IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Galen&Jolene #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Galen&Jolene #1 Empty
PisanieTemat: Galen&Jolene #1   Galen&Jolene #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:41 pm

Jolene miała dzień wolny od zajęć na uniwerku, więc nie chcąc siedzieć w domu, postanowiła udać się na spacer. Ze szkicownikiem w dłoni dotarła do parku, usiadła na ławeczce i zaczęła spoglądać gdzieś przed siebie. Zupełnie nie obchodziło ją to, co działo się gdzieś dookoła, ludzie śpieszący się do pracy, albo gdziekolwiek indziej. Położyła sobie szkicownik na kolana i zaczęła szkicować widok, który miała przed sobą. Drzewa, słońce i wielkie jezioro. Jak zwykle gdy wczuwała się w to, co robi, myślami odpłynęła gdzieś daleko, licząc, że nikt nie będzie jej przeszkadzał. Nie sądziła, że ktokolwiek by chciał na dłużej, bo szybko każdego zniechęcała do swojej osoby niezbyt miłym zachowaniem. Tak było po prostu łatwiej.


Galen niedawno postanowił przyjąć niemoralną propozycję pani Saxby, która dotyczyła jego związku z jej córką, Jolene. Nie było to zbyt chlubne działanie, ale za to obiecywane pieniądze były duże, więc Galen nie mógł oprzeć się pokusie. Okrągłe sumy galeonów piechotą nie chodzą i mogłyby mu się bardzo przydać.
Wiedział, że Jolene lubi przychodzić do parku, uznał więc, że spróbuje ją tam wypatrzyć. W takich okolicznościach zapoznanie powinno wypaść naturalnie i niezbyt podejrzanie, a o to przecież chodziło. Szczęście dopisało Galenowi, bo gdy tylko przybył na miejsce i rozejrzał się trochę, dostrzegł Jolene na jednej z ławek. Zbliżył się do niego od tyłu i przystąpił do wdrażania planu w życie.
- Ładny widok, widać utalentowaną rękę- skomplementował, zaglądając jej przez ramię do notatnika.


Dlatego między innymi Jolene była dla ludzi wredna. Matka już wiele razy załatwiała jej potencjalnych narzeczonych, więc w każdym, choć najmniejszym zainteresowaniu płci przeciwnej jej osobą, zaczęła widzieć jakiś podstęp. Jak widać nie do końca bez przyczyny... A tak poza tym, ludzie nie utrudniali jej sprawy pogardzania nimi przez swoje bezmyślne zachowania i poglądy.
- Nie pytałam Cię o zdanie - zauważyła, dalej sobie szkicując. Nie pofatygowała się nawet by spojrzeć kto próbuje zakłócić jej spokój. - Dalej masz prawdziwy widok, więc zajmij się nim i daj mi szkicować w spokoju - dodała, kreśląc intensywnie jakąś falkę na jeziorze, spowodowaną zapewne lekkim wiatrem. Nie lubiła nieznajomych i nie czuła się zbyt komfortowo, gdy ktoś na siłę próbował nawiązywać z nią rozmowę. Czy to nie jest oczywiste, że ona sobie tego nie życzy?


Niestety, tak to jest, kiedy ma się apodyktyczną, nadgorliwą matkę. Rodzice Galena okazywali mu dokładnie tyle uwagi, ile potrzebował, czyli nie za dużo i nie za mało, więc bardzo odpowiadał mu taki układ.
Już miał ochotę zrewanżować się Jolene jakąś ciętą uwagą, ale uznał, że to pokrzyżuje jego plany. W końcu zamierzał ją sobą zainteresować, nie do siebie zrazić i to już przy pierwszym spotkaniu.
- Prawdziwy widok jest nudny – stwierdził zamiast tego, wzruszając ramionami. – Jako wytwór człowieka, w tym wypadku rysunek, jest dużo bardziej interesujący. Wprowadzasz do niego nowy, własny pierwiastek i to się chwali – dodał jeszcze, mając nadzieję, że jego słowa nie zabrzmiały zbyt nachalnie.


Jolene nigdy nie rozumiała tego całego wybierania dzieciom narzeczonych. Bo i po co? Żeby tworzyły się same małżeństwa bez miłości i jakichkolwiek innych uczuć, włączając w tym nawet szacunek do drugiej osoby? Zresztą, co rodziców obchodzi czy jego dziecko będzie żyło w bogactwie, czy też w zwykłym dostatku? Nawet jeśli miałoby żyć w skrajnej nędzy z własnego wyboru, byłoby to lepsze niż zostanie pozbawionym wyboru. Bynajmniej zdaniem Jolene.
- Widzę, że nie potrafisz złapać aluzji - odparła, kątem oka zerkając na nieznajomego. Szybko jednak wzrokiem powróciła do swojego rysunku. - Gdybym pragnęła towarzystwa, poszłabym do pubu, więc z łaski swojej skoro już nie chcesz sobie pójść, to chociaż siedź cicho - rzuciła, dodając akurat ostatnie kreski na rysunku, po czym na dole zaczęła pisać dzisiejszą datę i swoje inicjały, czyli "JS".


Co rodzic, to inne podejście do tego tematu. Niestety, w czarodziejskim świecie mnóstwo było rodziców przekonanych o tym, że tylko oni mogą znaleźć odpowiednią partię dla swoich dzieci, chociaż trzeba przyznać, że myśleli tutaj głównie o sobie i o tym, by nie zmniejszyć prestiżu swojej rodziny.
Zignorował jej pierwszą uwagę, nie dając po sobie poznać, że jest zirytowany tym, że sprawy nie idą po jego myśli. Pani Saxby ostrzegała go przecież, że Jolene nie jest łatwa w obejściu i że trzeba się tutaj odpowiednio postarać.
- Puby są przereklamowane – powiedział tylko konwersacyjnym tonem, jakby Jolene wcale nie starała się go zbyć. – Ale wedle życzenia, już się zamykam – obiecał i przez chwilę faktycznie siedział w milczeniu, obserwując jak panna Saxby pracowała nad rysunkiem.
- O, jak brzmi twoje imię? – spytał w końcu, widząc, jak nakreśliła swoje inicjały. Parę razy złapał się na tym, że chciał się zwrócić do niej per Jolene, co byłoby podejrzane, bo teoretycznie się nie znali. Byłoby zatem znacznie prościej, gdyby mu się przedstawiła.


Może i tak, ale co ci po prestiżu rodziny jak niewiadomo ile jeszcze pożyjesz? Zresztą, to jest dopiero przereklamowana sprawa, zwłaszcza w obliczu wojny, którą zapewne niedługo poczują już w kościach.
- Ale ludzie tam więcej piją, a mniej gadają - odparła, jakby w ramach wyjaśnienia dlaczego puby wydawały się jej jednak lepszą opcją. Po paru głębszych język się takim plącze, więc przestają już nawet próbować nawiązać przyzwoitą konwersacje i zwyczajnie oddają się piciu.
Mimowolnie Jolene zaczęła zastanawiać się dlaczego nieznajomy się do niej przyczepił, jednak nie zadawała pytań. Irytowało ją rozmawianie z innymi, zwłaszcza z przypadkowymi ludźmi, których później i tak już raczej na oczy nie zobaczy. Po co więc się trudzić?
- Jasmine - rzuciła krótko. Nie wiem czemu ale kojarzy mi się to z imieniem dla striptizerki... To chyba dobra pora dla naszych mózgów! Chyba nie liczył, że Saxby poda mu prawdziwe imię?
- która musi już lecieć - dodała krótko i bez zbędnych wyjaśnień czy pożegnania, podniosła się z ławki i z notatnikiem pod pachą ruszyła w znanym tylko jej kierunku.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Galen&Jolene #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry :: Nieaktywne-
Skocz do: