IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Avalon&Mirabelle #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Avalon&Mirabelle #1 Empty
PisanieTemat: Avalon&Mirabelle #1   Avalon&Mirabelle #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:52 pm

Avalon, upewniwszy się, że wszystkie współlokatorki są zajęte na tyle, by nie chcieć iść z nią gdziekolwiek, opuściła swoje dormitorium i postanowiła złożyć wizytę w gabinecie profesorki od wróżbiarstwa. Nazywanie jej profesorką było trochę dziwne, zważywszy na to, że Mirabelle była starsza od niej tylko o jakieś dziesięć lat. Gdy była już na miejscu, zapukała do drzwi i czekała na odpowiedź.


Mirabelle siedziała w swoim gabinecie, czytając najnowszy numer "Czarownicy", a raczej przeglądając co ciekawsze strony. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Miala nadzieję, że to owym przybyszem nie był znów Slughorn z zaproszeniem na spotkanie tego swojego durnego klubu, bo wkrótce zabraknie jej wymówek, by się go pozbyć. Że też musiała udawał w miarę miłą dla tej bandy bęcwałów, zaślepionych jakże 'cudownym' dyrektorem. W tej szkole trzymał ją jedynie fakt, że robi ich wszystkich w jajo.
- Proszę. - odparła w końcu, zezwalając tym samym przybyszowi na wejście do środka.


Słysząc odpowiedź, ostrożnie otworzyła drzwi, wcześniej jednak upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu. Co prawda wizyta w gabinecie nie podpadała pod nic nieodpowiedniego, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale Avalon wolała być ostrożna. W końcu nigdy nie wiadomo w jakim kierunku potoczy się rozmowa. Szybko jednak skarciła się w duchu i postanowiła nie stać jak cielę, po czym szybko weszła do środka.
- Dzień dobry - zaczęła grzecznie, dla zachowania pozorów.


Mirabelle nadal nie ruszając się z miejsca, czekała aż owy ktoś wreszcie wejdzie do środka. Może i nawet by się wychylila żeby sprawdzić kto tam stoi, ale po pierwsze była na to zbyt leniwa, a po drugie miała nadzieję, że jednak osoba ta stchórzy i odejdzie, dając jej tym samym święty spokój. Po chwili do gabinetu weszła Avalon. Szczerze mówiąc można powiedzieć, że była jej ulubienic spośród bandy niedouczonych tchórzy, jedyna, w której widziała potencjał na zostanie prawdziwą Śmierciożerczynią.
- Ach, to ty Avalon. - powiedziała, oddychając z ulgą. To nie Slughorn, ani inny psorek, więc nie musiała udawać miłej, czego osobiście nie znosiła.
- Co cię tutaj sprowadza? - spytał, odkładając gazetę gdzieś na bok i spoglądając na dziewczynę.


Podeszła bliżej, uśmiechając się. No tak, Mirabelle nie lubiła, gdy ktoś zakłócał jej spokój, ale Avalon mogła liczyć na specjalne traktowanie.
- Przyniosłam tę listę - oznajmiła, sięgając do kieszeni i wyjmując zwitek pergaminu. Nie musiała mówić dokładnie, o jaką listę chodzi, wszak obie doskonale wiedziały, co miała na myśli. Zamilkła, czekając na reakcję Mirabelle.


Słysząc o liście, jedynie lekko się uśmiechnęła. Dobrze, że w szkole znalazł ktoś taki jak Avalon, dzięki czemu jej praca stawała się znacznie łatwiejsza.
- Doskonale. - skomentowała, wyciągając rękę i zabierając od dziewczyny owy świstek. Na moment utkwiła wzrok w karteczce, dokładnie studiując tekst, a raczej próbując skojarzyć poszczególne osoby, które się na niej znajdowały. Niestety o większości nazwisk nawet nie słyszała, co było raczej jej winą, gdyż nie interesowały ją zbytnio sprawy szkoły, ani tym bardziej jej uczniów. Mir jednak nie czuła się winna. W końcu od tego ma swoich pomocników, żeby załatwiali za ni? takie sprawy jak listy oraz żeby pamiętali za niż dosłownie wszystko, czym nie chce zaśmiecać sobie głowy.
- No proszę, nawet Black się tutaj znalazł. - powiedziała, gdyż było to zapewne pierwsze nazwisko, które skojarzyła. - Starszy czy młodszy? Bo chyba jest ich więcej? - spytała, podnosząc na chwilę wzrok znad kartki.
- A ten tutaj, to kto? - spytała po chwili, wskazując na jedno nazwisko z kartki.


Poczekała, aż Mir zapozna się z listą. Spodziewała się wielu pytań, w końcu nauczycielka nie wszystkich musiała kojarzyć, a zadaniem Avalon było wyszukanie odpowiednich kandydatów.
- Młodszy - odpowiedziała, słysząc pierwsze pytanie. - Starszy w Gryffindorze, marnuje się - dodała, krzywiąc się.
- Evan Rosier. Rodzinę ma odpowiednią - wyjaśniła. Rosierowie byli jedną z arystokratycznych czystokrwistych rodzin, Avalon wiele razy spotykała Evana na balach organizowanych przez jej matkę. - Ma posłuch wśród innych, jest prefektem, mógłby przyciągnąć innych.


- Dobrze, że chociaż jeden im się udał - skomentowała krótko. W końcu kto nie znał słynnej rodziny Blacków? To nazwisko kojarzyli chyba wszyscy, więc i Mir nie miała z tym problemu.
- Rozumiem, w takim razie się nada - powiedziała, stawiając 'ptaszek' obok jego nazwiska. Jakoś musiała przecież odznaczyć właściwych kandydatów wśród reszty. Nie miała zbyt wielkich nadziei na to, że już przy pierwszym podejściu lista kandydatów Avalon będzie idealna.
- A on? - spytała, wskazując na kolejną osobę. Wydaje mi się, że kojarzę to nazwisko - dodała, jednak czekała na jej odpowiedź.


- Drugi by się nadawał, gdyby tylko nie był tak obrzydliwie gryfoński - powiedziała z dezaprobatą. Syriusz miał wiele cech, które mogłyby im się przydać, ale się marnował niestety. Szkoda.
Zerknęła na nazwisko wskazywane przez Mir.
- Anthony van der Craven. Nie sposób go nie znać. On i jego siostra Bonnie właściwie mają tę szkołę w garści. Ja też, oczywiście - dodała, bez fałszywej skromności, ale przecież taka była prawda. - Z czystością jego krwi i rodziną wszystko w porządku, ale on się raczej nie nada. Nie interesuje go nic oprócz własnego tyłka, mógłby nam tylko zaszkodzić. Robi tylko to, co mu się opłaca - wyjaśniła, po czym westchnęła. Z jego talentami do manipulacji byłby bardzo przydatny, ale wydałby wszystkich przy pierwszej lepszej okazji, gdyby tego wymagało ratowanie własnej skóry.


- Mnie też to obrzydza. - stwierdziła, krzywiąc się. Gryfoni byli tacy obrzydliwie prawi i tacy produmbledorowscy. Cholerni pacyfiści. Tylko zgoda i pokój im w głowie. Ohyda! I po prostu nie sposób się z nimi dogadać.
- Ach tak, już kojarzę. - odparła, słuchając wyjaśnienia Avalon. - Nie potrzebni nam jednak indywidualiści, widzący jedynie czubek własnego nosa. Nam potrzebni są ludzie, którzy będą wykonywać rozkazy bez względu czy im się to będzie podobać czy nie. No i oczywiście tacy, którzy potrafią pracować w zespole, gdyż zadania nie zawsze są przydzielane wyłącznie jednej osobie. - wyjaśniła, skreślając to nazwisko z listy.
- Barty Crouch Jr.? - spytała, spoglądając na Avalon, jakby chcąc się upewnić, że wie, kogo na tę listę wpisała. - Syn tego Croucha z Ministerstwa Magii? - spytała tak dla pewności. Zwyczajnie zdziwił ją widok tego nazwiska na owej liście.


- Naprawdę, nie wiem jak można być dumnym z bycia Gryfonem - powiedziała z całym potępieniem na jakie było ją stać. To nie było tak, że Avalon nienawidziła wszystkich, którzy nie należeli do Slytherinu. Naprawdę, nie miała nic przeciwko Krukonom i nawet niektórym Puchonom, a i Gryfoni byliby do zniesienia gdyby nie byli tacy gryfońscy właśnie. Zbyt szczerzy, zbyt uczciwi i najpierw robili, a potem myśleli.
- Nie wiadomo, na co by nas naraził - zgodziła się, patrząc, jak Mirabelle wykreśla nazwisko Anthony'ego z listy. Lubiła go, przyjażniła się z jego siostrą, ale nie takich ludzi potrzebowali.
- Ten sam - przyznała z uśmiechem. Niepozorny Crouch, który nie wyróżniał się z tłumu niczym poza pochodzeniem i wredną inteligencją. Avalon określała tak uwagi rzucane przez Barty'ego - zawsze złośliwe i sarkastyczne, ale też bardzo wymyślne. - Wyrabia roczną normę Hogwartu w czytanie ksiąg o czarnej magii. Dział zakazany na pewno ma już go dość - wyjaśniła. - No i nie znosi swojego tatusia, więc chętnie utrze mu nosa - dodała, wspominając Croucha Seniora, bardzo zasadniczego człowieka i wielkiego przeciwnika czarnej magii.



- Ja też nie. - odparła krótko, krzywiąc się. Doprawdy, Gryfoństwo było dla niej jak choroba, uciążliwa, zakaźna, a co gorsze nie było na to lekarstwa. Cóż, wygląda na to, że będą musiały się obejść bez nich, ale jakoś sobie poradzą.
- No proszę, proszę - skomentowała z cwanym uśmieszkiem na ustach. W takim razie Crouch Jr na pewno się przyda. W końcu dla utarcia nosa własnemu ojcu na pewno będzie w stanie zrobić naprawdę wiele. A właśnie takich ludzi Mir szuka?ła. Postawiła 'ptaszka' przy jego nazwisku, przeglądając listę dalej.
- A ten... Force? Kto to niby? - spytała, spoglądając na Avalon.


- W każdej rodzinie trafi się jakaś niespodzianka - skomentowała jeszcze, mając na myśli Croucha. Oj, była ciekawa, jaką minę miałby jego tatuś, gdyby się dowiedział. Na pewno nie byłoby mu do śmiechu. W końcu to byłaby hańba!
- Ślizgon, szósta klasa - odparła, słysząc pytanie Mir. - Mogę zagwarantować, że hmm... przyciągnie ze sobą dużo dziewczyn - powiedziała sugestywnie, zostawiając resztę dla domysłów Mirabelle.



- Ślizgon, szósta klasa... - zastanowiła się przez chwilę nad tym czy kojarzy ową osobę. Po chwili coś jej zaświtało w głowie, bo odparła:
- A, to ten co się na mnie tak dziwnie gapi na lekcjach - przewróciła teatralnie oczami. Cóż, Mir nie lubiła dzieci, Gryfonów, ale przede wszystkim natrętnych uczniów.


- Tak, to do niego podobne - zgodziła się, przewracając oczami. - Do mnie też najchętniej by coś miał, ale ja takich spławiam - dodała. Tak, Avalon to zupełnie inna liga. Poza tym nigdy nie wplątałaby się w cokolwiek z chłopakiem, który ma bliskie relacje prawie ze wszystkimi znanymi jej dziewczynami.
- Chętnie bym zobaczyła, jak dostaje nauczkę - rzuciła z tym swoim uśmieszkiem. Nie, żeby coś sugerowała, broń Salazarze.


Nie muszę chyba mówić, że Mirabelle zupełnie nie leci na małolatów, pomijając fakt, że tacy, którzy mają hmm bliższe znajomości z niemal każdą dziewczyną ze szkoły, zupełnie jej nie interesują. Choroby weneryczne też nie są czymś, czego Mir w tej chwili, albo ogólnie rzecz biorąc potrzebuje. No i przede wszystkim, Mirosława ma do spełnienia misję od samego Czarnego Pana i musi się tego trzymać.
- I bardzo dobrze. Grunt to się szanować - powiedziała, stawiając jakiś dziwny znaczek obok jego nazwiska. Co prawda ślizgoństwo pasowało, ale nie była pewna czy chce w ich 'grupie' kogoś, kto będzie próbował do niej startować i takie tam. W końcu oni mieli się skupić na ważniejszych rzeczach niż to, z kto z kim i dlaczego.
- Wiesz, wszystko da się załatwić - rzuciła z tym swoim firmowym uśmieszkiem. Już Avalon powinna wpaść na jakiś twórczy pomysł jak dać mu nauczkę.



Avalon póki co nie interesowała się zbytnio szukaniem kogoś, kim mogłaby się zainteresować. Za bardzo pochłaniały ją inne sprawy. No i teraz miała misję, zleconą jej przez Mirabelle i miała zamiar się do niej przyłożyć.
- Nie wszyscy przykładają do tego wagę, niestety - stwierdziła. No ale, najwyżej nie przyjmą nieodpowiednich kandydatów.
- Wypadki chodzą po ludziach - rzuciła tylko, uśmiechając się tajemniczo.



- To już ich problem - odparła, jak na Mirosławę przystało, bez zbytniego przejęcia. W końcu to nie jej sprawa co te durne dzieciaki robią ze swoim życiem. Chcą się puszczać z byle kim? Proszę bardzo! Byle nie w 'jej drużynie', bo oni muszą być przede wszystkim skupieni.
- Nawet nie wiesz jak często - dokończyła za nią, uśmiechając się pod nosem. Ostatni raz zerknęła na przyniesioną przez Avalon karteczkę, po czym odłożyła ją gdzieś na bok.
- Dobra robota. - pochwaliła ją - Jakbyś wypatrzyła kogoś jeszcze to wiesz co robić - powiedziała.



Avalon odebrała to jako sygnał do zakończenia rozmowy.
- Dobrze, będę mieć oczy szeroko otwarte. Jak znajdę kogoś jeszcze, to się zgłoszę - zapewniła. Uśmiechnęła się jeszcze na pożegnanie, po czym opuściła gabinet.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Avalon&Mirabelle #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: