IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Ophelia&Granville #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Ophelia&Granville #1 Empty
PisanieTemat: Ophelia&Granville #1   Ophelia&Granville #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:51 pm

Trzeba przyznać, że jak na wzorową Krukonkę przystało, Ophelia przykładała się jak należy do wszystkich szkolnych przedmiotów. Poza jej ukochanymi zaklęciami, był jednak jeszcze jeden przedmiot, który wywoływał u niej falę entuzjazmu, a była to właśnie opieka nad magicznymi stworzeniami. Tematyka tego przedmiotu sama w sobie była ciekawa, jednak gdy na zajęciach uwagę innych uczniów pochłaniały jednorożce, hipogryfy czy psidwaki, panna Hastings miała zupełnie co innego na myśli. Powód był jeden - Granville Wakefield. Rozsądna dziewczyna pewnie obdarzyłaby uczuciami kogoś bardziej dostępnego, ale w tym wypadku Oph najwyraźniej postanowiła wysłać rozsądek na wakacje na Fidżi. Ze wszystkich osobników płci przeciwnej mieszkających w zamku, gorszym wyborem byłby chyba tylko Dumbledore lub Filch (Ophelia nie była świadoma, że ten pierwszy wolał korzystać ze swojej różdżki na inne sposoby, a ten drugi... Powiedzmy, że jeśli mężczyzna ma tyle lat i mieszka tylko z kotem, którego nazwał damskim imieniem... Nie, pewne rzeczy lepiej pozostawmy w sferze domysłów).
Wracając do rzeczy, Ophelia nie bardzo wiedziała, co zrobić ze swoimi nastoletnimi hormonami. Wiedziała jednak, że nie podda się bez walki i musi jakoś przykuć jego uwagę. Nie miała zamiaru zachowywać się jednak jak niektóre dziewczyny, które wręcz paradowały z cyckami na wierzchu, o nie! Ophelia musiała zadziałać inaczej. Na razie westchnęła tylko tęsknie i wbiła w swój obiekt westchnień dosyć nieprzytomne spojrzenie.



To był kolejny, niezbyt interesujący dzień w życiu Granville'a. Życie w Hogwarcie bywało czasami wyjątkowo monotonne. Na tyle, że zastanawiał się dlaczego nie wybrał innej roboty. Bo przecież bycie nauczycielem to nie żadne powołanie. Prowadził akurat wykład, wypruwał sobie flaki, żeby te durne dzieciaki czegokolwiek się nauczyły, ba, starał się nawet mówić ciekawie! Zupełnie nie rozumiał dlaczego większość uczennic wydawało się zupełnie nieskupionych na jego słowach. Cóż za bezczelność. Większość jednak udawała, że coś notuje, zerkała na niego, tablicę, albo chociaż w książkę, byle nie dać się przyłapać. Zupełnie odwrotnie do takiej Hastings. Prowadził więc wykład i nagle przerwał, zwracając się bezpośrednio do niej:
- Panna Hastings powtórzy co właśnie powiedziałem - rzucił, spoglądając na Ophelię, powoli podchodząc nieco bliżej.



Ophelia dokumentnie porzuciła wszelkie czynności związane z robieniem notatek i tym podobnych na rzecz bardziej wzniosłego zajęcia, czyli otwartego wgapiania się bez żadnych zahamowań. Kiedy dzieli się te same geny co Mirka, bezczelność i śmiałość przychodzi człowiekowi bardziej naturalnie niż oddychanie. Zresztą, jako dziewczę oczytane, Oph doskonale wiedziała, że to niezdrowo tłumić w sobie frustrację, a żeby znaleźć dla niej ujście, nie mogła się ukrywać ze swoim zainteresowaniem. To byłoby wręcz niehumanitarne. Zresztą, po co skupiać uwagę na magicznych stworzeniach, o których i tak można później poczytać, jeśli można sobie w tym czasie pofantazjować? Ze zbereźnych rozmyślań wyrwał ją jednak głos Granville'a. Oph zaczerwieniła się lekko, ale nie dała się zbić z tropu i w jednej chwili zrozumiała, co powinna zrobić. Oto była jej okazja!
- Panna Hastings nie powtórzy - odparła, podtrzymując jego spojrzenie. Mogła jeszcze dodać "Bo nie wie", ale dość tego mówienia o sobie w trzeciej osobie.



Ech, ta dzisiejsza młodzież! Bachory robiły się coraz bardziej bezczelne i rozwydrzone. Ktoś musiał nauczyć je tego, że w życiu trzeba kierować się zasadami i nie zawsze można robić, co się komu żywnie podoba. Granville był jednak zbyt... wyluzowanym, by próbować nawrócić nastolatków na "lepszą drogę", czy tego typu bzdury. Co nie znaczy, że dawaniem szlabanów pogardzi, o ile ma gorszy dzień, czy ktoś mu wyjątkowo podpadnie. Różnie to bywa, ale lepiej mu nie podpadać. Tak na wszelki wypadek.
- Panna Hastings nie słuchała - wytknął jej. A co się będzie czaił. - Zanudzam? A może chce mnie pani zastąpić? - spytał, podchodząc bliżej. To zwykle działało na uczniów, ale czy na nią podziała? Zasadniczo, Wakefiled miał gdzieś, czy czegoś ich nauczy. Ważne, żeby wkuli wystarczająco na egzaminy, skoro już wybrali ten przedmiot...



Może to i lepiej, że w mniemaniu Granville’a bachory były tylko bezczelne i rozwydrzone. Gdyby zdawał sobie sprawę z ogromu buzujących u dziewcząt hormonów, pewnie szybko rzuciłby robotę, spakował manatki i przeniósł się do ciepłych krajów. Kto wie, pewnie opłaciłoby się mu to lepiej niż nauczanie niewdzięcznej angielskiej młodzieży.
Ophelia już miała odpowiedzieć, że „panna Hastings podziwiała widoki”, ale na szczęście w porę ugryzła się w język. Chciała być traktowana poważnie, a takie perfidne oznajmienie swoich prawdziwych intencji sprawiłoby, że wyszłaby na kolejną ciastomózgą idiotkę, która nie potrafi nawet skupić się na zajęciach, bo rozpraszają ją potrzeby tego rodzaju, o których mówi się w mugolskiej telewizji po dwudziestej trzeciej.
- Ależ skąd – odparła zamiast tego, uśmiechając się bezczelnie. – Niekoniecznie. Ale może miałabym ochotę na inne rzeczy… - dodała cicho. Naprawdę, czy musiał się do niej zbliżać? Jego obecność działała na nią rozpraszająco.



Dobrze, że Ophelia nie obwieszczała się tak bardzo ze swoimi prawdziwymi intencjami, bo cóż, podejrzewam, że Granville miał już parę takich akcji. Wtedy dostałaty plakietkę kolejnej napalonej małolaty i Wakefield musiałby ją omijać.
- Rozumiem - rzucił, jakby faktycznie pojął tok jej rozumowania i pokiwał głową. Nie mógł sobie pozwolić, by tak się wobec niego zachowywała przy całej klasie. Jeszcze trochę a i reszta bachorów próbowałaby wejść mu na łeb. On nie z tych, bo na takie rzeczy pozwalają. Podszedł jeszcze bliżej, tak, że teraz stał dosłownie przed jej ławką, by lepiej zauważyć, że nie nabazgrała podczas tych zajęć ani jednego słowa. Wybornie.
- Notatek też pani nie zaczęła robić, jak mniemam? - spytał. - Wybornie. Na piątek wszyscy napiszą wypracowanie na dwie rolki pergaminu dotyczące dzisiejszego tematu zajęć, którego nie ma w obowiązującym podręczniku - powiedział, spoglądając wymownie na Ophelię. Pewnie liczyła, że będzie miała na czym się oprzeć, a tu lipa. Jakoś trzeba bachorów wychować, a co! - Możecie podziękować pannie Hastings - dodał, uśmiechając się triumfalnie, obrócił się na pięcie i wrócił na swoje miejsce.



Cóż, po części Ophelia może i była napaloną małolatą, ale na pewno nie w taki sposób, jak te wszystkie rozchichotane dziewuchy, które wymieniały płyny ustrojowe z kimkolwiek, kogo udało im się dorwać i przydybać w jakimś ustronnym zakątku. Mimo to, miło byłoby mieć chłopa, a że nastoletni chłopcy są wkurwiający irytujący, to zainteresowanie Oph siłą rzeczy powędrowało w inną stronę...
Ophelia przewróciła oczami, w końcu tutaj nie było nic do rozumienia, ale widocznie pan nauczyciel musiał wszystkim okazać swoją wyższość. Nie, żeby nauczycielski autorytet nie był pociągający, ale Oph zaczynała być poirytowana. Gdzie ten szlaban, kiedy go potrzeba? Czyżby nie była wystarczająco bezczelna?
- Dwie rolki pergaminu? – Ophelia oburzyła się, podobnie jak reszta klasy, ale z zupełnie innego powodu. Widocznie za słabo się postarała. Nie miała jednak zamiaru tak szybko składać broni. – Pan nie może! – oznajmiła kategorycznie. – A co z klubem pojedynków, z treningiem quidditcha? Mam dziergać wypracowanie między jednym podaniem kafla a drugim?



Ophelia była bezczelna i Gran zdawał sobie z tego sprawę, ale nie dawał szlabanów tak od razu. Zwyczajnie nie chciałoby mu się potem nadzorować tych wszystkich bachorów, podczas kiedy mógł pójść sobie przykładowo do takiego Hogsmeade. Zresztą, dla większości uczniów męczenie się z długim i wymagającym wypracowaniem było gorszą karą niż jakieś tam sprzątanie schowka.
- Za mało? Mogę dodać trzecią - odparł. Nie da się ukryć, dobrze się bawił, udając "wrednego nauczyciela". Trzeba sobie wypracować wizerunek.
- Doprawdy? Bo właśnie to zrobiłem, co oznacza, że jednak mogę - powiedział, pewny siebie. Tak naprawdę reszta nauczycieli nie mieszała się do nie swoich przedmiotów, więc mógł im zadawać tyle prac domowych, ile mu się żywnie podobało. - Sugeruje pani, że mój przedmiot jest mało ważny? Jak dla mnie może pani je pisać nawet zamiast snu. Wymagam tylko skupienia na moich zajęciach, ale skoro to dla pani za trudne, trzeba nauczyć panią odpowiedniego zachowania w bardziej mozolny sposób - odpowiedział. Zupełnie nie bawiło go to, że będzie to musiał później sprawdzać, ale cóż... Oni i tak będą się bardziej męczyli pisząc to i to dawało mu już odpowiednią satysfakcję.
- I nie chcę już słyszeć od pani ani słowa do końca zajęć, zrozumiano? - dodał, gdyby jeszcze miała zamiar wtrącać kolejne trzy grosze.



Pewnie gdyby dał jej szlaban od razu, zaoszczędziłoby to im obojgu trochę nerwów, ale z drugiej strony, była to idealna okazja, by Ophelia mogła się wykazać swoimi zdolnościami aktorskimi. W końcu była siostrą Mirki, coś musi być w ich genach. Jeśli Mirabelle potrafiła przekonać Dumbledore’a, że jest kompetentną nauczycielką wróżbiarstwa, to Oph tym bardziej mogła dostać szlaban, kiedy miała na to ochotę.
- Proszę bardzo – warknęła, podejmując jego wyzwanie. – Niech pan nawet zrobi z tego trzy i trzy czwarte, żebyśmy się dodatkowo pomęczyli, odliczając odpowiednią długość. Może pan dorzucić jeszcze limit słów, to przy okazji poćwiczymy sobie numerologię, przyda się do egzaminów – dorzuciła, starając się brzmieć jak najbardziej jadowicie. Jeszcze chwila, a zamieni się w Ślizgonkę. – O tak, każdy nauczyciel uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy i że tylko na nim powinniśmy się skupiać. Mam dobre oceny z każdego przedmiotu i co, to jeszcze za mało? Tak ma wyglądać życie? Tylko nauka, zero spania, zero przyjemności, zero quidditcha, zero randek? No, ale co pan może o tym wiedzieć – zakończyła w tonie iście zbuntowanej nastolatki. Miała nadzieję, że ta mała wycieczka personalna na koniec osiągnie zamierzony skutek.



- To nie będzie konieczne - w końcu chciał dowalić tylko jej, reszta klasa na tej konkretnej lekcji była wyjątkowo grzeczna. Ale uznał, że zadając wypracowanie tylko Ophelii nie ukaże jej odpowiednio. Taki hejt ze strony kolegów będzie większą karą. Nikt nie lubi zasady solidarności, jeżeli chodzi o karanie.
- Skończyłaś? - spytał, kiedy zdążyła już wyrzucić z siebie cały jad. Takie przedstawienie bynajmniej nie robiło na nim wrażenia, ale małolata na zbyt dużo sobie pozwalała i to go denerwowało.
- Referat na trzy stopy do wygłoszenia ustnie na pojutrze. Tylko dla panny Hastings - dodał, tak dla jasności. Nie chciałoby mu się wysłuchiwać bełkotów tylu uczniów... - Tematem będzie to, czym zajmiemy się na kolejnych zajęciach, czyli [blablabla] - wyjaśnił. - A jutro ma się pani do mnie zgłosić po porannych zajęciach, to omówię kwestię szlabanu - dodał jeszcze, powracając na swoje miejsce. Miał zamiar wrócić w końcu do właściwego tematu, bo lekcja prawie dobiegała już końca.



- Jak łaskawie – stwierdziła pogardliwie, ale postanowiła wreszcie się przymknąć, żeby nie przeholować. Bądź co bądź cierpliwość Granville’a mogła w każdej chwili się skończyć i to nie w ten sposób, na jaki liczyła, co mogło się skończyć odesłaniem Ophelii do Filcha. O nie, chyba by umarła, gdyby musiała coś polerować temu staremu dziadowi!
- Tak – odparła automatycznie. Jego pytanie nieco zbiło ją z tropu i poczuła się faktycznie jak rozkapryszona gówniara, a przecież zawsze starała się tego unikać. Niestety, nie miała innego pomysłu, jak spędzić z nim trochę czasu sam na sam. Podrzucenie mu liściku o treści „Wiem, że jesteś nauczycielem, a ja uczennicą, ale chodźmy w sobotę na piwo do Hogs, a potem możemy poobściskiwać się w Twoim gabinecie” raczej nie wchodziło w grę.
W spokoju wysłuchała wymagań co do referatu, a kiedy wreszcie padło upragnione słowo „szlaban”, z trudem mogła powstrzymać uśmiech. Wreszcie dostała to, czego chciała, więc mogła się już uciszyć i w spokoju przesiedzieć do końca lekcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Ophelia&Granville #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: