IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Gabriel&Katherine #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Gabriel&Katherine #1 Empty
PisanieTemat: Gabriel&Katherine #1   Gabriel&Katherine #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:42 pm

Mogło by się wydawać, że Katherine jako sekretarka zwyczajnie się w pracy nudziła. Nic bardziej mylnego! Chyba nie było na tym świecie sekretarki, która wykonywałaby taki wachlarz zadań jak ona! Nie dość, że musiała załatwiać wszystkie sprawy faktycznie związane ze swoją pracą, to niestety w wachlarz jej obowiązków od dłuższego czasu wpisywało się również pozbywanie się przelotnych kochanek jej szefa. Kończąc oczywiście na tym, że chyba jako jedyna faktycznie potrafiła z nim wytrzymać. Bo kto inny zostałby w pracy, w której w każdej chwili może ją zaatakować niestabilna psychicznie czarodziejka, której Kath nie chce wpuścić do jej "misiaczka", przed którym znając życie rozłożyła nogi przy pierwszym spotkaniu w obskurnej toalecie. Dla panny Morgan to wręcz chleb powszedni. Dlaczego tak właściwie nadal trzymała się tej pracy? Z prostej przyczyny - dobrze płacili. Katherine wychowała się w przytułku i właściwie nigdy nie miała prawdziwej rodziny, a więc i porządnego finansowego wsparcia, więc żeby samemu stanąć na nogach chwyciła się pierwszej pracy, która jej się przytrafiła. Owszem, zawsze miała aspiracje na więcej, ale liczyła, że pracując w redakcji, w dodatku tak blisko redaktora naczelnego, w końcu nadarzy jej się szansa na pokazanie tego, że nie tylko jest świetną organizatorką, ale i potrafi bardzo dobrze pisać. Szybko jednak zdała sobie sprawę z tego, że Gabriel najpewniej nawet nie czyta jej tekstów, więc dała sobie spokój i zostawiała je jedynie dla własnego użytku. Pisała, aby się gdzieś wyładować.
A jeżeli już mowa o wyładowywaniu się, tego dnia, który z pozoru zaczął się dosyć spokojnie i niewinnie, kolejny raz w redakcji pojawiła się jakaś rozwścieczona, rozhisteryzowana kobieta, robiąc burdel w pomieszczeniu, tuż przed gabinetem Gabriela. Katherine potraktowała ją jakąś wymyślną klątwą, oprócz ogłuszenia dodając jej jakieś paskudne kurzajki - może to pozwoli jej następnym razem dobrze zastanowić się zanim rozłoży nogi przed pierwszym lepszym facetem, który zwróci na nią uwagę, po czym podminowana, z różdżką w dłoni ruszyła prosto do gabinetu Gabriela. Nie bawiła się nawet w pukanie - bo i po co?
- Czy wiesz co musiałam przed chwilą zrobić? - spytała, przechodząc od razu do rzeczy. Nie przyszła do niego na pogawędki, tylko by wyjaśnić jedną sprawę, możliwe raz na zawsze. - Dodam, że KOLEJNY RAZ w tym tygodniu - dodała.



Gabriel zajęty był właśnie przeglądaniem artykułów do nowego wydania, gdy jego uwagę przykuły odgłosy kłótni, która najwyraźniej właśnie rozgrywała się za drzwiami. Ktoś inny pewnie zdziwiłby się i wyszedł sprawdzić o co chodzi, ale dla Gabriela takie sytuacje były chlebem powszednim. Nie pierwszy raz zdarzało się, że jego była kochanka zjawiała się w jego pracy i Katherine, jego sekretarka, musiała ją w jakiś sposób zutylizować. Orpingtona szczerze bawiły takie sytuacje, chociaż był poważnym mężczyzną na poważnym stanowisku i chyba powinien już wydorośleć.
Wreszcie drzwi do gabinetu otworzyły się i stanęła w nich Kath.
- No, co takiego? – spytał, uśmiechając się niewinnie. Nie to, żeby nie wiedział, co miała na myśli, ale doszedł do wniosku, że zabawnie będzie trochę się z nią podrażnić. Pewnie nie powinien być takim irytującym szefem, ale za to dobrze jej płacił, więc Katherine powinna być zadowolona.



Katherine zaczynała mieć tej pracy już po dziurki w nosie, niestety naprawdę potrzebowała pieniędzy, a Gabriel płacił jej tyle, że nie tylko starczało na mieszkanie, ale i na jakieś przyjemności, więc za każdym razem jak chciała rzucić tę pracę w cholerę, gryzła się w język i wracała na swoje miejsce.
- Och, myślisz, że jesteś taki zabawny? - spytała, mrużąc lekko oczy. - Dobrze wiesz o czym mówię i to nie jest śmieszne! - oburzyła się. Cóż, dla niego mogło się to wydawać zabawne, bo bynajmniej on nie musiał użerać się z rozhisteryzowanymi idiotkami, które rozłożyły przed nim nogi. Czasami Morgan już-już miała ochotę spytać skąd on je w ogóle bierze, bo co jedna to chyba głupsza i bardziej naiwna, ale... Co ją to właściwie obchodziło? Chciała po prostu pozbyć się ich z zasięgu wzroku. - Zdajesz sobie sprawę, że to nie należy do moich obowiązków? - spytała, krzyżując ręce na piersiach, jednak zdawała sobie zapewne sprawę, że jego to tylko bawi. W jej głowie zrodził się nawet pomysł, żeby takową raz do niego przepuścić, może gdyby musiał się z taką użerać sam, to w końcu zacząłby zachowywać się jak na dorosłego przystało?



W dzisiejszych czasach ciężko o dobrze płatną pracę, więc przypuszczam, że Katherine była skazana na znoszenie byłych kochanek swojego szefa jeszcze przez długi czas. Chyba, że stanie się cud, względnie coś spadnie mu na głowę, i Gabriel się opamięta.
- Ależ doskonale wiem, że jestem zabawny – stwierdził tylko, wzruszając ramionami. Gniew Kath jakoś nie popsuł jego humoru. – Zależy od punktu widzenia, ja tam całkiem dobrze się bawię – dodał szczerze. Przynajmniej miał trochę rozrywki w czasie czytania niejednokrotnie słabych artykułów. Doprawdy, czy tak ciężko było sklecić porządny kawałek?
- To nic – odpowiedział, słysząc uwagę Katherine o jej obowiązkach. – Przecież doskonale sobie radzisz – dodał, jakby to usprawiedliwiało to, z czym Kath musiała sobie radzić. W końcu świetnie władała różdżką, więc co za różnica, czy użyje jej w celach zawodowych, czy do spławiania jego kochanek.



Kath naprawdę nie miałaby nic przeciwko, gdyby w grę wchodziło same używanie czarów, ale to ciągłe jojczenie tych jego dziuniek doprowadzało ją do szału. Kiedyś trzepnie w którąś avadą, żeby zamilkła i będzie słabo, bo Azkaban to nie miejsce dla niej. Chyba, że zwali winę na Gejba, w końcu to jego laski ciągle do redakcji przychodzą i chyba już każdy jest tego świadom. Doprawdy, powinno mu być wstyd.
- Kiedyś to się na Tobie zemści - odparła, mrużąc lekko powieki. Nie ma opcji, żeby w końcu nie dopadła go sprawiedliwość za taki tryb życia.
- Doskonale radzę sobie w wielu rzeczach, ale nie świadczy to od razu o tym, że powinnam je robić - rzuciła, coraz bardziej poirytowana postawą swojego szefa. Czasami naprawdę zastanawiała się, czy praca kelnerki nie byłaby dla niej lepsza niż użeranie się z wiecznym nastolatkiem o buzujących hormonach, na którego robił się Gabriel. Nim jednak zdążyli kontynuować konwersację, do gabinetu wpadł lekko wyłysiały mężczyzna o groźnym spojrzeniu od progu krzycząc na Gabriela. Katherine zamrugała dwukrotnie, z początku nie ogarniając co jest grane, szybko jednak zorientowała się o co chodziło i z trudem udało jej się opanować śmiech. Cóż, a nie mówiła, że w końcu to się na nim zemści?



- Nie wątpię – mruknął tylko, lekceważąc jej ostrzeżenie. Bądź co bądź, żył w ten sposób już od dłuższego czasu i jakoś nigdy nie zdarzyło się tak, żeby coś nie poszło po jego myśli. Co prawda zdarzały się różne komplikacje, ale ostatecznie i tak Gabriel wychodził z tego obronną ręką.
- Pomyśl sobie, że w ten sposób pracujesz na podwyżkę – rzucił, wzruszając ramionami. I tak lepiej, jak Kath zgarnie więcej kasy, niż jakby miał to zrobić któryś z tych nieopierzonych dziennikarzy, którym się wydaje, że dobrze piszą.
Nagle do gabinetu wpadł starszy, wyłysiały facet. Po krótkich oględzinach i po tonie głosu, jakim uroczo na niego krzyczał, Gabriel zorientował się, że ma do czynienia z jednym z członków zarządu. Z treści jego reprymendy zdążył wywnioskować o co chodzi. Szybko wyszedł z gabinetu, upewniając się wcześniej, że Kath idzie za nim. Gdy przeszli korytarz, ich oczom ukazał się niecodzienny obrazek. Sala konferencyjna uroczo trzaskała płomieniami, coraz bardziej zajmując się ogniem, a najnowsza kochanka Gabriela szamotała się z jednym ochroniarzy. No tak, chyba się w końcu doigrał… Niewiele myśląc, wyciągnął różdżkę i mamrocząc zaklęcie, skierował ją na płomienie, żeby pomóc w gaszeniu.



- Której pewnie nigdy nie dostanę - mruknęła pod nosem, nieco ciszej. Gabriel czasami naprawdę zachowywał się jak perfidny cham! Jakby się zastanowić, zachowywał się tak nawet dosyć często. Do tej pory wszystkich dziwi to, w jaki sposób Morganówna z nim wytrzymuje. Dobre to, że to tylko parę godzin w pracy, a po niej ma święty spokój.
Skoro już musiała, poleciała za Gabrielem do sali konferencyjnej, która obecnie uroczo płonęła, a obok szamotała się - surprise, surprise! - jego najnowsza lafirynda! A Katherine ostrzegała, że to się jeszcze na nim zemści. Tak naprawdę chciało jej się śmiać, bo to wszystko wydawało jej się zabawne. Co więcej, mogłaby tutaj nawet zacytować Orpingtona, że dla niej wydaje się to bardzo zabawne! Czy coś w tym guście. Wiedząc jednak, że jest tam jeszcze obecny członek zarządu i nie chcąc dolewać oliwy do ognia, stała z boku i przyglądała się dalszemu rozwojowi wydarzenia. Wkrótce Gabriel pozbył się pożaru, wciąż jednak pozostawała kwestia krzyczącej lafiryndy, która wręcz wyrywała się w stronę Orpingtona, krzycząc niezbyt cenzuralne treści. Ciekawe dlaczego...



Gdy pożar już przygasł, Gabriel znów skierował swoją uwagę na członka zarządu, co w sumie nie było trudne, bo tamten nie przestawał wrzeszczeć. Najwyraźniej wymyślił sobie, że cały ten incydent był winą Orpingtona. Po prawdzie tak też było, ale Gabriel nie miał zamiaru przyznawać mu racji. Jego szef zaczął właśnie wykład na temat nieodpowiedzialnych gówniarzy, którym od dobrych stanowisk przewraca się w głowach i nie potrafią trzymać życia prywatnego z dala od pracy, kiedy Gabriel wpadł na świetny pomysł, jak wywinąć się z kłopotu.
- Zaraz, zaraz – zaprotestował, uciszając członka zarządu, którego twarz od wydzierania się przybrała już odcień ciemnej czerwieni. – Ja nie znam tej wariatki, której zachciało się świętować noc Guya Fawkesa miesiąc za wcześnie – obruszył się, wypierając się wszystkiego. – Zresztą nawet gdybym mógł, nie zawarłbym znajomości z kimś takim, w końcu mam już dziewczynę – zakończył swój wywód, uśmiechając się triumfalnie i wskazując na Kath, która stała obok niego. Widział już, że dziewczyna chce zaprzeczyć, ale ostrzegawczo uniósł brew. Jego spojrzenie mówiło jasno – nie ma związku, nie ma podwyżki.



Może i było to trochę wredne, ale Katherine uważała, że porządny opiernicz zdecydowanie należał się Gabrielowi. Jak wspominała, w końcu musiało mu się oberwać za to co robił! Nie żeby tamte lasie były niewinne, bo cóż, gdyby nie rozkładały przed nim nóg tak chętnie, to raczej siłą by ich nie brał i też większego kłopotu by nie było... No ale to jest mało ważne! Był człowiekiem na poważnym stanowisku, ale nie zachowywał się jak na taką osobę przystało.
Morganówna stała tam w ciszy, zastanawiając się jaką to wymówką posłuży się Orpington, żeby oczyścić swe imię. Nigdy by jednak nie podejrzewała, że użyje CZEGOŚ TAKIEGO. W pierwszej chwili była zaskoczona obrotem tej sprawy i już miała zaprzeczyć - niech Gabe ma za swoje! - jednak jego wzrok mówił wszystko. Zaprzeczy, to straci pracę. Przeklnęła w myślach. Czego to ona nie zrobi dla tej przeklętej pracy... Katherine momentalnie poczuła na sobie podejrzliwy wzrok grubasa, który zapewne spytał ją o potwierdzenie prawdziwości słów jej szefa.
- Ee... No tak - powiedziała. Może i nie zabrzmiało to zbyt przekonująco, ale w tej chwili nie potrafiła zdobyć się występ godny Oscara. Niestety, to nie rozwiało wątpliwości członka zarządu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Gabriel&Katherine #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry-
Skocz do: