IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Gwendolyn&Nicholas #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Gwendolyn&Nicholas #1 Empty
PisanieTemat: Gwendolyn&Nicholas #1   Gwendolyn&Nicholas #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:50 pm

Gwendolyn dotarła do Green Dragona o dziwo jeszcze przed umówioną godziną. Była dziewczęciem zalet wielu, ale punktualność nie była jedną z nich. Nieważne, jak bardzo się starała, zawsze był jeszcze detal wyglądu, jaki trzeba było poprawić, albo różdżka, po którą trzeba było wrócić się do domu... Dzisiaj wszystko jednak poszło jak po maśle, więc postanowiła uznać to za dobrą wróżbę. Bądź co bądź, skoro przyszła tutaj starać się o pracę, musiała zrobić dobre wrażenie. Powtarzano jej wiele razy, że jest uroczym stworzeniem, dlatego miała nadzieję, że urok osobisty zadziała i tym razem. Jakby nie patrzeć, chociaż wciąż była studentką, jej kwalifikacje były zbyt wysokie na pracę w barze. Mimo to, zamierzała zdobyć tę pracę, a nie znaleźć zatrudnienie ze względu na sympatię do jej ojca, jak to było w przypadku jej rodzeństwa. Tak naprawdę istniał jeszcze jeden powód, dlatego zgłosiła się akurat tutaj... Gwen zatrzymała się przy drzwiach, nie przejmując się tym, że blokuje przejście i zaczęła się rozglądać z wspomnianym powodem. Dostrzegła go w końcu w okolicach baru i ruszyła w tamtą stronę.
- Cześć - przywitała się, gdy już znalazła się obok Nicholasa. - Jest już szef? - spytała, starając się brzmieć niewinnie. Bądź co bądź, nikt nie musiał brać jej za wariatkę, która zatrudnia się tam, gdzie jej obiekt westchnień, nawet jeśli było w tym ziarenko prawdy. Ale naprawdę malutkie.



Nicholas miał tego dnia pełne ręce roboty. Był piątek, a wtedy jak wiadomo w lokalu był największy ruch, bo nagle każdy przypominał sobie, że właściwie jest weekend, a zwłaszcza w piątkowy wieczór, z dziwnych przyczyn, uważają, że nie powinno się przesiadywać w domu, więc zalegają w dużej większości właśnie z Green Dragonie. Van Helsing robił już któreś kółeczko z kolei po lokalu, bo praca czasami wymagała dla niego samej obsługi, a czasami jeszcze latania z tacą i podawania gościom ich zamówień... Ten dzień był więc ciężki sam w sobie, ale w chwilę później, jak zobaczył znajomą mu osobę, Nicholas czuł już w kościach, że będzie gorzej.
- MOJEGO szefa jeszcze nie ma - uściślił, specjalnie podkreślając pierwsze słowo. I choć wiedział, że bez powodu o niego nie pyta, miał jednak cichą nadzieję, że nie jest tak, jak podejrzewał.
- Nawet mi nie mów, że masz zamiar tutaj pracować - rzucił, mrużąc lekko oczy. On już znał jej stalkerskie zachowanie! I zdecydowanie nie podobało mu się to, że chciała się zatrudnić w tym samym miejscu. Bo niby jak on tutaj z nią wytrzyma?! Poza tym, on był tutaj pierwszy! Dlaczego nie mogła sobie znaleźć innego miejsca?



Jego wrogie nastawienie nie zrobiło na niej zbytniego wrażenia, zdążyła już do tego przywyknąć. Zresztą, Gwen nie należała do osób chowających głowę w piasek. W dzieciństwie ciągle musiała walczyć ze starszym rodzeństwem, żeby wyjść na swoje i to ją mocno zahartowało.
- Mam nadzieję, że TWÓJ szef niedługo będzie - odpowiedziała wojowniczo, krzyżując ręce na piersi. Jak z dzieckiem, zupełnie jak z dzieckiem... Ale cóż, dwoje może grać w tę grę. Plus technicznie, właściciel Green Dragona nie był jej szefem. Jeszcze nie.
- Myślę, że nie muszę ci o tym mówić, bo sam wywnioskowałeś to bezbłędnie - stwierdziła tylko, nie wdając się w dalsze dyskusje. Nie miała zamiaru się tłumaczyć, ani zgrywać głupiej. Tak naprawdę i tak potrzebowała pracy, a że bez ukończonych studiów miała do wyboru tylko nudną pracę w sklepie albo ciekawszą pracę w barze... Plus to nie wina Gwen, że w czarodziejskim Londynie był tylko jeden lokal na poziomie, a przecież nie będzie codziennie latała do innego miasta, tylko po to, żeby podać komuś piwo.



Nico w zasadzie nie miałby nic do Gwen, gdyby nie to, że lubiła pojawiać się w tych samych miejscach co on. Przez co uważał, że go śledzi, ba, był tego zupełnie pewny, a to już nie jest zbyt zachęcające. Bo ileż można? Faceci nie lubią jak ktoś im się narzuca, ale widocznie MacFarlan nikt tego jeszcze nie powiedział... Może czas nadrobić ten błąd?
- Może tak, a może nie - odparł, mrużąc lekko oczy. Naprawdę nie podobał mu się kierunek, w którym ta cała rozmowa, ba, pojawienie się Gwen w barze, zmierzało. Zdecydowanie mu się to nie podobało...
- To nie ma w Londynie innych barów? - spytał, czysto retorycznie. Wiadomo, że było ich dużo więcej. Może nie odpowiednich dla młodej kobiety, bo zbierała się tam okoliczna meliniarnia, ale jednak jakieś istniały! - Mogłabyś już przestać wiecznie za mną łazić - rzucił, może i niezbyt przyjemnie, ale naprawdę tracił do tej osóbki jakąkolwiek cierpliwość. Kiedy jakiś klient na niego chrząknął, zdał sobie sprawę z tego, ze wciąż trzymał w ręku kufel z piwem, który owy klient sobie zamówił. Mruknął coś niezrozumiałego pod nosem, po czym podał gościowi jego zamówienie i pewnie przeprosił za zwłokę. No ładnie, ledwo Gwen się zjawiła, a on już zaczynał popełniać gafy.



Oj tam od razu śledzenie, Gwen wolała nazywać to determinacją i subtelną inwigilacją. No, może nie aż tak subtelną, ale dziewczyna w potrzebie musi sobie jakoś radzić. 21 lat to najwyższy czas, żeby zacząć dbać o swoją przyszłość, bowiem Gwen nie miała zamiaru skończyć jako stara panna ze stadem kotów, czy w jej przypadku smoków. Poza tym, oprócz zranienia jej uczuć, Nicholas zranił również jej dumę. Nie potrafiła zrozumieć czemu kiedyś ją lubił, a potem nagle przestał. Co to, to nie, potrzebowała pewnych odpowiedzi i liczyła, że poprzez użycie odpowiednich środków uda się jej je zdobyć.
- Postawię na odpowiedź 'może tak', dzięki - stwierdziła, nie dając się zbić z tropu. Tak łatwo nie dało się jej pozbyć, chociaż tego akurat Nicholas był już raczej świadomy.
- Barów? Nie. Spelunek? Tak - odparła, chociaż wiedziała, że mogła sobie podarować odpowiedź na to pytanie. - Czy ja ci wyglądam na osobę, która powinna pracować w spelunkach czy innych melinach? - zrewanżowała mu się swoim pytaniem.
- Nie pochlebiaj sobie - mruknęła, raczej dla zasady, niż dlatego, że nie miał racji. Z jej strony przecież nie doszło nigdy do żadnych deklaracji uczuć, dlatego póki co mogła wszystkiemu zaprzeczać, nawet jeśli oboje wiedzieli, że delikatnie mówiąc ściemnia.



Jak nie trudno zauważyć, Nicholas nie był osobą zbyt wylewną, nie spowiadał się ze swoich uczuć, ani z tego, co i po co robił. Nie widział ku temu najmniejszego powodu, poza tym... To, czym się tak naprawdę zajmował nie było czymś, z czego powinien tłumaczyć się innym. Im mniej taka Gwen wiedziała, tym lepiej. Tylko niestety nijak nie dało jej się tego wbić do tej rudej główki, bez zdradzenia się z faktycznych przyczyn. Dlatego jedyną "bronią", która pozostała Nico były próby zniechęcenia jej.
- A co mnie obchodzi, że reszta barów to speluny? - odparł, przewracając teatralnie oczami. On zatrudnił się tutaj pierwszy, a że Gwen lubiła go stalkerować, uznał, że robi to tylko po to, by pogłębiać swoją obsesję jego osobą. A to już było chore! Powinna iść na Nico-odwyk!
- Proszę cię - fuknął. - Oboje wiemy jak jest - dodał, choć oboje wiedzieli, że nie musiał. Zachowanie Gwen dosyć jasno wskazywało na to, że za bardzo się nim interesowała. Może trzeba by jej znaleźć inny obiekt westchnień?




Może gdyby Gwen miała inny charakter, już dawno dałaby sobie spokój, ale jej osobowość źle radziła sobie z odrzuceniem i manifestowała to na różne sposoby. W przypadku jej rodzeństwa była to rywalizacja i wzajemne ignorowanie, zaś w przypadku Nicholasa padło na stalkerowanie. Trzeba jednak przyznać, że była kreatywna. Słyszała tylko, że pracował w jakimś barze w Londynie, więc przeszła się po wszystkich, które znała, aż wreszcie trafiła do Green Dragona. Cóż za godne podziwu poświęcenie w ramach wyższej sprawy.
- Pewnie nic - przyznała, wzruszając ramionami. Było jej trochę przykro, ale spodziewała się takiej reakcji, więc nie dała niczego po sobie poznać.
- Wydaje ci się, że wiesz - stwierdziła tylko, nie chcąc się poniżać. Chciała jeszcze coś dodać, ale od odpowiedzi wybawił ją widok Janusa Thickneya, właściciela baru, który właśnie pojawił się w środku. Gwen przywołała na usta swój najbardziej czarujący uśmiech i ruszyła w jego stronę.
- Życz mi powodzenia - rzuciła jeszcze bezczelnie, oglądając się przez ramię na Nico.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Gwendolyn&Nicholas #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: