IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Jonathan&Lily + James&Lily #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Jonathan&Lily + James&Lily #1 Empty
PisanieTemat: Jonathan&Lily + James&Lily #1   Jonathan&Lily + James&Lily #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:46 pm

/ start!


Po skończonych zajęciach Lily miała jeszcze trochę pracy przed sobą. Jak zwykle miała zamiar wcześniej zabrać się za wypracowanie z transmutacji, które profesor McGonagall zadała im poprzedniego dnia i to właśnie w tym celu udała się do biblioteki po opasłe, lekko zakurzone tomiszcze. Żegnając się z panią Pince, zastanawiała się dokąd powinna się udać. Na błoniach nigdy nie potrafiła dostatecznie się skupić, albo było tam zbyt dużo ludzi, albo promienie słoneczne świeciły jej prosto w oczy, a innym razem zlatywało się nad jej głową okoliczne robactwo, skutecznie uniemożliwiając jej wykonywanie zadanej jej pracy. W pokoju wspólnym zawsze znajdowało się parę osób, które próbowało wycyganić od niej pracę domową, albo ją zagadać... Ostatecznie postawiła więc na Wielką Salę, która, jak sądziła będzie pusta, gdyż nie była to pora posiłku. Zadowolona z tego, że wreszcie zdecydowała się na jakiś konkret przekroczyła próg Wielkiej Sali i... aż tak bardzo się nie pomyliła. W środku zastała bowiem jedynie jedną osobę, Jonathana Wooda. Na jej ustach mimowolnie pojawił się szczery uśmiech i nie zastanawiając się dłużej ruszyła w jego kierunku.
- Jesteś bardzo zajęty, czy mogę się dosiąść? - spytała, stojąc już tuż obok niego, dzierżąc w dłoni sporej wielkości tomiszcze.


Jonathan przez te parę lat swojego pobytu w Hogwarcie zdążył się już zorientować, że poza posiłkami, Wielka Sala nie jest zbyt uczęszczanym miejscem i dlatego często przychodził tutaj, kiedy miał dużo roboty i potrzebował skupienia. Pokój Wspólny Krukonów nie był do tego odpowiednim miejscem, bowiem jak na złość, wszyscy decydowali się odrabiać prace domowe w jednym czasie i symultaniczne skrobanie kilkudziesięciu piór po pergaminie doprowadzało Jonathana do białej gorączki. Na szczęście, w takim wielkim zamku istniało alternatywne miejsca nauki.
Nagle usłyszał czyjeś kroki, ale postanowił nie zwracać uwagi, dopóki ta osoba nie zatrzymała się koło niego. Podniósł wzrok znad pergaminu i ujrzał obok siebie Lily Evans.
- Ty zawsze możesz - zapewnił, uśmiechając się ciepło na jej widok.


Lily z reguły nie przeszkadzała innym podczas nauki, czy odrabiania prac, ale skoro Jonathan powiedział, że mogła, to postanowiła "poprzeszkadzać mu" chociaż przez chwilę. W końcu nie zawsze mieli dla siebie czas, wśród masy innych zajęć, więc trzeba było łapać okazję, póki się nadarzyła. Usiadła więc na ławce obok niego, zerkając na pergamin, w którym jeszcze chwilę temu zapewne w skupieniu coś dziergał.
- Coś ciekawego? - spytała. Ona sama miała już prawie wszystko odrobione, więc zostało jej już tylko jedno wypracowanie, a do niego musiała poczytać pewną książkę. Evans nie rozumiała dlaczego tak wielu uczniów traktuje książki jak zło konieczne. W końcu z nich wszystkich można dowiedzieć się tylu ciekawych rzeczy, NAUCZYĆ tylu ciekawych przepisów na eliksiry, czy zaklęć... Doprawdy, wielu chce używać magii na co dzień, a nie potrafi wykonać najprostszych poleceń. Jak tak można?!
- Ach, no tak, profesor McGonagall postanowiła urozmaicić wszystkim weekend - rzuciła z lekkim rozbawieniem. To było dla niej typowe, ale bynajmniej jakoś zmuszała tych wszystkich głupków, by zabrali się za naukę. No, powiedzmy...


To prawda, to że byli oboje z różnych domów, nieco utrudniało im sprawę, ale przynajmniej z Wieży Ravenclawu do Wieży Gryffindoru było w miarę niedaleko, nie to co na przykład do Pokoju Wspólnego Hufflepuffu w podziemiach. Nie to, żeby Jonathan miał ochotę zapoznawać się bliżej z Puchonami. Jak na jego gust, to zbyt wielu przedstawicieli tego domu używałoby miotły raczej jako środka do zamiatania niż środka do gry w quidditcha, a to przecież było nie do pomyślenia! Aż dziwne, że ten dom w ogóle zgromadził drużynę.
- W sumie to tak - przyznał, odsłaniając pergamin z tematem pracy, by Lily mogła na niego spojrzeć. Jakkolwiek miłość Jonathana do quidditcha była wielka, tak nie mógł zaprzeczyć, że całkiem lubił niektóre przedmioty szkolne, a zwłaszcza zaklęcia i transmutację, dlatego odrabianie prac domowych nie wiązało się dla niego z jakąś wielką męką.
- Tak, nie możemy przecież wypaść z wprawy, bo zrobimy się zbyt leniwi - powiedział, uśmiechając się lekko. Profesor McGonagall była znana z tego, że nigdy nie pozwalała swoim uczniom na marnowanie czasu.


Cóż, Lily może nie była zbyt obeznana w Quidditchu, miotła nigdy specjalnie jej nie słuchała, ale za to była uzdolniona w wielu innych dziedzinach. Trochę szkoda, że nie mieli dla siebie tyle czasu, ile zapewne by chcieli, ale trzeba brać, co dają, prawda?
- Ooo, faktycznie ciekawe - przyznała, uśmiechając się delikatnie, kiedy już zapoznała się z tematem pisanej przez niego pracy. Aż zrobiło jej się trochę głupio, że mu w tym tak perfidnie przeszkadzała, ale przecież parę skradzionych chwil aż tak mu nie zaszkodzi.
- Otóż to. Chociaż niektórym to przydałoby się wejść w jakąś wprawę, żeby mieć w ogóle z czego wypaść - rzuciła z lekkim rozbawieniem. Nie da się ukryć, że wielu uczniów nie pałało wielką chęcią do poszerzania swojej wiedzy, a szkoda! W końcu takie przedmioty są z całą pewnością ciekawsze i przyjemniejsze do uczenia niż jakaś tam geografia czy fizyka...


- Naprawdę, nie rozumiem u niektórych braku chęci do zdobywania wiedzy - oznajmił Jonathan, jak na rasowego Krukona przystało. Owszem, uczniowie tego domu mieli opinię kujonów, ale nie mogło to być dalsze od prawdy. Kujni uczą się, wkuwając wszystko bez sensu na pamięć, a Krukoni lubili zdobywać wiedzę dla samej wiedzy, chcąc poznawać wciąż jakieś interesujące fakty. Jeśli zaś chodzi o geografię czy fizykę, to podejrzewam, że gdyby nauczano ich w Hogwarcie, to zwiększyłaby się liczba samobójstw popełnianych poprzez skoki z wieży...
- Słuchaj, przepraszam cię, ale muszę teraz lecieć - rzucił nagle Jonathan, przypominając sobie, że powinien wkrótce pojawić się na boisku. Co prawda dzisiejszy trening ścigających miał przeprowadzić jego zastępca, ale wiadomo jak to z nimi bywa. Najlepiej jest zrobić coś samemu. - Zupełnie zapomniałem o tym treningu. Zobaczymy się wieczorem? - spytał z nadzieją. Zdawał sobie sprawę, że miał lekkiego bzika na punkcie quidditcha, ale nie chciał, żeby Lily poczuła się lekceważona, bo przecież na niej także mu zależało.
- To do zobaczenia - rzucił jeszcze i pocałował ją w policzek na pożegnanie, po czym zebrał swoje rzeczy do torby i udał się do wyjścia z Wielkiej Sali.

/zt


Lily tym bardziej nie rozumiała jak można być takim ignorantem jak niektórzy. I niby co miałaby robić, gdyby nie siedziała w książkach? Wypady do Hogsmeade nie są zbyt częste, a imprezowanie niezbyt ją kręciło. Lepiej siedzieć i gapić się w ściany? Doprawdy, chyba nigdy tego nie zrozumie. Liczyła na to, że jednak chwilę ze sobą posiedzą, gdy Jonathan zerwał się z tłumaczeniem, że ma trening.
- Nie ma sprawy. Jasne, wieczorem - przytaknęła, uśmiechając się lekko. Owszem, może i Wood miał trochę bzika na punkcie Quidditcha, ale cóż, każdy ma swoje bziki, prawda? A Evans była prawie pewna, że gdyby sama potrafiła lepiej utrzymywać się na miotle, to też próbowałaby nauczyć się w to grać. Kto wie, może by ją wciągnęło?
- Do zobaczenia! - rzuciła jeszcze, obserwując jak opuszcza Wielką Salę. No i została sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Jonathan&Lily + James&Lily #1 Empty
PisanieTemat: Re: Jonathan&Lily + James&Lily #1   Jonathan&Lily + James&Lily #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:46 pm

James akurat przechodził w pobliżu Wielkiej Sali, gdy jego uwagę przyciągnęły głosy dobiegające ze środka. Co jak co, ale przez tyle lat uganiania się za Lily jej głos rozpoznałby nawet na końcu świata. Postanowił zerknąć do środka i zobaczył ją w towarzystwie jej nowego chłopaka, Jonathana Wooda. Ich związek nie był zupełnie po myśli Jamesa, ale cóż, liczyło się w końcu tylko to, żeby Lily była szczęśliwa. Potter już od pewnego czasu zdawał sobie sprawę, że natrętnymi zaczepkami dużo nie zdziała i w tym roku postanowił zachowywać się dojrzalej. Gdy po paru minutach Wood opuścił salę, James wszedł do środka i ruszył w stronę Lily.
- Cześć - powiedział, gdy już znalazł się koło nie. - Nie przeszkadzam?


Lily żałowała, że znów uciekł im czas, który mogli spędzić razem, ale cóż, zawsze znajdzie się kolejna okazja, prawda? Zajęcia nie trwały zbyt długo, prace domowe robili szybko - nie obijali się jak większość uczniów, więc jeszcze nie wszystko stracone. Z braku lepszego zajęcia i korzystając z ciszy, Lily miała zamiar posiedzieć jeszcze w Wielkiej Sali, by przestudiować lepiej księgę, którą dziś wypożyczyła, co pozwoliłoby jej na napisanie mistrzowskiego wręcz wypracowania dla profesor McGonagall. Gdy usłyszała za sobą kroki, natychmiast się obróciła, sądząc, że to Wood cofnął się, bo czegoś zapomniał, jednak zamiast niego ujrzała znajomą jej, lekko poczochraną czuprynę. James Potter. Była ciekawa czym ciekawym uraczy ją tym razem.
- Cześć - przywitała się, jak na kulturalną czarownicę przystało. - Nie, tak tylko sobie czytam - wyjaśniła. To, że nie zaczął od jakiegoś "cześć Evans" i wymyślnych komplementów było dobrym znakiem. Może wreszcie Potter postanowił dorosnąć? To byłoby bardzo wskazane w jego przypadku.
- Potrzebujesz czegoś? - spytała, do końca nie wiedząc czy dobrze robi, ale czasu już nie cofnie. Miała nadzieję tylko, że to pytanie nie obróci się przeciwko niej. I że zaraz nie zacznie po niej cisnąć, że nie powinna się umawiać z Woodem... Bo w jego przypadku wszystko było możliwe!


- Tak. Nie. Nie wiem - odpowiedział na jej pytanie, nieco plącząc się w zeznaniach ze zdenerwowania. Przecież nie powie jej, że obserwował ją i jej nowego chłopaka. Nie chciał, żeby pomyślała, ze ją szpieguje, bo wtedy na pewno nie zmieniłaby o nim zdania.
- Co słychać? - spytał szybko, po trosze dlatego, żeby odwrócić jej uwagę od swojego dziwnego zachowania, a po części dlatego, że faktycznie był tego ciekawy. Wcześniej nie prowadzili zbyt wielu normalnych rozmów, zazwyczaj James się popisywał, a Lily się denerwowała. Nadszedł wreszcie czas, żeby to zmienić.


- To jak w końcu? - spytała, marszcząc lekko brwi, wyraźnie zdezorientowana jego zachowaniem. Jeżeli do tej pory uważała, że zachowuje się dziwnie, dzisiaj zaczął przebijać wszystkie poprzednie razy.
- Pytasz mnie co u mnie słychać? - spytała, coraz bardziej zdezorientowana. Kim był ten osobnik i co zrobił z prawdziwym Jamesem Potterem?! Szybko jednak otrząsnęła się z szoku, żeby nie wyjść na tępą, bo cóż, od początku ich rozmowy nie błyszczała elokwencją, trzeba to było naprawić.
- No wiesz, to co zwykle... - zaczęła, zakładając sobie zbłąkany kosmyk włosów za ucho. - Czytam książkę z transmutacji, żeby napisać do wypracowanie dla McGonagall. A tak to nic ciekawego - odpowiedziała. Nie będzie z nim przecież rozmawiać o jej związku z Jonathanem. Może James nie był tego świadomy? Bo chyba wobec takiej wieści nie byłby tak spokojny, prawda?


- No, tak jakby... - przyznał, nieco zdziwiony jej zdezorientowaniem, chociaż po namyśle musiał przyznać, że miała do tego prawo. Przez ostatnich kilka lat nie stanowił dla niej łatwego towarzystwa i zawracał jej głowę głupimi tekstami przy każdej możliwej okazji. Wood pewnie nie zachowywał się w taki sposób i pewnie to sprawiło, że udało mu się zdobyć względy Lily. Ta myśl wywoływała u Jamesa niemałe uczucie zazdrości, ale nie chciał tego okazywać, by jeszcze bardziej nie zrazić do siebie panny Evans.
- Ach tak, wypracowanie. Na pewno dobrze ci pójdzie - stwierdził. Doprawdy, zachowywał się dziś strasznie drętwo, pewnie dlatego, że bardzo mu zależało, żeby zrobić na Lily dobre wrażenie.


Jeśli sięgnąć pamięcią wstecz, to Lily i James chyba nigdy nie odbyli żadnej rozmowy, takiej zwyczajnej rozmowy, jak na dwóch cywilizowanych ludzi przystało. Zawsze zaczynało się od durnych zaczepek, Evans wkurzała się i tak to się kończyło. Nic więc dziwnego, że przez wiele lat miała go za napuszonego głąba.
- Ma bardzo ciekawy temat, więc nie powinno być większego problemu - odparła. Zastanawiała się co w niego dzisiaj wstąpiło. Najpierw pyta ją co u niej, potem twierdzi, że dobrze jej pójdzie w pisaniu. Żadnych zaczepek, prób podrywania? To było trochę dziwne i możliwe, że dlatego właśnie Evans nie do końca wiedziała jak zachować się w jego obecności.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili. Może coś się stało, ale wstydził się o tym mówić? Przez głowę Evans przewijało się właśnie morze możliwości, jednak uznała, że gdybanie nie ma w tym przypadku większego sensu.


- To dobrze. ciekawy temat powinien pomóc - ciągnął dalej konwersacyjnym tonem, jakby rozmawiali o pogodzie. Lily pewnie myślała, że uderzył się w głowę czy coś w tym stylu, bo takie dziwne acz cywilizowane zachowanie było do niego raczej niepodobne.
Gdy zadała mu pytanie, zastanowił się przez chwilę. Postanowił jednak zebrać się w sobie i postawić na szczerość.
- Tak, tylko... - zaczął, zastanawiając się, jak to ubrać w słowa. - To znaczy, żałuję tego, jak było między nami przez poprzednie lata i że zraziłem cię do siebie moimi głupimi zachowaniami i odzywkami. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni, bo postanowiłem z tym skończyć. Poza tym, chciałbym tylko, żebyś była szczęśliwa, z kimkolwiek tylko to będzie możliwe. To dla mnie ważne - wyrzucił z siebie szybko, zanim spróbowałby się powstrzymać. W końcu postanowił zmądrzeć, więc nie czas bawić się w podchody i zgrywać idiotę.
- To powodzenia z wypracowaniem - rzucił jeszcze i zanim Lily zdążyła zareagować na jego małą przemowę, opuścił Wielką Salę.


/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Jonathan&Lily + James&Lily #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: