IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Camden&Sophie #1

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin

Liczba postów : 869
Join date : 05/09/2018

Camden&Sophie #1 Empty
PisanieTemat: Camden&Sophie #1   Camden&Sophie #1 Icon_minitimeCzw Cze 27, 2019 10:40 pm

/ począteczek!


Sophie siedziała w łazience od dobrych dziesięciu minut, wpatrując się w miskę z eliksirem, który sporządziła z samego rana, kiedy Camdena nie było jeszcze w domu. Nie chciała mówić mu o swoich podejrzeniach, dopóki nie będzie ich stuprocentowo pewna. A teraz? Bała się przeprowadzić test, bo mógł wyjść pozytywny. I co wtedy? Nie planowali przecież drugiego dziecka! Ba, sądziła, że posiedzi w domu jeszcze z rok, albo dwa lata, a potem wynajmie się opiekunkę, a ona wróci do pracy w Świętym Mungu. Siedzenie w domu przy dziecku trochę ją męczyło. Oczywiście kochała ich syna, ale czasami czuła się trochę przywiązana do tego domu. Westchnęła cicho, przerywając swoje przemyślenia i gdybania, bo tak naprawdę na nic się one zdadzą bez wyniku. Nie chcąc dłużej tkwić w niecierpliwości zrobiła co do niej należało, po czym stała nad miską z eliksirem, obserwując jego zabarwienie i modląc się, by pozostało takie, jakie jest. Niestety, po dwóch-trzech minutach, które ciągnęły się dla niej jak cała wieczność, eliksir przybrał barwę różową. Mruknęła coś pod nosem, wylała zawartość do ubikacji, po czym z impetem opuściła łazienkę, wędrując od razu do salonu, w którym siedział obecnie jej mąż.
- Jesteś z siebie zadowolony?! - spytała, może trochę zbyt głośno, ale miała to gdzieś. Śmiało można powiedzieć, że była zła na to, że najwyraźniej nie byli dostatecznie ostrożni przy zabezpieczeniu i teraz na nią spadły tego skutki.


Camden siedział w salonie, czytając gazetę, jak na wzorowego ojca rodziny przystało. Sophie coś długo nie wracała z łazienki, ale nie miał zamiaru jej przeszkadzać, w końcu każdy ma prawo do odrobiny prywatności. Wreszcie drzwi od łazienki otworzyły się z rozmachem i jego żona wkroczyła do salonu, wyraźnie wzburzona.
- Ale co się stało, kochanie? - spytał od razu. Szybko zrobił w myślach rachunek sumienia, zastanawiając się, co też znowu takiego zrobił, żeby zasłużyć na jej gniew. Bądź co bądź, wiedział, że ze zdenerwowaną Sophie lepiej nie zadzierać.


życie mężczyzn było o wiele łatwiejsze. Dlaczego to tylko do kobiet należało rodzenie dzieci, potem zostawianie z nimi w domu, zajmowanie się nimi? Powinien być jakiś sprawiedliwy podział obowiązków, bo kobiety miały ich stanowczo za dużo. Nie dość, że w ciąży tyją, tracą figurę, czują się jak kupa gówna, chodzą wkurzone na cały świat, to jeszcze muszą za sobą wszędzie nosić te zbędne kilogramy, w które wlicza się też to dziecko w brzuchu... A facetom to ciężko skoczyć nawet po podpaski do sklepu!
- Co się stało? - powtórzyła. - Co się stało?! - spytała znów, jeszcze bardziej się denerwując. Czy była to sprawka hormonów, czy po prostu była wkurzona - trudno określić. - WSZYSTKO SIĘ STAŁO! - rzuciła, nic nie robiąc sobie z tego, że jak nie przestanie dalej krzyczeć, to pewnie lada moment ich syn się obudzi i znów zacznie się mała apokalipsa. - Co z Ciebie za mąż jak nie potrafisz się nawet zabezpieczyć, co?! - wlepiła w niego lekko przymrużone powieki. Camden jednak dalej zdawał się nie rozumieć do czego właściwie dążyła w tej swojej wkurzonej przemowie. Pewnie za bardzo skupiał się na jej krzykach, niż na samym przesłaniu.
- Znowu jestem w ciąży! - wyznała wreszcie.


Niestety, takie życie z facetami. A wyślesz takiego po podpaski, to wróci z tamponami, bo miła pani w aptece powiedziała, że są bardziej praktyczne....
Camden postanowił przezornie nie wtrącać się w przemowę żony, licząc na to, że jeśli będzie siedział cicho, to szybciej dowie się, o co jej chodzi. Faktycznie, gdy Sophie wreszcie wyrzuciła z siebie początkową falę gniewu, wreszcie wyjawiła mu radosną nowinę.
- Och, Sophie, to wspaniale! - ucieszył się Camden i zerwał się, żeby ją pocałować. Zawsze chciał mieć dużą rodzinę i cieszył się, że ich syn wreszcie będzie miał rodzeństwo. Jakby nie patrzeć, dzięki jego pracy w ministerstwie, mogli sobie pozwolić nawet na całą gromadkę dzieci.


Albo jak niektórzy faceci traktują kobiety jak maszynki do robienia dzieci, "bo oni tak chcą". Spróbowaliby sami coś urodzić, to mieliby traumę do końca życia!
Trzeba przyznać, że Camden wybrał dobrą strategię, najwyraźniej zdążył już wyrobić sobie sposób jak bardziej nie wkurzać już i tak dostatecznie zdenerwowanej Sophie.
- Niby co jest w tym wspaniałego? - spytała z wciąż przymrużonymi lekko oczami, które miały syngalizować, że jego radość była tutaj nie na miejscu. Choć pewnie gdzieś tam w głębi cieszyła się, że jednak go to ucieszyło.
- Jeśli za pierwszym razem nie dosłyszałeś, to powtarzam, że ZNOWU JESTEM W CIĄŻY - powiedziała, specjalnie akcentując ostatnie słowa. Może dla niego nie był to problem, ale dla niej już ogromny. W końcu to nie on będzie potem przesiadywał w domu z nie jednym, a dwójką dzieci! On będzie sobie siedział w spokojnym zaciszu swojego biura w Ministerstwie. I gdzie tutaj sprawiedliwość?!
- Chciałam niebawem wrócić do pracy. A teraz moje plany poszły się gonić - odparła niezadowolona. To jednak nie było jej największym zmartwieniem w tym przypadku. W końcu była tego cała lista! - Dopiero niedawno wróciłam do upragnionej wagi, a teraz znów będę gruba i brzydka! - rzuciła wyraźnie niezadowolona z całego obrotu sprawy. Nie da się ukryć, że nie uśmiechało jej się powrócić do wymiarów orki.


Cóż, facet raczej nie dałby rady niczego urodzić i to nie tylko ze względu na biologię, ale po prostu by go to przerosło i nie wytrzymałby psychicznie. Ale jakoś nie byłoby mi go żal.
W obchodzeniu się ze zdenerwowaną żoną, grunt to dobra strategia. Małżeństwo musi być oparte na porozumieniu i zaufaniu, a co za tym idzie, Camden nie mógł tak po prostu na przykład przemienić Sophie w fotel tylko po to, żeby przestała mówić.
- Wszystko słyszałem - potwierdził z zachwytem. Chociaż usłyszał o tym przed chwilą, nie mógł się już doczekać nowego potomka. Może tym razem trafi im się córka, która na pewno byłaby tak urocza, jak jej mama. Same plusy.
- No wiesz, zawsze możemy zaprosić do pomocy mamusię. Twoją albo moją - zaoferował, chociaż wiadomo jak to jest z babciami. No ale opiekunka nie wchodziła w grę, żaden plebs nie będzie się dotykał do ich dzieci. Nigdy nie wiadomo, kto by się zgłosił do tej pracy.
- Ależ Sophie... - zaprotestował od razu. - Ty zawsze jesteś piękna - zapewnił, uśmiechając się do niej.


Faceci to mięczaki. Mdleją już na sam widok kobiety w trakcie porodu, więc to jasne, że nie daliby nic urodzić. Nawet, jeśli pod względem biologii byłoby to u nich możliwe. Do tego trzeba mieć silne nerwy i dużą wytrzymałość na ból, a cóż, tego ostatniego to zdecydowanie facetom brak, jako, że z powodu zwykłego przeziębienia wydaje im się, że umierają.
- O nie! Nie nie nie nie nie i czy mówiłam już, że nie? - powiedziała od razu. - Wiesz jaka jest moja matka. Ona wraca jak bumerang! Albo jeszcze gorzej, zapuściłaby tu korzenie i już byśmy się jej nie pozbyli. Poza tym, nie lubię jak ktoś na każdym kroku mnie poprawia - powiedziała. Cóż, życie z matką Sophie nie było łatwe, o czym dziewczyna w ciągu kilkunastu lat swojego życia zdołała się już przekonać. Dlatego sprowadzenie jej nie wchodziło w grę. Podobnie było w sumie z matką Camdena. Lepiej nie mieszać babć w wychowywanie dzieci, bo potem już się ich nie pozbędą.
- Zmienisz zdanie jak będę ważyła sto kilo i przez mój ogromny brzuch stracę widok na własne stopy - mruknęła, pewna tego, że jednak ma rację. Niby co jest pięknego w spasłej kobiecie? - A ja lubię moje stopy! - rzuciła z wyraźnym żalem. Nie będę już wspominać o tym, że pewnie znów będą jej puchły i bolały od zbyt dużej ilości chodzenia po domu. Tak, zdecydowanie jest się z czego cieszyć, że znów zaszła w ciążę...


- Co racja to racja - zgodził się po chwili namysłu. Najgorzej, jeśli zjawiłyby się tu obie naraz i mieliby prawdziwy babciowy desant, a to by była prawdziwa katastrofa. Jeszcze pobiłyby się o to, która z nich ma zmienić wnukowi pieluchę i wybuchłaby pierwsza na świecie wojna pieluchowa...
- Nie zmienię, przecież wiesz - zapewnił ją. W końcu już widział ją w ciąży i nie uciekł w popłochu, a to chyba o czymś świadczyło. - Wiem, to bardzo udane stopy - stwierdził, przybierając minę znawcy stóp. Przynajmniej miał taką nadzieję, że wyjdzie na eksperta, a nie na fetyszystę.
- Czy mogę zrobić coś, co poprawi ci humor? - spytał, mając nadzieję, że znajdzie sposób, żeby nieco ją udobruchać.


Gdyby zjawiły się u nich obie babcie jednocześnie, to chyba Sophie zarządziłaby ewakuację jej, Camdena i ich syna, bo to z pewnością groziłoby jakąś katastrofą. Z dwojga złęgo Sophie wolała jednak zrezygnować z powrotu do pracy, niż się z nimi użerać.
- No nie wiem, może tym razem będę jeszcze grubsza - mruknęła niepocieszona. Każda ciąża w końcu przebiega inaczej. A raczej inne mogą być reakcje organizmu kobiety.
- Możesz zrobić zakupy - zaproponowała po chwili, choć raczej nie wyobrażała sobie, by istniało coś, co diametralnie mogłoby zmienić jej nastawienie, a i polepszyć humor.
- Listę masz na lodówce. Dorzuć do tego duże pudło lodów i czekoladę. Skoro i tak niedługo będę ważyć tyle, co dorosła orka, to równie dobrze mogę jeść tyle co ona - powiedziała, wciąż niepocieszona z całej tej wieści.


Cóż, kiedy siedzi się na emeryturze, to może się trochę w głowie z nudów przewrócić, ale w takim przypadku lepiej zająć się uprawą przydomowego ogródka, a nie zawracaniem głowy swoim dzieciom. Jak widać jednak nie wszyscy wpadli na takie nieszkodliwe rozwiązanie.
- Bądźmy dobrej myśli - zaproponował. Przemknęło mu co prawda przez myśl, że byłaby grubsza, jakby trafiły się bliźnięta, ale wolał się nie dzielić tą obserwacją z żoną. Kto wie, co by się wtedy stało.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, o pani - zakomunikował, parodiując ukłon. Miał nadzieję, że trochę ją to rozbawi i odciągnie od ponurych myśli.
- Dostaniesz wszystko, na co masz ochotę - obiecał jej. Chwycił listę z lodówki, pocałował Sophie na do widzenia i opuścił mieszkanie.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://marauders.forumpolish.com
 
Camden&Sophie #1
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Dawne gry :: Nieaktywne-
Skocz do: