik nie chciał z tym nic zrobić, to ona musiała się za to zabrać.
- Będę się zbierać, muszę jeszcze załatwić parę spraw - powiedziała, podnosząc się z kanapy. Tak naprawdę nie miała nic do roboty, ale chciała zostawić Josepha samego, żeby mógł sobie przemyśleć jej na razie delikatne sugestie. Na zdecydowane działanie przyjdzie czas potem. - Do zobaczenia - rzuciła jeszcze i udała się do dormitorium.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Avalon&Joseph #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: